Pogrobowcy Hitlera z NRF, czyli propaganda antyniemiecka w czasach PRL

Pogrobowcy Hitlera z NRF, czyli propaganda antyniemiecka w czasach PRL

Dodano: 

Prasa straszy

W numerze „Trybuny Ludu” z 1 września 1964 roku zwracał uwagę artykuł Wrzesień, podpisany inicjałami B.W. Autor udowadniał w nim, że odrodzenie militaryzmu i imperializmu niemieckiego łączyło się w latach 30. z antyradziecką obsesją mocarstw zachodnich, a układ monachijski miał skierować uwagę Niemiec na Wschód. W matactwach Zachodu przeszkodził jednak opór, jaki Hitlerowi stawili Polacy. Jednak 25 lat po wojnie nadal nie zawarto traktatu pokojowego z Niemcami:

Polityka kół rządzących w Niemieckiej Republice Federalnej uparcie zdąża, jak dotychczas, do przekreślenia terytorialnych i politycznych skutków II wojny światowej rozpętanej – i przegranej – przez III Rzeszę; do wchłonięcia Niemieckiej Republiki Demokratycznej, pierwszego w dziejach Niemiec państwa szczerze pokojowego, bo uwolnionego od władzy kapitalistycznych monopoli; do wydarcia Polsce jej ziem zachodnich i północnych, dźwigniętych z ruin naszym trudem, zagospodarowanych i zamieszkałych przez 8 milionów Polaków, z czego prawie połowa już na tych ziemiach urodzonych [...]. Jakże znamienne jest, że właśnie w przededniu 25 rocznicy napaści Hitlera na Polskę przywódcy trzech głównych partii zachodnioniemieckich uznali za niezbędne raz jeszcze przypomnieć swe bezczelne roszczenia terytorialne! [...] Nawet dziecko rozumie, że jakakolwiek próba zmiany granicy – czy to nad Łabą, czy nad Odrą, czy w Sudetach – oznaczałaby wojnę.

Wśród informacji z zagranicy w tym samym numerze „Trybuny Ludu” uwagę zwracał niewielki objętościowo artykuł pt. Dzień jak każdy inny. Z oburzeniem stwierdzano w nim, że jedynym odniesieniem do rocznicy wybuchu II wojny światowej ma być w Niemczech Zachodnich radiowe przemówienie kanclerza Erharda. Polski autor przytaczał fragment artykułu z „Die Welt”:

Cóż bowiem należało jeszcze więcej planować? Pytanie to postawił mi wczoraj pewien poseł Bundestagu zdumiony, że w ogóle poruszono ten temat. W tym jego zdumieniu znalazło wyraz to tak szeroko rozpowszechnione niemiłe uczucie, gdy się wciąż musi wspominać katastrofy i klęski, nieudane zamachy i powstania, fałszywą i nawet zbrodniczą politykę.

Komentarz redakcyjny „Trybuny Ludu” ograniczył się do stwierdzenia:

„Dzień jak każdy inny” i „szeroko rozpowszechnione niemiłe uczucie” – jakże wiele treści zawrzeć można w kilku zwykłych, prostych słowach...

Informowano też o obchodach rocznicy wybuchu wojny w NRD. 31 sierpnia na prestiżowej berlińskiej alei Unter der Linden została zaprezentowana wystawa Niemcy 1933–1945, którą otwierało wielkie zdjęcie przywódcy niemieckich komunistów Ernesta Thaelmanna z jego słowami „Hitler to wojna”. Jak podkreślano, na wystawie znalazły się liczne elementy polskie: mundur, ślady terroru hitlerowskiego i oporu narodu, a w części dotyczącej niemieckich antyfaszystów pokazano odznaczenia dla dwóch Niemców walczących w polskiej partyzantce na Górnym Śląsku. 1 września we Frankfurcie nad Odrą, Goerlitz/Zgorzelcu i Kołbaskowie odbyły się wspólne polsko-niemieckie wiece antywojenne.

(Prawie) każdy Niemiec to twój wróg

Jednym z kluczowych tematów propagandy wokół 25. rocznicy wybuchu II wojny światowej była więc sprawa niemiecka. RFN krytykowano za militaryzm i rewizjonizm, podkreślając rolę wielkich monopoli i przypominając o wzmacnianiu armii niemieckiej. Nieprzypadkowa była tu zapewne informacja o manewrach marynarki wojennej i planach dotyczących landu Schleswig-Holstein. Jak można było się spodziewać, wielką rolę w budowaniu strachu przed Niemcami grała kwestia ich dostępu do broni masowego rażenia i zaznaczanie, że to Niemcy są zagrożeniem dla pokoju na świecie. Do pewnego stopnia problem niemiecki rzeczywiście istniał, a polityka tego państwa nie była przyjazna Polsce – zarówno Adenauer, jak i Erhard nie podjęli kroków w kierunku nawiązania normalnych stosunków dyplomatycznych z PRL (w myśl doktryny Hallsteina RFN nawiązało relacje wyłącznie z ZSRR), przede wszystkim w związku z kwestią Ziem Zachodnich.

Co istotne, nakręcany przez propagandę strach przed Niemcami musiał mieć pokrycie w poglądach społeczeństwa. Zagrożenie niemieckie dawało więc szansę znalezienia przez rządzących płaszczyzny porozumienia z rządzonymi. Zdecydowanie kwestia niemiecka i mit zwycięzcy hitlerowskiego okupanta na swój sposób legitymizowały działania władzy ludowej. Jednocześnie od zakończenia wojny podział Polacy–Niemcy mógł w prosty sposób łączyć Polaków, odsuwając inną linię podziału: na zwolenników i przeciwników systemu komunistycznego.

Obraz Niemca nie był jednak aż tak jednoznaczny. Propaganda wychwytywała wszystkie informacje stanowiące alternatywę dla stanowiska rządu i głównych sił politycznych RFN, np. głos tamtejszych pacyfistów. Zupełnie inne było też podejście Polski Ludowej do NRD – kraju „dobrych Niemców”. Granica tego państwa na Odrze w myśl relacji prasowych nie oddzielała nieprzyjaciół, a dobrych sąsiadów, upamiętniających wspólnie rocznicę wybuchu tragicznej wojny. Paradoksalnie, codzienne stosunki między obydwoma krajami były napięte, o czym świadczy brak ruchu turystycznego pomiędzy nimi. Wśród Polaków uznanie znajdował też pogląd, że sowietyzacja Niemiec Wschodnich po wojnie była zasłużoną karą za wywołanie wojny światowej.

 0

Czytaj także