Lądowanie w Normandii i pływające czołgi. Czym były dziwadła Hobarta?

Lądowanie w Normandii i pływające czołgi. Czym były dziwadła Hobarta?

Dodano: 

Sekretem kolejnego pomysłu Strausslera było potraktowanie czołgu średniego nie jako martwej masy, którą trzeba przetransportować drogą wodną, lecz jako podstawowej części pływającej konstrukcji. Do tej pory tego typu podejście stosowano do czołgów lekkich, jednak nikt na poważnie nie rozważał tej opcji w odniesieniu do cięższych pojazdów. Rozwiązanie Strausslera było genialne w swej prostocie. Sam czołg pełnił rolę „dna” pojazdu pływającego, stanowiąc przy tym źródło napędu dla śruby umieszczonej za pojazdem. To rozwiązanie dało zresztą nazwę całej grupie pojazdów zmodyfikowanych według pomysłu Strausslera. Określano je mianem „duplex drive” (w skrócie: DD), czyli „podwójny napęd”, odwołując się do możliwości poruszania czołgu dzięki gąsienicom i śrubie (lub śrubom). Wokół zmodyfikowanego kadłuba pojazdu (zlikwidowanie zaokrągleń, dodanie kilku płyt w celu stworzenia jednolitej podstawy) rozpinano gumowy fartuch, utrzymywany w pozycji pionowej dzięki wężom napełnianym sprężonym powietrzem. W ten sposób całość wypierała dostateczną ilość wody do utrzymania się na powierzchni. Samo stawianie fartucha trwało zaledwie kilka minut, a opuszczenie go zajmowało kilka sekund. Po złożeniu całość nie przeszkadzała w walce ani nie obciążała nadmiernie pojazdu. Co więcej, czołg z ekranami mieścił się na pokładzie standardowych jednostek desantowych używanych do transportu sprzętu ciężkiego, co umożliwiało wprowadzenie ich do akcji w niewielkiej odległości od nieprzyjacielskiego brzegu.

Czy w tym planie kryły się niebezpieczeństwa? Naturalnie. Jednym z nich była wrażliwość fartuchów na ostrzał. W tym celu przeprowadzono serię testów mających określić rzeczywistą wytrzymałość czołgu pływającego na działania wroga. Ich przedmiotem stał się jednak nie Tetrarch DD, lecz Valentine DD i Sherman DD. Lekki czołg Tetrarch był bowiem zbyt słabo opancerzony i uzbrojony by rozważać wprowadzenie go do akcji jako wsparcie pierwszej linii szturmującej czołowo umocnioną pozycję wroga. Brytyjczycy zdecydowali się więc na zmodyfikowanie ich ówczesnego czołgu podstawowego, czyli Valentine. Pierwszy prototyp czołgu Valentine DD odbył swe „wodne” próby 21 maja 1942 roku. Udoskonalono mechanizm przeniesienia napędu z silnika na śrubę, a sam ekran wzmocniono dodatkowymi wężami i metalowymi rozpórkami. Sama śruba była ruchoma, co pozwalało na kierowanie całym pojazdem podczas „rejsu”. Podczas pobytu na lądzie śrubę odchylano w górę, chroniąc jej pióra przed uszkodzeniem, opuszczając w położenie robocze dopiero przed samym wodowaniem.

W celu zbadania przydatności czołgów DD w warunkach bojowych, unoszący się na wodzie pojazd ostrzeliwano z dwóch rkm Bren aż do jego zatonięcia. Rezultat takich prób był co prawda łatwy do przewidzenia, jednak zniszczenie ekranu trwało na tyle długo że czołg zdołałby dotrzeć z okrętu desantowego do brzegu. Los sprawił jednak, że to nie Valentine stały się najszerzej używanymi przez aliantów czołgami pływającymi.

Na początku 1943 roku podjęto decyzję o instalacji ekranów Strausslera na amerykańskich czołgach typu Sherman. Dysponował on większym potencjałem modernizacyjnym i lepszym uzbrojeniem od Valentine, więc decyzja ta nie budziła niczyjego zdziwienia. Ważnym argumentem przemawiającym za „zwodowaniem” tych czołgów było również umiejscowienie wieży w centrum pojazdu, przez co Sherman mógł płynąć z działem skierowanym w przód, co przyspieszało jego wejście do walki. Valentine musiały obracać wieżę, przez co traciły cenne sekundy na plaży.

