Powstanie Chmielnickiego rozpoczęło się od klęski Rzeczypospolitej. Zdradzili sprzymierzeni Kozacy

Powstanie Chmielnickiego rozpoczęło się od klęski Rzeczypospolitej. Zdradzili sprzymierzeni Kozacy

Dodano: 
Bohdan Chmielnicki
Bohdan Chmielnicki Źródło: Wikimedia Commons / CC BY-SA 3.0 / Артур Орльонов
Bitwa nad Żółtymi Wodami była pierwszym starciem w czasie Powstania Chmielnickiego. Zakończyła się klęską wojsk Rzeczypospolitej. Doprowadził do tego podział armii oraz zdrada sprzymierzonych Kozaków.

W marcu 1648 roku stało się jasne, że Rzeczpospolita staje wobec nowego powstania kozackiego. Po zawarciu sojuszu z Chanatem Krymskim (o którym władze polskie nic jeszcze nie wiedziały) Chmielnicki doprowadził do zerwania rokowań prowadzonych z hetmanem Mikołajem Potockim, co oznaczało w praktyce, że zbrojna konfrontacja stawała się nieuchronna. Mimo iż hetman kozacki dysponował niewielkimi siłami własnym (około 1000 Kozaków, z których 200 miało zostać na Zaporożu), wsparcie od 5000 do 7000 Tatarów pod wodzą Tuhaj-beja dawało mu dostatecznie dużo pewności siebie, by wyruszyć zza Porohów w stronę zaludnionej części Ukrainy. Z kolei dowództwo polskie zamierzało jak najszybciej stłumić zaczynający się bunt, zanim rozrośnie się on do niebezpiecznych rozmiarów. Szacowano przy tym, że Zaporożców może być około 3000 (a więc znacznie więcej, niż w rzeczywistości), ale spodziewano się co najwyżej niewielkiego oddziału przybyłego z Krymu.

Bitwa nad Żółtymi Wodami – plan pełen błędów?

Hetman Potocki zdecydował się podzielić swoje wojska na trzy, a nawet cztery części. Sam pozostał z głównymi siłami w Czerkasach, zaś przeciw Chmielnickiemu wysłał drogą lądową oddział pod dowództwem swego syna Stefana (około 600 jazdy, 700–800 dragonów, 1500 Kozaków rejestrowych i sześć dział niedużego kalibru), zaś drogą wodną posłał na czajkach 4000 rejestrowych. Dodatkowo prywatne wojska księcia Jeremiego Wiśniowieckiego miały osłaniać Zadnieprze i nie dopuścić do rozprzestrzenienia się powstania na tym terytorium.

Historycy na ogół surowo krytykowali ten plan, wskazując, że podział sił na kilka części pozwolił na rozbicie każdej z nich z osobna, a dodatkowo poważnym błędem było zaufanie Kozakom rejestrowym, których późniejsza zdrada walnie przyczyniła się do klęski wojsk koronnych. Wydaje się jednak, że oceny te są przesadzone i zostały sformułowane przez pryzmat porażek poniesionych nad Żółtymi Wodami i pod Korsuniem. Tymczasem decyzje Potockiego miały swoje uzasadnienie.

Po pierwsze należy zauważyć, że główną obawą hetmana była możliwość wybuchu powstania na tzw. „włości”, czyli stosunkowo gęsto zaludnionej części Ukrainy. Tutaj szeregi buntowników zasilić mogli zarówno „wypiszczycy”, czyli doświadczeni w boju Kozacy, którzy nie znaleźli się w rejestrze i w związku z tym stanowili element zawsze skory do chwycenia za broń, a także masy pańszczyźnianego chłopstwa. Jak pisał Potocki w jednym z listów, gdyby do tego doszło, „te [Chmielnickiego] trzy tysiące prędko by się we sto tysięcy obróciły”. Konieczne było zatem pozostawienie na tych terenach – jak również na Zadnieprzu – wojska, które trzymałoby miejscową ludność w ryzach. Jednocześnie wskazane było jak najwcześniejsze uderzenie na Chmielnickiego, najlepiej jeszcze na Zaporożu. Toczenie walk na dnieprowych wyspach oznaczało natomiast konieczność wykorzystania łodzi i piechoty, zatem użycie Kozaków rejestrowych było wręcz niezbędne.

Czy tym ostatnim można było ufać? Z perspektywy czasu odpowiedź negatywna może wydawać się oczywista, warto jednak pamiętać, że jeszcze dziesięć lat wcześniej Potocki z powodzeniem wykorzystywał rejestrowych do walk z powstańcami Huni i Ostranicy. Dodatkowo starszyzna kozacka zapewniała o swej wierności i – jak się okazało – była w tym szczera. Od wszystkich wyruszających na wyprawę odebrano jeszcze dodatkowo przysięgę wierności.

