Zbrodnia zakłamania

Zbrodnia zakłamania

Dodano:   /  Zmieniono: 14
Nie ulega żadnej kwestii, że Rosjanom przez ostatnie półwiecze przyszło płacić gorzką i ogromną psychologiczną cenę za błędy katyńskie. Cenę wzgardy i odrazy. I cenę wiecznej nieufności.

Polacy próbują zrozumieć Rosjan. Próbują już od dobrych kilku stuleci. (...) Ale Rosjan – twierdzą – zrozumieć się nie da. Czy można bowiem zrozumieć, o co chodzi Rosjanom? Mimo że przyznali się do zbrodni katyńskiej, mimo że przekazali nam najważniejsze dokumenty tej zbrodni z podpisami Stalina, Berii i Mierkułowa, mimo że pozwolili na poszukiwania i odnalezienie innych poza Katyniem miejsc zbrodni, mimo że pozwolili i dopomogli w erygowaniu tam polskich cmentarzy, nagle oświadczają, że zamknęli śledztwo katyńskie i nie będą dłużej z nami w tej sprawie współpracować. Ku polskiemu osłupieniu oświadczają, że nie była to zbrodnia polityczna, lecz przestępstwo pospolite. Mimo podpisu Stalina pod decyzją o zbrodni oświadczają, że nie była to także zbrodnia stalinowska. A więc jaka?

Czy można zrozumieć tę logikę? I czy w tym w ogóle mieści się jakakolwiek logika? W świetle polskich zadyszanych z oburzenia opinii i komentarzy – żadna! W świetle polskich opinii celem rosyjskim było tylko poniżenie Polaków i obraza pamięci ofiar Katynia. Być może – zastanawiają się niektórzy komentatorzy – Rosjanom chodzi po prostu o pieniądze. Jeśli uznają, że nie była to zbrodnia polityczna, polska strona nie będzie miała tytułu do odszkodowań. Według innych Rosjanie w swej nowej imperialnej polityce po prostu na nowo dzielą i rządzą. Węgrów przepraszają za rok 1956, Czechów za rok 1968, a Polakom pokazują mieżdunarodnyj znak rukoj, czyli tzw. gest Kozakiewicza. I nikomu nie przychodzi do głowy, że jest coś takiego, co należałoby nazwać „logiką Katynia", bolesny, wstydliwy, niewygodny i groźny dla Rosjan nawis historii, który dyktuje im niezrozumiałe dla nas gesty i słowa.

Katyń bowiem to w historii – jakby powiedział Talleyrand – coś znacznie większego niż wielka zbrodnia, to wielki błąd. Być może największy w całej nowożytnej historii Rosji. Oczywiście była to zbrodnia polityczna, była to zbrodnia stalinowska. Jedna z wielu podobnych zbrodni popełnionych przez stalinizm na rosyjskiej ziemi. Podobnie jak 20 tys. polskich oficerów zostało zamordowanych kilkadziesiąt milionów ludzi różnych narodowości. Nikt nie stawiał im zarzutów i żaden sąd nie odczytywał im wyroków. Z takich czy innych powodów, z rozkazu Stalina, byli niepotrzebni. Rosyjski problem Katynia polega nie na tym, co się zdarzyło w marcu, kwietniu i maju w lesie katyńskim, ale na tym, co się zdarzyło potem. Oto maleńki „jakiś tam Katyń" stał się rozdziałem światowej historii. Obok Stalingradu, Leningradu czy Kurska. W ciągu ponad już 60 lat historii dochodzenia prawdy o Katyniu ta stalinowska zbrodnia na Polakach stała się elementem definicji Rosji. W ciągu półwiecza milczenia o Katyniu, gdy nam, Polakom, wydawało się, że świat o nas już zapomniał, ten Katyń pojawił się w podręcznikach, słownikach i encyklopediach historii, z pełnym tytułem i autorstwem tej zbrodni.

Wbrew rosyjskim intencjom nagle świat przypomniał sobie, że to Rosja pod katyńskim pretekstem zerwała stosunki dyplomatyczne z Polską w 1943 r. i karała Polskę za zbrodnię, której sama dokonała. Nagle świat przypomniał sobie sprawę katyńską na procesie norymberskim, gdzie to Rosja wpisała Katyń do aktu oskarżenia i to w rozdziale: „Zbrodnie wojenne i zbrodnieprzeciwko ludzkości". 59. dnia rozprawy, 14 lutego 1946 r., płk Pokrowski rozpoczął przedstawianie przed trybunałem norymberskim „jednej z największych zbrodni, za którą odpowiedzialni są główni przestępcy wojenni, masowego wymordowania polskich jeńców wojennych, których faszystowscy najeźdźcy wystrzelali w lasku katyńskim...". Przez kilka dni przedstawiali Rosjanie swoich „świadków Katynia” i wyniki prac tzw. komisji Burdienki, niepozostawiających żadnych wątpliwości, że to nie oni są sprawcami zbrodni na polskich oficerach.