Sama budowa ekranu pozostała bez większych zmian, jednak Shermany wyposażano w dwie śruby napędzane nie bezpośrednio z silnika, jak w wozach Valentine, lecz za pośrednictwem przekładni znajdujących się przy kołach napinających. Na wieży pojawiła się platforma dla dowódcy wozu, mogącego pełnić także rolę sternika, kierującego całym „DD” za pomocą zmiany położenia śrub. Ustawienie wodoodpornego ekranu zajmowało 15 minut, jednak opuszczano go w zaledwie kilka sekund. Shermany DD poddano intensywniejszym testom, używając m.in. bomb głębinowych detonowanych w odległości 90 metrów od unoszącego się na wodzie pojazdu. Posłużono się również starymi systemami obronnymi z 1940 roku, służącymi do tworzenia plam płonącej ropy w pobliżu brzegu. Alianci obawiali się, że Niemcy będą próbowali podobnej metody na francuskim wybrzeżu. Skonstruowano nawet specjalne urządzenie o nazwie „Belch”, mające rozpylać wokół czołgu wodną mgiełkę. Okazało się jednak, że fale dostatecznie nawilżają fartuch, eliminując potrzebę stosowania jakichkolwiek dodatkowych urządzeń.

Konstruktorzy rozwiązali więc problem z dostarczeniem czołgu na brzeg. Nadal jednak czekało ich zmierzenie się z betonowymi umocnieniami, czającymi się przy każdym wyjściu z plaż.

Wóz specjalnego przeznaczenia - AVRE

Czołgi pływające pozwalały na wyeliminowanie jednego z zagrożeń, czyhających na pancerne siły inwazyjne. Pozostało jednak wiele innych kwestii, bez rozwiązania których nie można było myśleć o udanym szturmie na okupowaną Europę. Jednym z nich była konieczność przebicia się przez betonowe zapory, blokujące wyjazd z plaży. Do poradzenia sobie z nimi nie wystarczały działa 75 mm instalowane na Shermanach.

Pomysłodawcą stworzenia specjalistycznego pojazdu do niszczenia przeszkód był kanadyjski saper, porucznik J. J. Denovan. Analizując przebieg rajdu na Dieppe doszedł on do wniosku, że podstawą powodzenia inwazji jest stworzenie pojazdu, mogącego dać odpowiednią osłonę saperom, zapewniając przy tym odpowiednią siłę ognia do rozbijania umocnień. O ile stabilna i mocno opancerzona podstawa była dostępna pod postacią czołgu Churchill, to brakowało jednak odpowiedniego „narzędzia”, w które można by ten wóz wyposażyć.

Poszukiwania bardziej niszczycielskiej broni doprowadziły do zaadaptowania miotacza stworzonego na potrzeby Home Guard, zwanego „bombardą Blackera”. Tradycyjne działa dużego kalibru były zbyt duże, by zainstalować je w wieży Shermana czy Churchilla. Projekt Blackera rozwiązywał ten problem. Całość składała się z trzpienia wysuwanego z dużą siłą dzięki sprężynie, i kosza w który wkładano pocisk. Lufy, w tradycyjnym rozumieniu tego słowa, nie było. Jej funkcję spełniała tuleja umieszczona w tyle pocisku. Uderzenie trzpienia detonowało niewielki ładunek umieszczony na jej końcu, co nadawało pociskowi odpowiedni pęd. Odrzut był minimalny, a cała konstrukcja pozwalała na użycie znacznego ładunku. W tym wypadku wykorzystano pocisk kalibru 290 mm o wadze 18 kilogramów, wyrzucany z AVRE na odległość 210 metrów, choć w praktyce strzelano na dystans ok. 80 metrów. Ze względu na jego wymiary, nazwano go „Latający Śmietnik”. Samą broń ochrzczono mianem „Petardy”. Z racji wielkości pocisku, broń ładowano poprzez zmodyfikowany właz strzelca km od spodu. By uprościć tę procedurę, lufa „Petardy” łamała się (tak jak np. dubeltówka), wznosząc lufę do góry i umożliwiając wsunięcie pocisku od dołu.

 0

Czytaj także