„Stosowano krowiankę, w miejscu odtłuszczonym benzyną...”. Tak zwalczano „zarazę” w Polsce w 1963 roku

„Stosowano krowiankę, w miejscu odtłuszczonym benzyną...”. Tak zwalczano „zarazę” w Polsce w 1963 roku

Dodano: 
Epidemia ospy prawdziwej we Wrocławiu w 1963 roku
Epidemia ospy prawdziwej we Wrocławiu w 1963 roku / Źródło: Fotopolska.eu
Historia już nie raz udowadniała, że szczepienia pozwalają nie tylko opanować epidemię, a nawet wygasić istnienie pewnych chorób zakaźnych. Taki przypadek miał nie tak dawno miejsce – zlikwidowano ospę prawdziwą, co stało się w 1980 roku. A jeszcze w 1963 cały Wrocław i okolice zostały postawione w stan wyższej gotowości i szczepiono wszystkich, bez wyjątku.

Przez Polskę przetoczyła się już pierwsza fala szczepień, oczywiście nie bez kontrowersji, wywołanych przez celebrytów, którzy skorzystali z nich poza kolejką. Można uznać, że za nami pierwszy miesiąc szczepień, ich liczba rośnie i choć nie dają one całkowitej kontroli nad pandemią, to – co już widać – pozwalają na jej opanowanie. Wraz z rosnącą liczbą zaszczepionych cichną za to głosy tych, którzy przed szczepionkami ostrzegali, upatrując się całym procesie spisku i zmowy wielkich koncernów farmaceutycznych.

Europa miała to szczęście, że przez ostatnie lata omijały ją epidemie. Jeśli już gdzieś jakaś wybuchała, jak ta SARS w 2002 roku, to na Starym Kontynencie odnotowywano kilka przypadków na jeden kraj. Europa, a w tym i Polska, zdążyły więc zapomnieć, że jeszcze w XX w. ogniska chorób zakaźnych wybuchały co jakiś czas, podobnie epidemie, ograniczające się do regionu czy – jak w przypadku tej historii – miasta.

Wrocław 1963 – ognisko ospy, które próbowano schować pod dywan

Maseczki albo maski, wszędzie służby sanitarne, dezynfekcja ubrań, przedmiotów, kwarantanna, ośrodki izolacji, zamknięte miasto – to nie opis Bergamo z początku pandemii koronawirusa. Wszystko to dotyczyło Wrocławia i jego mieszkańców w 1963 roku, gdy w stolicy Dolnego Śląska wybuchła epidemia ospy prawdziwej.

I jak w 2020 roku koronawirus, ospa prawdziwa zaatakowała dosyć niespodziewanie. W XX w. sądzono, że jeśli ta choroba zakaźna występuje, to co najwyżej – znowu – wśród państw Dalekiego Wschodu. W Europie pojawiały się jej ogniska, jednak niewielkie, bo tylko kilka razy przekroczyły sto zachorowań. Epidemię miał przywlec funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa Bonifacy Jedynak, który wrócił z Indii. Początkowo stwierdzono, że mężczyzna ma malarię, tymczasem przywleczona przez niego ospa już szerzyła się po Wrocławiu.

Gdy władze zorientowały się w tym, co tak naprawdę się dzieje, i że mają do czynienia z ospą prawdziwą, było odrobinę za późno. W dodatku rozpoznanie zbiegło się ze specyficzną w PRL-owskim kalendarzu datą, bo tuż przed 22 lipca, czyli Narodowym Świętem Odrodzenia Polski. Komuna świętowała wówczas ogłoszenie Manifestu Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego i coroczne uroczystości musiały być huczne i z pompą, a dokładnie w to święto otwierano m.in. Pałac Kultury i Nauki czy Stadion Dziesięciolecia.

