Pogrzeb Grzegorza Przemyka był wielką patriotyczną manifestacją. Maturzystę zakatowała milicja

Pogrzeb Grzegorza Przemyka był wielką patriotyczną manifestacją. Maturzystę zakatowała milicja

Dodano: 
Pogrzeb Grzegorza Przemyka. Kondukt żałobny w drodze z kościoła św. Stanisława Kostki do Cmentarza Powązkowskiego w Warszawie.
Pogrzeb Grzegorza Przemyka. Kondukt żałobny w drodze z kościoła św. Stanisława Kostki do Cmentarza Powązkowskiego w Warszawie. / Źródło: Wikimedia Commons / domena publiczna
14 maja 1983 roku w szpitalu zmarł dziewiętnastoletni maturzysta Grzegorz Przemyk, brutalnie pobity dwa dni wcześniej przez funkcjonariuszy milicji. Jego pogrzeb, który odbył się 19 maja 1983 roku w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu przeobraził się w wielką patriotyczną manifestację

Grzegorz Przemyk był synem Barbary Sadowskiej – opozycyjnej względem władz komunistycznych poetki i współpracowniczki Prymasowskiego Komitetu Pomocy Osobom Pozbawionym Wolności i ich Rodzinom. Uczył się w stołecznym XVII Liceum Ogólnokształcącym im. Andrzeja Frycza-Modrzewskiego, zaś 12 maja 1983 roku wspólnie ze znajomymi świętował na Placu Zamkowym w Warszawie zakończenie matur. Wtedy też został zatrzymany przez funkcjonariuszy MO, którym miało się nie spodobać jego nazbyt swobodne zachowanie.

Nastolatka szybko doprowadzono na komisariat przy ul. Jezuickiej, gdzie został brutalnie pobity przez trzech milicjantów. Wezwana później karetka odwiozła nieprzytomnego syna poetki do Pogotowia Ratunkowego przy ul. Hożej. Niestety, odniesione przez niego obrażenia jamy brzusznej okazały się na tyle rozległe i poważne, że spowodowały zgon po upływie dwóch dni.

Do dziś nie wiadomo, jaka była przyczyna tak okrutnego potraktowania maturzysty przez milicjantów. Nie wiadomo również, czy w chwili zatrzymania chłopaka funkcjonariusze wiedzieli, czyim jest on synem. Jego pogrzeb odbył się 19 maja 1983 roku w kościele św. Stanisława Kostki na warszawskim Żoliborzu i przeobraził się w wielką patriotyczną manifestację.

Po mszy żałobnej, odprawionej przez biskupa Władysława Miziołka, tysiące uczestników ceremonii przebyło w milczeniu kilkukilometrową drogę na Cmentarz Powązkowski, zaś sprawę mordu na nastolatku w jednym ze swoich późniejszych kazań poruszył kapelan „Solidarności”, a zarazem przyjaciel Barbary Sadowskiej, ks. Jerzy Popiełuszko.

Śledztwo w sprawie śmierci Przemyka od początku było wyciszane przez Służbę Bezpieczeństwa PRL i prowadzone w taki sposób, by oskarżenie o sprawstwo nie padło na funkcjonariuszy milicji. Odpowiedzialnością za doprowadzenie do śmierci musiano więc obarczyć personel pogotowia. Taką też wersję lansował w mediach ówczesny rzecznik rządu PRL – Jerzy Urban.

Proces, który zakończył się latem 1984 roku, był w dużej mierze wyreżyserowany, a jego rozstrzygnięcia zostały narzucone z góry przez ministra spraw wewnętrznych gen. Czesława Kiszczaka. W jego toku uwolniono milicjantów od zarzutu pobicia Przemyka, oskarżając o to jednocześnie sanitariuszy pogotowia, którzy zostali skazani na kary dwuletniego i dwuipółrocznego pozbawienia wolności. Z wyrokiem trzynastu miesięcy więzienia musiała pogodzić się również, nie mająca nic wspólnego ze śmiercią nastolatka, lekarka Barbara Makowska-Witkowska.

Po 1989 roku do sprawy brutalnego pobicia maturzysty na komisariacie przy ul. Jezuickiej wielokrotnie powracano i była ona rozpatrywana również przez sądy III Rzeczypospolitej (m.in. uchylono wydane w 1984 roku niesprawiedliwe wyroki). W 2010 roku Sąd Najwyższy orzekł jednak o jej przedawnieniu, podkreślając przy tym w tej kwestii porażkę krajowego systemu sądownictwa.

Autorem tekstu Pogrzeb Grzegorza Przemykajest Paweł Cichocki.

Czytaj także:
100. rocznica urodzin Jana Pawła II. „Lolek będzie kiedyś wielkim człowiekiem”

Czytaj także

 0

Czytaj także