Kościuszko jako obywatel świata. Jak wyglądał pobyt polskiego bohatera w USA?

Kościuszko jako obywatel świata. Jak wyglądał pobyt polskiego bohatera w USA?

Dodano: 
Jerzy Waszyngton odznacza Kościuszkę Orderem Cyncynata
Jerzy Waszyngton odznacza Kościuszkę Orderem Cyncynata / Źródło: Wikimedia Commons / domena publiczna
Tadeusz Kościuszko, wybitny generał, bohater wojny o niepodległość USA i naczelnik polskiej insurekcji 1794 roku to ważna postać w polskiej historii. Jego biografia wyróżnia się też pod innym względem – był być może jednym z pierwszych Polaków, których nazwać można było obywatelem świata.

Co oznacza słowo „obywatel”? Co mogło ono znaczyć dla człowieka takiego jak Tadeusz Kościuszko? Jego etymologia – w przeciwieństwie do wielu pojęć z zakresu nauk prawnych i politycznych – jest czysto słowiańska. Słowo to pochodzi od czeskiego czasownika „obývati” oznaczającego tyle co mieszkać. Forma ta przeniknęła także do języka staropolskiego. Nasi przodkowie zatem „obywali się” lub byli „obyci” w jakimś miejscu. Z czasem utworzono od niego także słowo „obywatel”, który oznaczał jednakże coś więcej niż „mieszkaniec”.

Obywatel w Rzeczpospolitej

Aby móc być nazwanym przez staropolaków obywatelem, trzeba było być w pierwszej kolejności osobą wolną. Poza obywatelski nawias wyrzucony był zatem stan włościański. Bycie obywatelem wiązało się także z posiadaniem praw publicznych, czyli współtworzenie res publici – Rzeczpospolitej. Pojęcia tego nie stosowano jednakże wobec wszystkich, którzy takowe prawa posiadali. Głównie kierowano je do średniej i drobnej szlachty. Wynikało to ze szlacheckiego egalitaryzmu, w ramach którego starano się bezustannie podkreślać, że różnice majątkowe pomiędzy poszczególnymi warstwami rycerstwa nie wpływają bezpośrednio na ograniczenie lub pozbawienie praw wynikających ze szlacheckości. Obywatelami nazywano niekiedy także wolnych mieszczan z dużych miast królewskich, chcąc niewątpliwie podkreślić ich prawo do samorządności.

Widać zatem, że obywatelskość w okresie staropolskim kojarzyła się z wolnością oraz posiadanymi prawami i obowiązkami politycznymi. Obywatelem był ktoś kto mógł kreować rzeczywistość, miał na nią wpływ. Słowo „obywatel” zrobi szczególną karierę w ostatnich latach istnienia Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Bardzo często będzie go w oficjalnych pismach używał Tadeusz Kościuszko zwracając się do różnych osób i grup społecznych oraz manifestując chęć zerwania z dziedzictwem stanowym. Nazywając obywatelami chłopów czy wszystkich mieszczan, zrównywał ich ze szlachtą i sugerował, że winni mieć takie same prawa jak dotychczas uprzywilejowany stan. Wielka siła tkwiła i tkwi nadal w słowie „obywatel” Miało ono charakter upodmiatawiający człowieka, dodający mu znaczenia, definiujący poprzez prawa i obowiązki.

Opowiadając na pytanie, czy Kościuszko był obywatelem świata, trzeba powrócić zatem do pierwotnego znaczenia tego słowa zastanawiając się czy był on nie tylko obieżyświatem, który pod różną szerokością geograficzną odnajdywał dla siebie dom, ale także czy był kreatorem rzeczywistości, która wokół niego powstawała.

Tadeusz Kościuszko: mieszkaniec

Mieszkańcem świata był z pewnością. Tylko pobieżne spojrzenie na jego biografię ukazuje różnorodność miejsc związanych z pobytem Tadeusza Kościuszki. Polesie, Warszawa, Galicja, Francja, Martynika, Stany Zjednoczone, Szwajcaria, Rosja, to miejsca, w których nasz bohater pozostawił swój trwały ślad. A jeszcze przecież na krótko – choćby przejazdem – odwiedzał kraje niemieckie oraz Anglię. Uhonorowany został wysokimi medalami amerykańskimi, a rewolucyjne francuskie Zgromadzenie Prawodawcze uhonorowało go godnością obywatela Francji. Wspólnie z nim tytuł ten otrzymali m.in. Jerzy Waszyngton, wybitny pedagog i prekursor nauczania początkowego Szwajcar Jan Henryk Pestalozzi oraz niemiecki poeta Fryderyk Schiller.

