Abecadło o Kisielu

Abecadło o Kisielu

Dodano:   /  Zmieniono: 
25 lat temu Stefan Kisielewski, najwybitniejszy felietonista w historii Polski, wydał słynny „Alfabet Kisiela”, uszeregowany alfabetycznie zapis refleksji o ludziach jego epoki. We wstępie do głośnego dzieła można przeczytać: „To nie statecznie uporządkowany alfabet wspomnień, ile raczej abecadło, i to takie, co właśnie z pieca spadło; w dodatku na łeb, na szyję”. Mimo to „Alfabet” jest do dziś czytany i uznawany za syntetyczne ujęcie wizji świata autora. Postanowiliśmy stworzyć „Alfabet o Kisielu” – przypominając (także ułożone alfabetycznie) najważniejsze wątki związane z biografią i polityczną myślą publicysty. Jako kisielolodzy pomagają nam w tym laureaci Nagrody Kisiela, od 1991 r. przyznawanej pod patronatem „Wprost”. Zaczynamy od liter A, B i C. W następnych numerach – kolejne hasła.

A JAK ALKOHOL

„Jak się napiję, czuję to, co powinienem czuć bez picia, czuję normalnie. A jak nie piję, czuję tylko straszną nudę, poza tym nic. To znaczy dopóki czekam, że będę pił, jest jeszcze jako tako i mniej więcej się trzymam. Ale gdy przychodzi moja godzina i nie wypiję, to zaczyna być bardzo źle” – opisywał swój stosunek do alkoholu Stefan Kisielewski. Lubił wypić, golnąć, przechylić, być pod gazem. Alkohol jest obecny w większości wspomnień o Kisielu. Czesław Miłosz wspominał, że wódkę ze Stefanem najbardziej lubiła pić żona poety. Jan Nowak-Jeziorański przyznawał, że z genialnym felietonistą najlepiej rozmawiało się przy szklaneczce whisky. Leopold Tyrmand w „Dzienniku 1954” wyznawał, że Kisiel pił „dużo i nieładnie, ze skłonnością do głupawych uporów”. Najbardziej lubił tanie knajpy i bary dworcowe, gdzie pochłaniał hektolitry piwa. „Można całe życie pić piwo i nie mieć nic wspólnego z alkoholizmem – po prostu pić je dla smaku. A może być przeciwnie, tak jak u mnie. Przez piwo właśnie przyzwyczaiłem się do ciągłego rauszu, i to od rana” – pisał Kisielewski na starość. Miał zwyczaj nie jadać śniadania – pił piwo na czczo. Popołudniami brał się do mocniejszych trunków. Z imprez towarzyskich wychodził często jako ostatni gość – krokiem chwiejnym, wolnym, niezbornym, z myślami rozwichrzonymi. Lubił pijany błądzić ulicami Warszawy. Oddawać się własnym nastrojom. „Zawsze twierdziłem i twierdzę, że prawdziwy, rasowy alkoholik nie pije dla towarzystwa, nie uznaje po wódce rozmów, dyskusji, awantur. Alkoholik pije dla siebie i chce się na tym skupić. Chce być wtedy sam ze sobą i nie lubi, jeśli mu przeszkadzają” – mówił.

Więcej możesz przeczytać w 35/2014 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także