Zygmunt Stary i Bona Sforza: małżeństwo w cieniu wielkiej polityki

Zygmunt Stary i Bona Sforza: małżeństwo w cieniu wielkiej polityki

Dodano: 

Zygmunt Stary znalazł się w niezwykle trudnej sytuacji. W 1512 roku wsparcia w wojnie z Moskwą odmówił mu Albrecht, a w 1514 roku przed jego oczyma stanęło widmo walki na dwa, a może i trzy fronty. Sukcesy Moskwy mogły wszak zachęcić do uderzenia Habsburgów, a po nich Krzyżaków. Wobec buntu chłopskiego na Węgrzech nie mógł zaś liczyć na wsparcie nawet najbardziej propolskiego stronnictwa w Budzie. Na dodatek z Rzymu dochodziły wieści, że papież Leon X bardziej skłonny jest do wspierania Zakonu i Habsburgów, niż polskiego króla.

Trudno zresztą jednoznacznie krytykować takie stanowisko Stolicy Apostolskiej. Idee fix świeżo wybranego biskupa Rzymu (elekcja nastąpiła w marcu 1513 roku) była wielka krucjata antyturecka. Dużo lepszy partnerem do realizacji tego projektu był Habsburg niż egzotyczne dla świata postromańskiego Królestwo Polskie. Dodatkowo nieufność do Polaków mógł budzić ich taktyczny sojusz z Chanatem Krymskim skierowany przeciw Moskwie oraz nazbyt ugodowe podejście do Turcji. Maksymilian był też Rzymowi bliższy ze względu na wewnętrzne włoskie sprawy. Jeszcze od czasów pontyfikatu Juliusza II, papiestwo pozostawało w sojuszu polityczno-wojskowym z Habsburgami, ciesząc się z opieki cesarza i wspierając go swoim autorytetem. W takiej sytuacji obawa o przychylność Stolicy Apostolskiej w sprawie polskiej była w pełni uzasadniona.

Beznadziejną, jak mogło się wydawać, sytuację Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Moskiewskiego zmieniło jedno wydarzenie. 8 września nad Dnieprem w okolicach Orszy rozegrała się jedna z największych bitew w historii polskiego oręża. Dzięki sprawnemu dowodzeniu i perfekcyjnemu wykorzystaniu warunków geograficznych blisko 30 tys. armia polsko-litewska, na której czele stanął książę Konstanty Ostrogski, w pył rozbiła ponad 80 tys. armię Moskwinów. Sława zwycięstwa pod Orszą bardzo szybko rozniosła się po Europie. Wiadomość o niej trafiła także na dwór cesarski, gdzie przyjęto ją z należną powagą. Polakom i Litwinom nie udało się co prawda odzyskać Smoleńska, ale tryumfem orszańskim imperium Jagiellonów udowodniło swoją siłę. Wielkie Księstwo Moskiewskie przestało być dla Maksymiliana sojusznikiem godnym zaufania. W grę przestała tym samym wchodzić jakakolwiek inwazja ze strony Habsburgów. Cesarz zaczął szukać porozumienia z polskim królem.

Traktat

Traktat wiedeń 1515 roku. Od lewej: Maksymilian I Habsburg, Maria Habsburg, Ludwik Jagiellończyk, król Władysław Jagiellończyk, Anna Jagiellonka, Zygmunt I Stary (aut. Albrecht Dürer, domena publiczna).Zygmunt Stary podjął rozmowy, które ostatecznie w 1515 roku doprowadziły do podpisania traktatów wiedeńskich regulujących kwestie dynastyczne w Europie Środkowo-Wschodniej. Zgodnie z postanowieniami dzieci Władysława Jagiellończyka, króla Czech i Węgier, Anna i Ludwik, poślubić miały Ferdynanda Habsburga i Marię Habsburg – wnuki Maksymiliana. Jagiellonowie zyskać zaś mieli gwarancję, że cesarz nie będzie wspierał Moskwy i Krzyżaków w konflikcie z Polakami. Habsburgom układ otwierał drogę do zdobycia tronów w Pradze i Budzie, Zygmuntowi zaś możliwość spokojniejszego uregulowania spraw na północy i wschodzie.

Co prawda zwycięstwo pod Orszą udowadniało, że Korona i Litwa dysponują dużą siłą militarną, ale dalsza część kampanii ujawniła jej słabości. Zmęczenie wojska, niskie morale, kłopoty z finansowaniem – to wszystko pokazywało, że pomimo wielkiego tryumfu w relacjach międzypaństwowych trzeba postawić na dyplomację. Orsza uchroniła zatem Polskę i Litwę przed sojuszem państw ościennych (ten odrodzi się dopiero ponad 300 lat później doprowadzając do rozbiorów), ale nie pozwalała poczuć się na tyle pewnie by rozmów z Maksymilianem nie podejmować.

Śmierć Barbary Zapolyi była więc okrutnie symboliczna, dyplomacji dając nowy asumpt do działania. Jeszcze kiedy w Wiedniu przebywała polska delegacja na czele z biskupem kujawskim Maciejem Drzewieckim na czele, Maksymilian postanowił zaangażować się w poszukiwanie nowej małżonki dla polskiego króla. Nie robił tego oczywiście z wrodzonej wrażliwości, ale czystego wyrachowania i z wytrawnością politycznego gracza.