Sława Kościuszki przekraczała więc polskie opłotki. Był kimś więcej niż tylko lokalnym bohaterem. Był międzynarodową personą cenioną za kunszt wojskowy i republikańskie poglądy. Jego nazwisko nie było anonimowe. Wśród jego bliskich przyjaciół znaleźli się Thomas Jefferson i Adam Jerzy Czartoryski. Naczelnik nie wstydził się także zawierać bliższych znajomości z ludźmi mniej znaczącymi. Nieco egzotyczną z punktu widzenia ówcześnie żyjących była jego przyjaźń z czarnoskórym Agrippą Hullem – osobistym ordynansem Kościuszki w czasie amerykańskiej wojny o niepodległość. Pod koniec życia w szwajcarskiej Solurze zaprzyjaźnił się zaś z anonimowymi dla wielkich tego świata kupcem Bettinem, katechetą Schmidtem i lekarzem Schürerem.

Tuż przed śmiercią miał szansę osiedlić się na stałe w USA. W liście Jeffersona do Kościuszki możemy przeczytać: „Najchętniej rzekłbym: przyjedź do Monticello i bądź członkiem naszej rodziny […] Ale jeśli tak będzie prościej przyjedź i wybuduj albo najmij sobie dom tak blisko, by co dzień z nami wieczerzać. Mamy tu zdrową okolicę i znakomite towarzystwo w sąsiedztwie”. Kościuszko z tej kuszącej propozycji nie skorzystał, pozostając w górzystej Szwajcarii.

Tadeusz Kościuszko: kosmopolita?

Trudno Kościuszkę nazwać jednak kosmopolitą. W odpowiedzi na wspomniany list Jeffersona generał odpisał z przekąsem: „Jestem jedynym prawdziwym Polakiem w Europie, wszystkich innych okoliczności uczyniły poddanymi różnych mocarstw”. Cytat ten można potraktować jako żart, acz będący wyrazem rzeczywistej sytuacji w jakiej znaleźli się Polacy na początku XIX wieku. Europa wychodziła dopiero z feudalnego rozumienia państwa, w którym społeczeństwo dzieliło się na rządzących i poddanych. O ile ludzi łączyła religia i wyznanie, to etniczne pochodzenie nie miało dominującego znaczenia. Dużo istotniejsze były stosunki zależności. Dużo prościej było w takim świecie odnaleźć się z daleka od domu rodzinnego i wpisać w nową tożsamość. System władzy państwowej tworzył więc wspólnotę, jednoczył wokół monarchy lub instytucji.

Po upadku Rzeczpospolitej zasadnym wydawało się zatem pytanie, czy istnieje naród bez państwa. W jednym z listów Szczęsny Potocki pisał do Seweryna Rzewuskiego: „Mówię już o przeszłej Polszcze i Polakach. Znikło już to państwo, i to imię, jak znikło tyle innych w dziejach świata”. Sam Szczęsny Potocki zresztą już po II rozbiorze prosił carycę Katarzynę, aby ta uznała go za Rosjanina i swojego poddanego. Jednakże o ile Potockiemu zarzucić można zdradę, o tyle próżno jej szukać u takich postaci jak Stanisław Staszic czy Hugo Kołłątaj. W ich pracach też znajdziemy natomiast przekonanie, że koniec państwa jest też końcem narodu. U Kołłątaja upadek Rzeczpospolitej porównywany był nawet z końcem Troi czy Rzymu. Przykłady historyczne dawały wystarczającą ilość argumentów, aby stwierdzić, że „finis Poloniae” jest aktem trwałym i nieodwołalnym, jest końcem nie tylko państwowości, ale wszystkiego co było z nią związane.

Czytaj także

 0

Czytaj także