Chaos we Wrocławiu

W zasadzie wszystko mogło pójść źle: służby medyczne nie były przygotowane na walkę z ospą prawdziwą, władza późno – dopiero 15 lipca – poinformowała o zagrożeniu (wtedy ogłoszono stan alarmowy), zrobiła to zresztą po cichu, by nie psuć fety na 22 lipca, działano też trochę po omacku. „Biorąc pod uwagę stan gospodarki polskiej w latach 60. XX w., należało się liczyć z ogromnymi trudnościami w organizacji transportu, ograniczeniami w dostępie do środków telekomunikacyjnych, dezynfekcyjnych i ochrony osobistej dla pracowników służby zdrowia. Przede wszystkim nie zabezpieczono odpowiednich rezerw szczepionki przeciw ospie” – czytamy na stronach Archiwum Państwowego we Wrocławiu.

Grażyna Trzaskowska, autorka „Epidemii czarnej ospy we Wrocławiu w 1963 roku”, odnotowała, że nad „akcją VV” (skrót od łacińskiej nazwy ospy prawdziwej – variola vera – red.) czuwał nie państwowy inspektor sanitarny, ale kierownik Wydziału Zdrowia i Opieki Społecznej Prezydium Rady narodowej miasta Wrocławia. Trzaskowska wskazuje, że stworzono dziesięć zespołów do walki z epidemią, np. ten oznaczony jako Zespół II wyszukiwał osoby mające kontakt z chorymi na ospę, a Zespół IV odpowiadał za kwarantannę.

W mieście i okolicach można było zaobserwować obrazki, które znamy też z 2020 i 2021 roku. Powstawały izolatoria, w których odizolowywano osoby potencjalnie chore na ospę prawdziwą, lekarze ruszyli w teren diagnozować mieszkańców, ruszyły „szpitale ospowe” dla zakażonych, a na chorobę mieszkańcy zaczęli mówić „czarna pani”.

Jedno się nie powtórzyło: Wrocław w 1963 roku był ogrodzony kordonem sanitarnym, miasto zamknięto, a rogatek pilnowali milicjanci. Z tych czasów zachowało się sporo nagrań i zdjęć, a o wrocławskiej epidemii powstał nawet film fabularny „Zaraza” w reżyserii Romana Załuskiego:

Początkowy chaos ustał, ale zagrożenie pozostało. Do 24 lipca 1963 roku zanotowano 21 przypadków zachorowań na ospę, a trzy osoby zmarły we Wrocławiu i województwie wrocławskim. 6 sierpnia przypadków było już 82 w samym mieście, a w województwie – 6. Ostatecznie choroba nie rozprzestrzeniła się znacząco, zduszono ją w ciągu dwóch miesięcy. Według danych GUS przywoływanych przez Trzaskowską, we Wrocławiu było ich łącznie 80, a w województwie wrocławskim – 11, zmarło łącznie 7 osób. Inne dane, np. z PZPR mówią o 99 przypadkach, z czego 9 pochodziło z innego obszaru Polski.

Wrocław szczepił się i wygasił epidemię

W walce z epidemią w 1963 roku pomogły szczepionki, które szybko zaczęto rozdysponowywać. Początkowo były one dobrowolne, ale potem sięgnięto po kary: trzymiesięczny areszt lub grzywna. Grzywny sięgały 4,5 tys. zł, natomiast areszt nie był najwyższą karą pozbawienia wolności w trakcie epidemii. Jeśli ktoś zachorował i zakaził kolejną osobę, groziło mu do 15 lat więzienia.

W 1963 roku jednak działał też strach przed zachorowaniem. W Archiwum Państwowym we Wrocławiu zachowano meldunek ze szczepień z 19 sierpnia 1963 roku. Można w nim przeczytać:

Zaplanowano do szczepień przeciwko ospie – 1 917 703
Zaszczepiono do dnia 19 sierpnia (włącznie) – 2 055 436

Oznacza to, że szczepiło się jeszcze więcej osób, niż przypuszczano, w ostatecznym rozrachunku, w efekcie epidemii, zaszczepiono 2,5 mln osób na Dolnym Śląsku. Szczepiono jak najwięcej, a jak opisuje Grażyna Trzaskowska:

Szczepienia wykonywano metodą uciskową przy zastosowaniu krowianki w ten sposób, że w miejscu odtłuszczonym benzyną wykonywano 30-40 ucisków igłą lub skaryfikatorem.