Mimo protestów strony radzieckiej w 168. dniu rozprawy trybunał dopuścił do głosu niemieckich świadków obrony. Polska nie była informowana w żadnej ówczesnej korespondencji z Norymbergi o tym, jak straszną walkę o prawdę katyńską toczył świat w jej imieniu. Nie wiedziała też, że Rosjanie wśród kilku tematów, których nie wolno było toczyć na jawnych posiedzeniach trybunału, zastrzegli sprawę stosunków polsko-radzieckich. Polskę z jej roszczeniami skreślono z mapy wolnego świata. A mimo to w 172. dniu rozprawy trybunał na wniosek obrony domagającej się skreślenia z aktu oskarżenia sprawy katyńskiej „wobec braku dowodów ostatecznych" odstąpił w tej sprawie od oskarżenia.

Dla Rosjan była to klęska. Podobnie jak klęską okazały się dla nich prace komisji Kongresu USA obciążające w początkach lat 50. stalinowską Rosję odpowiedzialnością i winą za zbrodnię katyńską. Jak się wydaje, zarówno w Norymberdze, jak i w USA sądzono nie samą zbrodnię, o której autorstwie wiedziano od początku. Przed trybunałem wolnego świata karano potępieniem rosyjską czy – ściślej – sowiecką hipokryzję i bezczelność nieznaną cywilizowanemu światu. Karano usiłowania przerzucenia winy na innych, fałsz, matactwa, pokrętność i sowiecką obłudę. Rosjanie zapłacili gigantyczną cenę nawet nie za zbrodnię katyńską, lecz za katyńskie błędy– bo trudno nie dostrzegać tego, że pierwszą i największą ofiarą stalinizmu był sam naród rosyjski, i trudno wobec niego formułować oskarżenia. Za błędy i matactwa, i jawne, już powojenne oszustwa. Oto naród Czajkowskiego, Rachmaninowa i Lermontowa, naród, który rozpoczął podbój kosmosu, wpisał w swoją historię zbrodnię na niewinnych żołnierzach, którzy mu zaufali i nie podejmując walki, oddali broń. Co więcej, ten sam naród nie był zdolny przez dziesięciolecia do potępienia tej zbrodni i nazwania jej po imieniu – jako jednej z tysięcy podobnych zbrodni stalinizmu.

Rosjanie to dumny naród. Z wszelkimi powodami do dumy. I jeśli istnieje coś takiego jak „logika Katynia", to być może ostatnie rosyjskie komunikaty należy czytać tak, by usłyszeć w nich bezgłośny rosyjski protest: „Nie nękajcie nas dłużej sprawą Katynia. Prowadźcie swoje śledztwa, budujcie pomniki. Być może nawet wam pomożemy. Ale spróbujcie nas nie upokarzać, nie oskarżać i nie sądzić. Bo my już za Katyń płacimy i najpewniej przez wiele pokoleń przyjdzie nam płacić. Myśmy już się przyznali i jak umiemy – przeprosili. Prosimy: dość!".

Może źle czytam tę rosyjską „katyńską logikę". Ale warto przypomnieć fakt nieznany, a może tylko zapomniany przez nas, Polaków. Oto kilka tygodni po tym, jak w 1979 r. kard. Karol Wojtyła został papieżem, kilka tysięcy Polaków zwróciło się już do Jana Pawła II z prośbą o odprawienie nabożeństwa za dusze Polaków zamordowanych w Katyniu. Na całym świecie na obczyźnie zbierano pieniądze na ofiarę. To miała być wielka, uroczysta msza święta za Katyń. Pierwsza tak wielka. Bo przecież Polak został papieżem. Teraz już można. Jan Paweł II jednak odmówił. Odmówił, jak pisze Józef Mackiewicz, „z całą powagą związaną z jego urzędem". Trudno przyjąć, że nie rozumiał ofiary Katynia, trudno przyjąć, że o zamordowanych w laskach katyńskich nie pamiętał. Być może on także rozumiał szczególną „logikę Katynia”, miejsca świętego dla każdego Polaka i miejsca gorzkiego, bolesnego wstydu dla każdego Rosjanina.

Więcej możesz przeczytać w 18/2010 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

-
 14

Czytaj także