Zapomniana organizacja, na cześć której Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” obchodzimy 1 marca

Zapomniana organizacja, na cześć której Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” obchodzimy 1 marca

Dodano: 

Za szczególny problem uważano samowolę służb bezpieczeństwa i totalitarną dyktaturę jednej partii, która swoją siłę zawdzięcza nie poparciu społecznemu, a stojącej za nią sowieckiej Rosji. Lekarstwem na powyższe problemy miały być uczciwe, demokratyczne wybory, poprzedzone wprowadzeniem wolności zrzeszania się, prasy i propagandy wyborczej, oraz kontrola tychże wyborów przez „urządzające świat mocarstwa”. Dokument kończył się wykrzyczanym zdaniem „WYBORÓW SFAŁSZOWAĆ NIE DAMY!!”

Działalność i osiągnięcia WiN

W praktyce najważniejszym narzędziem „walki” WiN stało się słowo pisane. Bardzo zresztą niewygodne dla komunistycznych władz. Wśród ludności pojawiały się druki, w których nagłaśniano zbrodnie UB i NKWD, dokonywane na Polakach. Publikowano broszury uświadamiające politycznie społeczeństwo, opisujące właściwy sposób postępowania w kontaktach ze służbami bezpieczeństwa, czy na przykład namawiające do odpowiedniego głosowania w referendum z 30 czerwca 1946 roku („nie” dla zniesienia senatu, „nie” dla reformy rolnej, „tak” dla granicy na Bałtyku, Odrze i Nysie Łużyckiej). Na drzwiach domów działaczy Polskiej Partii Robotniczej członkowie WiN wywieszali plakaty, wzywające do społecznego ostracyzmu współpracujących z komunistami osób.

To działania WiN w największym stopniu przyczyniły się do przekazania Radzie Bezpieczeństwa ONZ memoriału o sfałszowaniu referendum i wyborów, prośby o interwencję do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze w związku z łamaniem zasad demokracji w Polsce i listu do prezydenta USA Harry’ego Trumana. Na zachód trafiały też przechwycone przez WiN dokumenty służb bezpieczeństwa, świadczące o ich totalitarnych metodach pracy. Był to najważniejszy, docierający na zachód głos, że Polacy nie zgadzają się na narzuconą im sowiecką władzę.

Poza tym organizacja przynajmniej nominalnie starała się przewodzić pozostającym wciąż w lasach dawnym oddziałom AK. W praktyce egzekwowanie posłuszeństwa było właściwie niemożliwe. Część grup otwarcie odcięła się od WiN i działała na własną rękę. Reszta ponad pokojowe postulaty zrzeszenia często przedkładała twardą praktykę dnia codziennego, gdzie decyzja (nieraz nieusprawiedliwiona) o użyciu siły, a nawet terroru, stanowiła o „być albo nie być” ukrywających się partyzantów. Niemniej, dzięki działaniom Wolności i Niezawisłości wielu żołnierzom udało się wrócić do normalnego życia.

Innym sukcesem zrzeszenia było utworzenie zagranicznej delegatury i nawiązanie współpracy z tajnymi służbami zachodnich mocarstw. W wypadku wybuchu III wojny światowej Polsce groził atak bombowy, a nawet nuklearny! Przedstawicielom WiN udało się przeforsować alternatywne rozwiązanie – zamiast nalotów, wprowadzony w życie miał zostać plan „Wulkan” – zniszczenie kluczowych fabryk i węzłów komunikacyjnych przez ukrywających się wciąż w kraju partyzantów.

Tragiczny koniec WiN

Komunistyczne władze od początku dostrzegały w WiN poważne zagrożenie i konsekwentnie dążyły do zlikwidowania organizacji. W listopadzie 1945 roku, po zaledwie dwóch miesiącach funkcjonowania, zatrzymano prezesa Jana Rzepeckiego. Nie mając lepszych perspektyw, Rzepecki zaufał zapewnieniom UB, oddał władzom kasę zrzeszenia i namawiał swoich zdekonspirowanych podkomendnych do ujawnienia się.

Niestety, dla wielu z nich wyjście z ukrycia okazało się decyzją tragiczną w skutkach, gdyż totalitarny aparat państwowy wcale nie zamierzał dotrzymywać obietnicy nietykalności. Jeden z niewielu ocalałych członków I zarządu Franciszek Niepokólczycki po aresztowaniu Rzepeckiego utworzył II zarząd WiN. Udało mu się kierować organizacją do października 1946 roku, kiedy również został zatrzymany.

Jego następcą i prezesem III zarządu został Wincenty Kwieciński, który „wpadł” ponad dwa miesiące później, w styczniu 1947 roku. Po tym wydarzeniu kierownictwo Obszaru Południowego z Łukaszem Cieplińskim na czele zwołało posiedzenie, na którym postanowiło podjąć próbę dalszego funkcjonowania i odbudowy zdruzgotanej organizacji.

Czwartym prezesem został Ciepliński. Wobec braku dalszych perspektyw działania w październiku tego samego roku podjęto decyzję o zawieszeniu kontaktów operacyjnych, jednak było już za późno – IV komenda WiN została rozpracowana, a wszyscy jej członkowie aresztowani między 27 listopada, a 2 grudnia.

Po rozbiciu zarządu Cieplińskiego rozpoczął się najtragiczniejszy okres w dziejach zrzeszenia. Służby państwowe z pomocą przewerbowanych dawnych członków utworzyły fikcyjną, V komendę WiN. Dotychczasowe kontakty Wolności i Niezawisłości z zachodem zostały wykorzystane, aby przejmować plany, sprzęt i pieniądze amerykańskiego CIA, oraz brytyjskiego SIS.

W grę wywiadowczą zamieszano wielu szeregowych członków WiN, którzy nie byli świadomi, że V komenda jest mistyfikacją. Prowokację prowadzono aż do grudnia 1952 roku, kiedy to rosnący poziom skomplikowania działań i sytuacja międzynarodowa skłoniły polskie służby do przerwania gry.

Polska Agencja Prasowa podała komunikat o „ujawnieniu się V komendy”, a działania ostatnich kilku lat wykorzystano propagandowo, aby przypiąć WiN łatkę zdrajców, współpracujących z wrogimi służbami wywiadowczymi. Schwytani członkowie zrzeszenia okupili swój upór torturami i śmiercią, lub wieloletnim więzieniem.

Do dziś w pamięci społeczeństwa polskiego działalność WiN nie może znaleźć należytego zrozumienia. Jej losy są skomplikowane i wielowątkowe, a trudne i być może nieraz błędne decyzje, podejmowane przez należących do niej żołnierzy, wymykają się dziś prostej ocenie. Jednak utworzone przez pułkownika Rzepeckiego zrzeszenie osiągnęło kilka istotnych sukcesów, wykazało się heroizmem wobec tragicznych okoliczności i pokazało, że dotkliwy dla systemu totalitarnego opór bez użycia broni jest możliwy.

Autorem tekstu Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość" – jak WiN stawiła opór bez przemocy? jest Mateusz Balcerkiewicz. Materiał został opublikowany na licencji CC BY-SA 3.0.

Czytaj też:
Historia piekielnej broni. 105 lat temu miotacz ognia został po raz pierwszy użyty w walce

 0

Czytaj także