Początek wyprawy

Stefan Potocki wyruszył z Czerkas 21 kwietnia, zaś cztery dni później w Kryłowie doszło do rozdzielenia sił lądowych i wodnych. Jednocześnie na zwiad wysłano z dwustoma ludźmi kozackiego pułkownika perejasławskiego Adama Duszczyńskiego. Ten jednak nie tylko nie zdobył „języka”, ale jeszcze utracił w kolejnych dniach swój taborek i dał się odciąć od sił głównych, po czym wycofał się zapewne w stronę Czerkas. Tymczasem wojska Stefana Potockiego posuwały się do przodu: 27 kwietnia były nad Omelniczkiem, 28 dotarły do Kniażych Bajraków, a 29 kwietnia stanęły na uroczysku Żółte Wody, nad zbiegiem dwóch odnóg rzeczki o tej samej nazwie, która płynęła dnem głębokiego i szerokiego jaru. W tym miejscu, osłoniętym od północnego zachodu jarem zwanym Kurzą Odnogą, od Wschodu zaś połączonymi Żółtymi Wodami i powstałym u ich zbiegu stawem, założono obóz.

Jeszcze tego samego dnia doszło do pierwszych walk z przednią strażą tatarską. Warto podkreślić, że strona kozacko-tatarska zrezygnowała z dalekiego zwiadu z użyciem mniejszych oddziałów, by nie dać oddziałom koronnym możliwości zdobycia informacji na temat sił sprzymierzonych, zatem polskim chorągwiom przyszło się zmierzyć od razu z około 1500–2000 ordyńców. Tym nie udało się jednak zaskoczyć wojsk Potockiego i atak został odparty. Od jeńców dowiedziano się obecności dużej liczby Tatarów, którzy dysponowali znaczną przewagą w liczbie jazdy. W tej sytuacji można było podjąć odwrót w szyku taborowym w stronę pozostałych w Czerkasach sił głównych, lub bronić się w warownym obozie w oczekiwaniu na odsiecz. Dziś wiemy, że pierwsze rozwiązanie byłoby lepsze, stwarzało bowiem duże nadzieje na bezpieczny powrót (lekka i słabo uzbrojona jazda tatarska nie mogłaby raczej zdobyć taboru bronionego przez liczną piechotę), zdecydowano się jednak pozostać na miejscu. Być może nie chciano wywoływać na Ukrainie wrażenia porażki polskich wojsk, a na pewno liczono na pomoc ze strony Mikołaja Potockiego. Od razu też wyprawiono do hetmana posłańca z niewielką eskortą, został on jednak szybko schwytany przez Tatarów.

1 maja nastąpił szturm na polski obóz przeprowadzony z dwóch stron (od południowego zachodu oraz od wschodu), ale wobec złej koordynacji uderzenia został on sprawnie odparty. W przeciwieństwie do atakujących, obrońcom nie brakowało żywności, mogli więc długo opierać się sprzymierzonym. 2 maja z polskiego obozu wyszła nawet poza umocnienia „wycieczka”, która zdobyła i zniszczyła świeżo usypany kozacki szaniec oraz ustawione na nim działo. Oblegający wykorzystywali jednak przewagę liczebną, nie dopuszczając do kontaktu między Stefanem Potockim a jego ojcem. Wysłali również posłańca na Krym, zachęcając Chana do nadesłania posiłków, które pozwoliłyby rozbić osaczone wojska polskie. 11 maja Islam III Girej wyruszył z Bachczysaraju ku Dzikim Polom. Unieruchomione nad Żółtymi Wodami wojska polskie były nękane atakami w dzień i w nocy, a tymczasem Chmielnicki czekał, aż jego siły ulegną wzmocnieniu, co też się wkrótce stało.

Zdrada rejestrowych

Kozacy rejestrowi wysłani w dół Dniepru znacznie wyprzedzili oddziały lądowe i dotarły na opustoszałe Zaporoże. Prawdopodobnie już wcześniej działali wśród nich agitatorzy Chmielnickiego, którzy doprowadzili czwartego maja do buntu. Starszyznę wierną Rzeczpospolitej uwięziono, a następnie w większości zabito wraz z towarzyszącymi Kozakom kilkudziesięcioma dragonami. 13 maja zrewoltowani Zaporożcy prowadzeni przez Filona Dziadziałę połączyli się nad Żółtymi Wodami z Chmielnickim. Możliwa jest też nieco inna wersja wydarzeń, według której do spotkania z emisariuszem doszło dopiero 9 maja pod Kamiennym Zatonem, dość jednak powiedzieć, że w tej sytuacji położenie Stefana Potockiego i jego wojsk stało się krytyczne. Stosunek sił zmienił się znacząco na ich niekorzyść, możliwe też, że oblegającym udało się odciąć ich od wody, co zmusiło obrońców obozu do oddania większości koni przeciwnikom. Po dwóch tygodniach walk wyczerpywały się też zapasy żywności, rosło zaś fizyczne wycieńczenie.