Ta śmierć smoleńska

Ta śmierć smoleńska

Dodano:   /  Zmieniono: 48
Nigdy jeszcze w całych polskich dziejach nie zdarzyło się, by śmierć, by tragiczna katastrofa w jednej chwili zabijała wielką, liczną państwową reprezentację.

By ginął prezydent z małżonką, ministrowie, dowódcy wszystkich rodzajów wojsk, biskupi, posłowie, najwyżsi urzędnicy państwowi. By w jednej chwili, nagłej i niespodziewanej państwo traciło legion najznakomitszych swych przedstawicieli. Tak chyba nie zdarzyło się w historii nowożytnej w żadnym państwie na świecie. W rozumieniu tak historii, jak każdej polityki podobne wydarzenie staje się kataklizmem. Dramatem tak głębokim, że trudnym do zrozumienia i zinterpretowania. Oto w tej jednej chwili zakołysał się i zadrżał cały nasz polski świat. W jednej chwili straszliwie zabolało nas wszystko, co w nas dobre, czyste, szlachetne i uczciwe. W tej jednej chwili runęły i gdzieś znikły wszelkie podziały, różnice, pretensje i spory. W jednej chwili Polska stała się znowu jedną Polską: zrozpaczoną, wspólną, milczącą w żałobie.

Rozdzwonią się wszystkie polskie dzwony. Jak zawsze, kiedy dzieje się w naszej polskiej historii coś najważniejszego. Odezwą się, jak nakazuje nasza tradycja wszystkie z wielkim wawelskim Dzwonem Zygmunta. Dzwonią tak już od wieków. Odzywają się na dobre i na złe. Rozkołysały się tak w 1918 r., gdy Polska powracała na mapę świata, i rozdzwoniły się szczęściem i radością w 1989 r., gdy do Polski powracała wolność. Dzwoniły jednak także na śmierć prezydenta Narutowicza w 1922 r., na śmierć wielkiego Piłsudskiego w 1935 r. czy śmierć polskiego papieża w 2005 r. Cichutko, bo w latach niewoli nie można było inaczej, dzwoniły na wieść o zbrodni katyńskiej, czy śmierci gibraltarskiej. To bowiem dzwony polskiej historii. Bywało szczęśliwej i bywało najokrutniej doświadczanej przez los.

Nagle wszyscy pomyśleliśmy podobnie, że oto zginęli, odeszli ludzie, którym ta Polska zawdzięczała, że już w latach wolności dzwony polskiej historii mogły brzmieć pełnym głosem. Czy ktokolwiek, czy oni sami mogli przypuszczać, że dzisiaj będą dzwonić na ich cześć. Czy ktokolwiek mógł przewidzieć, że to najgłośniejsze w naszej historii smoleńskie cmentarzysko po 70 latach pochłonie swoje nowe ofiary. Że od dzisiaj katyński rozdział naszych dziejów dopisze ten nowy dramat Polski i śmierć swego prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Jeszcze wczoraj krytykowanego, kwestionowanego, osądzanego, jak każe polityka, bez najmniejszej litości. Dzisiaj, jak już każe historia, tragicznego, tak bardzo polskiego, że aż wielkiego.

Więcej możesz przeczytać w 16/2010 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 48

Czytaj także