Koniec Templariuszy. Ponad 700 lat temu na stosie spalono de Molay'a

Koniec Templariuszy. Ponad 700 lat temu na stosie spalono de Molay'a

Dodano:   /  Zmieniono: 
Przesłuchanie Jakuba de Molay, ryc. z XIX w. (fot. domena publiczna) 
18 marca 1314 roku spalony na stosie został Jakub de Molay, wielki mistrz zakonu templariuszy.
Autorem tego artykułu jest Grzegorz Dumała. Tekst "„Głos z wysokości”. Templariusze i ich upadek" ukazał się w serwisie Histmag.org. Materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Czas łaski


Jakub de Molay – niepiśmienny i nie najmłodszy burgundzki rycerz – został wielkim mistrzem zakonu templariuszy w dwa lata po upadku Akki – ostatniego bastionu krzyżowców w Ziemi Świętej. Gdyby nie ta klęska, de Molay pewnie nigdy nie stanąłby na czele zakonu, jednak w murach twierdzy życie straciła cała elita templariuszy. Od tamtej pory nowy przełożony zakonu podróżował po Europie, starając się na nowo wzniecić zapał krucjatowy. Odwiedził Francję, Anglię i Włochy – kraje, w których znajdowały się najliczniejsze i najbogatsze dobra zakonu, a także siedziby najpotężniejszych władców Europy.

W kwietniu 1307 roku de Molay przybył do Poitiers na spotkanie z papieżem i mistrzem innego zakonu rycerskiego, joannitą Fulkiem z Villaret. Dyskutowany miał być stary pomysł połączenia obu zakonów. Już wcześniej był on podnoszony przez Mikołaja IV i wielkiego katalońskiego filozofa Rajmunda Llulla, teraz jednak najgłośniej mówiono o nim w pałacu na paryskiej wyspie Cité. Piotr Dubois, doradca Filipa Pięknego z grona tak zwanych legistów, nie tylko wzywał do stworzenie jednego zakonu, lecz wskazywał także jego przywódcę – króla Francji.

De Molay był świadom tego, że ewentualne zmiany mogłyby mocniej uderzyć w rycerzy Świątyni niż w szpitalników, którzy cieszyli się większą popularnością. Templariusze nie byli już wówczas, jak za czasów swego założyciela, Hugona de Payns, jedynie zakonem ubogich rycerzy Chrystusa – z biegiem czasu stali się także korporacją bogatych bankierów obracających ogromnymi sumami. Nie przysparzało im to sławy i od połowy XII wieku wydawane były bulle zakazujące prześladowania rycerzy Świątyni, na przykład zrzucania z konia czy obrzucania obelgami.

Teoretycznie zakon miał jednak obrońcę w osobie papieża – swojego najwyższego i jedynego zwierzchnika. Ten jednak był słaby. Autorytet papiestwa stracił wiele po upadku Królestwa Jerozolimskiego, największa szkodę wyrządziła mu jednak tragiczna śmierć papieża Bonifacego VIII, zamęczonego przez wysłanników króla Francji i włoskich arystokratów. Kolegium kardynalskie rozpadło się na dwie części – z jednej strony zwolenników króla Francji, z drugiej jego nieprzejednanych wrogów. W drodze kompromisu na tron papieski wyniesiono Bertranda de Got, który przyjął imię Klemensa V. Urodził się on w Gaskonii, wybrany został w Lyonie, a umarł w pobliżu Awinionu. Jego pontyfikat rozpoczął okres zależności papiestwa od króla Francji nazywany niewolą awiniońską (1309–1377).

Na spotkaniu w Poitiers de Molay starał się ze wszystkich sił storpedować pomysł połączenia obu zgromadzeń, wskazując na plusy wynikające z ich rywalizacji. Snuł także plany nowej krucjaty, która miałaby odbić Ziemię Świętą z rąk pogan. Spotkanie zakończyło się bez żadnych zobowiązujących deklaracji, de Molay mógł więc czuć, że udało mu się odsunąć najgorsze. Nie wiedział jednak, że już wtedy wszystko było przesądzone, a jego próby są z góry skazane na porażkę.