Skutki uboczne po wielkim szczepieniu

Akcja szczepień przeniosła się na całą Polskę, najwięcej szczepiono na Dolnym Śląsku, a w skali całego kraju zaszczepiono blisko 7,9 mln Polaków. W zasadzie już 10 sierpnia stwierdzono ostatni przypadek, a 19 września Wrocław miał być już miastem wolnym od ospy. Akcja szczepień przyniosła jednak i złe skutki, o których wspomina Grażyna Trzaskowska.

W trakcie szczepień zdecydowano, że będą im też podlegać kobiety w ciąży (co i wtedy budziło wątpliwości), szczepienia były też powtarzane (początkowo dysponowano słabej jakości szczepionkami). Trzaskowska pisze:

Zdarzały się np. sytuacje, że na 100 zaszczepionych osób nie przyjęła się żadna szczepiona. (...). Szczepienia nie były obojętna dla zdrowia, gdyż mogły skończyć się trwałym kalectwem (zwłaszcza dzieci nowo narodzonych), a nawet zgonem.

Autorka „Epidemii czarnej ospy we Wrocławiu w 1963 roku” wskazuje, że w stolicy Dolnego Śląska u 467 osób stwierdzono powikłania poszczepienne. Trzaskowska przywołuje też inne szacunki: „Podczas epidemii czarnej ospy w 1963 roku w wyniku powikłań poszczepiennych zmarło na terenie kraju trzykrotnie więcej osób niż z powodu ospy”.

Wszystkie dokumenty zebrane przez Archiwum Państwowe we Wrocławiu są dostępne online na wystawie „Epidemie polskie – epidemia ospy naturalnej we Wrocławiu w 1963 r”.:

Krowianka, warioliza i ospa prawdziwa

Ludzkość od stuleci zmagała się z ospą, chorobą śmiertelną, którą można zakazić się głównie drogą oddechową (choć też przez kontakt z przedmiotami, których dotykał chory, jak pościel czy ubrania). Poza gorączką, bólami głowy czy dreszczami, osoba chorująca na ospę prawdziwą ma charakterystyczną wysypkę z pęcherzyków. Pęcherzyki po około 10 dniach zamieniają się w strupy, które odpadają, zostawiając blizny. Choroba ma średnią śmiertelność u osób nieszczepionych około 30 proc. (choć np. we Wrocławiu w 1963 roku ten współczynnik wyniósł ok. 7 proc.).

Ospę prawdziwą wyeliminowano (eradykowano) w 1980 roku, więc można szacować, że ludzkość mierzyła się z nią ponad 1500 lat (pierwsze przypadki z Indii mają pochodzić z V w. naszej ery). Ospa prawdziwa „pomogła” Hiszpanom w XVI w. podbicie zarówno Azteków, jak i Inków. Uodpornieni na chorobę Europejczycy przywlekli ją do Ameryki Południowej, a ta praktycznie wybiła te indiańskie narody.

Z ospą prawdziwą próbowano radzić sobie na różne sposoby i np. na Bliskim Wschodzie i w Chinach powstawały „prototypy” szczepionek znanych współcześnie. Warioliza, bo tak nazwano ten proces, polegała na uprzednim... ususzeniu strupów z ciała chorego na ospę, następnie sproszkowaniu ich i później podaniu do nosa. W ten sposób zaczęto „szczepić” przed ospą.

Trzaskowska wspomniała o podawaniu „krowianki” w 1963 roku, co też wymaga stosownego wyjaśnienia. Krowianka to odmiana ospy, która występuje głównie u bydła. I od tej odmiany wzięła się też nazwa szczepionki, którą podawano ludziom. Pod koniec XVIII w. angielski lekarz Edward Jenner zorientował się, że podając wirusa krowianki, może sprawić, że ludzie zyskają wystarczającą odporność na ospę prawdziwą. Jego testy zakończyły się sukcesem, a przeciwko ospie – także we Wrocławiu – szczepiono przez stulecia właśnie krowianką.

Galeria:
Epidemia ospy prawdziwej we Wrocławiu w 1963 roku
Źródło: WPROST.pl
 0

Czytaj także