Monarsze matrymonium, choć mogło przerodzić się w romantyczne uczucie, było przede wszystkim posunięciem czysto politycznym. Nie można się zatem dziwić, że w obliczu porozumienia cesarz chciał iść za ciosem jeszcze silniej wiążąc ze sobą dopiero co skonfliktowane dwory. W dalszej perspektywie dobrze zaaranżowane małżeństwo dawało szanse wpływu na sytuację polityczną w „spowinowaconym” w ten sposób państwie. To głównie dzięki sprawnie prowadzonej polityce korzystnych małżeństw na przełomie XV i XVI wieku Habsburgowie zaczęli panować w większej części Europy przejmując we władanie Hiszpanię, Niderlandy i część krajów włoskich. Z ambitnego rodu władającego prowincjonalną Austrią – samozwańczo nazywaną arcyksięstwem – wyrośli na dynastię kluczową dla europejskiej układanki.

Królewskie swatania

Polityczne marzenia Maksymiliana były nieograniczone. Jak zwykł ponoć mawiać, gdy Europa zajęta była wojnami, on wolał żenić otwierając szansę na osadzanie swoich potomków na kolejnych tronach. Oczywiście zdanie „wojuj Europo, a ty Austrio żeń się” było zgrabnym bon motem nie oddającym w pełni stylu polityki prowadzonej przez Habsburgów. W rzeczywistości alkowa nie była jedynym jej narzędziem, bo przecież równie chętnie sięgano po siłę miecza i bezwzględność ognia. Ród nie stał z boku wielkich konfliktów przełomu XV i XVI wieku, ale był w ich centrum. Nie zmienia to oczywiście faktu, że mariaże były najmniej wymagającą pod wieloma względami metodą ekspansji. Nie angażowały zasobów finansowych i nie narażały na pełną konsekwencji klęskę. Z drugiej jednak strony wymagały żmudnej dyplomacji i doskonałego zmysłu strategicznego. Okupione były też sporym ryzykiem, że planowane małżeństwo nie spełni pokładanym w nim nadziei, lub odwróci się przeciwko Habsburgom.

Z pewnością te wątpliwości miał w głowie Maksymilian I włączając się w poszukiwanie nowej żony dla Zygmunta I. Ten nie był zresztą skory do szybkich zaślubin. Najbliżsi współpracownicy polskiego króla zrzucali wszystko na jego rzekomo wrodzoną opieszałość i powolność w podejmowaniu kluczowych decyzji. Za ich świadectwami podążyła też historiografia przypisując Jagiellonowi paskudną cechę „dojutrkowości”, którą odziedziczyć miał po nim jego późniejszy syn Zygmunt August. Trudno rzecz jasna ocenić na ile faktycznie była to osobowość, a na ile zwyczajna ostrożność, niechęć do podejmowania zbyt pochopnych decyzji, rozwaga, a może wreszcie – zwłaszcza w przypadku małżeństwa po zgonie Zaployi – zwyczajne emocje chwili. Ci sami świadkowie, którzy dziwili się królewskiemu zdystansowaniu do sprawy mariażu, pisali przecież wcześniej o wielkim przywiązaniu łączącym króla z Barbarą. Czy mogło ono zniknąć nagle, czy może rozpacz paraliżowała decyzje, zwłaszcza dotyczące tak delikatnej sfery jaką było wspólne pożycie?

Oczywiście wizja małżeństwa w tamtej epoce daleko rozmijała się ze współczesnym jej wyobrażeniem. Było ono przede wszystkim dobrym interesem, kwestie uczucia spychając na dalsze miejsca. W przypadku małżeństw monarszych było w polityce międzynarodowej aktem dyplomatycznym, a w polityce wewnętrznej gwarantem następstwa tronu, a więc ciągłości dynastii, a co za tym idzie, stabilizacji i poczucia trwałości państwa. Sprawy dynastii jagiellońskiej były ściśle powiązane z losami Korony Polskiej.

Uczucie mogło się więc pojawić, ale nie było przecież najistotniejsze. Może więc dlatego tak bardzo dziwiono się, że Zygmunt na kwestię przyszłego małżeństwa reagował bez entuzjazmu, jaki – zdaniem jego otoczenia – powinien temu towarzyszyć. Ich głowy rozpalone były przecież rozmyślaniem nad tym z kim powiązać starego władcę, jaki kierunek wybrać, z jakim europejskim mocarstwem związać się dla lepszej przyszłości ojczyzny, a wreszcie jak wykorzystać tę zmianę dla własnych partykularnych interesów. Ta gorączka Zygmuntowi się nie udzielała.

Autorem tekstu Zygmunt Stary i Bona Sforza: małżeństwo w cieniu wielkiej polityki jest Sebastian Adamkiewicz. Materiał został opublikowany na licencji CC BY-SA 3.0.

 0

Czytaj także