Proces

W tym samym czasie co Jakub de Molay Europę objeżdżał inny templariusz. Eskiwiusz de Floryan, który – jak później wyjawił – sam uważał się za pierwszą przyczynę upadku zakonu, odwiedzał królewskie dwory, opowiadając o herezji szerzącej się w szeregach rycerzy Świątyni. Najpierw pojawił się w Aragonii, jednak Jakub II miał z dużą rezerwą przyjąć jego doniesienia, udał się więc na dwór francuski, gdzie jego rewelacje przyjęto dużo przychylniej.

W 1305 roku Filip IV Piękny postanowił udać się na krucjatę. Było to dość zaskakujące, gdyż jak do tej pory władca nie okazywał wyjątkowej pobożności. Być może wpływ na decyzję miała tradycja rodzinna – Kapetyngowie od czterech pokoleń wyruszali na świętą wojnę. Możliwe też, że królem wstrząsnęła nagła śmierć żony, Joanny z Nawarry, i skłoniła go do wykazania się chwalebnym czynem za życia. Trudno tę zagadkę rozwikłać, podobnie jak zrozumieć, dlaczego król uzależniał powodzenie krucjaty od istnienia zakonu templariuszy. Możliwe, że zaczytywał się w dziełach Wilhelma z Tyru lub Mateusza z Paryża, którzy w templariuszach widzieli głównych winowajców krucjatowych niepowodzeń. Ten ostatni w rycerzach Świątyni upatrywał głównych winowajców klęski egipskiej krucjaty filipowego dziada, Ludwika Świętego. Nie można też wykluczyć, że król rzeczywiście wierzył w zarzuty stawiane zakonnikom albo też brał ich opór przed połączeniem z joannitami za świadome wstrzymywanie całego krucjatowego przedsięwzięcia. Możliwe jednak, że decydujące były nieograniczone potrzeby królewskiego skarbu, których wielkość odczuli wszyscy: kler, miasta, kupcy i wasale, a najboleśniej Lombardczycy, Żydzi i właśnie templariusze.

Pogłoski o zamiarach Filipa docierały również na dwór papieski. Ojciec Święty miał zamiar podjąć kroki wyjaśniające, jednak jego decyzję odwlekł atak choroby i związana z nią kuracja. Tę zwłokę wykorzystał dwór królewski.

W połowie września król wraz ze swymi doradcami, wśród których prym wiedli Enguerrand de Marigny, Wilhelm de Nogaret i Wilhelm de Plaisians, zdecydował o aresztowaniu templariuszy. W listach wysłanych do wszystkich seneszali i bajlifów datę pojmania wyznaczono na 13 października. Zasadzka się udała – jedynie dwunastu templariuszy umknęło, reszta zaś bez większego oporu oddała się w ręce władzy. Nie inaczej postąpił wielki mistrz. Jakub z Molay niczego się nie spodziewał – jeszcze dzień wcześniej brał udział w pogrzebie Katarzyny de Courtenay, żony Karola de Valois, królewskiego brata.

Zaskoczeni byli nie tylko templariusze, ale też wszyscy ościenni władcy i sam papież. Klemens V dowiedział się o aresztowaniu, gdy ludzie króla przybyli zaaresztować kilku templariuszy oczekujących u niego na audiencję. Zanim Ojciec Święty zdążył podjąć jakiekolwiek kroki, niemal wszyscy z pojmanych zakonników przyznali się do winy przed komisją, której przewodził wielki inkwizytor Francji Wilhelm z Paryża. Nie chcieli jednak wziąć na siebie wszystkiego, o co ich oskarżano – im zarzut był cięższy, tym mniejsze znajdował potwierdzenie w zeznaniach. Niemal wszyscy albo przyznali się do plucia na krzyż bądź zaparcia się Chrystusa, albo stwierdzili, że o czymś podobnym słyszeli, ale praktyk homoseksualnych nie wyparło się ledwie kilkunastu, a o czczeniu idola słyszała jedynie garstka.

Złamany został także sam wielki mistrz. De Molay miał już ponad sześćdziesiąt lat i liczył być może na osobistą wolność lub pomoc ze strony papieża, ale w każdym razie zaparcie się wszystkiego ograniczyłoby mu pole manewru. Z drugiej strony jego zeznanie niesamowicie utrudniło, jeśli nawet nie przekreśliło szansy na odzyskanie przez zakon dawnego statusu. Papież zresztą, po początkowym oburzeniu na królewską samowolę, w listopadzie nakazał aresztowanie wszystkich templariuszy w całej Europie.

Ta decyzja poruszyła lawinę. Do tej pory inni władcy niechętnie odnosili się do wydarzeń rozgrywających się we Francji, jednak decyzja papieża nie pozostawiła im zbyt wiele wyboru. Templariusze zostali pojmani w całej Europie. Ciekawy jest przypadek Anglii, w której nie używano właściwie tortur podczas przesłuchań, w związku z czym ich efektywność była znacznie niższa. Jeszcze inaczej wyglądały sprawy w Aragonii, gdzie templariusze cieszyli się wielką estymą. Aragońscy zakonnicy nie poddali się potulnie, lecz postanowili się bronić, a w konsekwencji w kraju wybuchła regularna wojna domowa zakończona dopiero po dwóch latach ciężkich walk.

Sam proces uwikłany był w międzynarodowe rozgrywki polityczne. Los templariuszy nie był uzależniony od tego, po której stronie była słuszność, lecz od politycznych decyzji każdej ze stron. W relacjach francusko-angielskich szczególnie paląca była kwestia Gujenny – sprawa, która miała w końcu doprowadzić do wybuchu wojny stuletniej. Papież miał związane ręce przeciągającym się sporem o domniemaną herezję Bonifacego VIII – jej potwierdzenie oczyściłoby Filipa Pięknego i jego współpracowników z zarzutów o zamach na życie papieża.

Decyzja Klemensa V o aresztowaniu templariuszy w całej Europie miała przede wszystkim na celu odebranie procesu z rąk ludzi króla. Udało się to w końcu 1307 roku i wtedy też de Molay i inni odwołali swe zeznania. Było już jednak za późno. Filip Piękny wytoczył najcięższe działa. Najpierw zwrócił się do paryskich profesorów, którzy mieli uprawomocnić jego działania, a gdy ich odpowiedź okazała się niesatysfakcjonująca, zwołał Stany Generalne, które w pełni poparły jego stanowisko. W tym czasie we Francji szerzyły się plotki oskarżające Ojca Świętego o jak najgorsze czyny i praktyki, nie miał on więc wyboru i wszczął postępowanie przeciwko templariuszom. Sprawy poszczególnych zakonników miały rozstrzygać indywidualne komisje, natomiast o losie samego zakonu miał zdecydować synod.

Nie było to miłosierdzie na jakie liczyli templariusze. Znów znaleźli się pod sądem inkwizycji. We Francji zaczęły płonąć pierwsze stosy. Jakub de Molay ponownie stanął przed komisją i przyznał się do winy. Rok później stwierdził jednak, że jego zeznania zostały zmienione, a on wyparł się wówczas zarzucanych czynów. W swym ostatnim, odważnym wystąpieniu stwierdził, że wszystkie oskarżenia są fałszywe, a zeznania braci zakonnych zostały wymuszone torturami. Nikt go już wtedy nie słuchał.

Wyrok

W roku 1311 zebrał się sobór w Vienne, który miał ostatecznie zakończyć ciągnącą się od niemal pięciu lat sprawę templariuszy. Obrady toczyły się powoli, a przyspieszenia nabrały gdy przybył Filip Piękny. Dwa dni po jego przyjeździe, 22 marca 1312 roku, papież wydał bullę zaczynającą się do słów „Głos z wysokości daje się słyszeć, lament, płacz i rozpacz, gdyż bliski już jest czas”. Ten apokaliptyczny wstęp stanowił preludium do wyroku wydanego na zakon. Nie udało się udowodnić templariuszom herezji, jednak sam zakon musiał zostać skasowany. Ci spośród rycerzy, których winę potwierdzono, zostali skazani na kary odpowiednie do wagi przestępstwa. Niewinnym pozwolono dokonać żywota w klasztorach lub w dawnych komandoriach.

Dwa miesiące później zdecydowano o losie dóbr zakonnych – niemal wszystkie miały przejść w ręce joannitów. Inaczej było na półwyspie Iberyjskim, gdzie zakon został wcześniej uniewinniony. Na bazie jego dóbr utworzono dwa nowe zgromadzenia rycerskie: Zakon Chrystusowy i Montesa. Dobra kastylijskie przejęli rycerze Calatrava.

Proces najwyższych dostojników zakonu toczył się dalej. Dwa lata później, 18 marca 1314 roku, gdy odczytywano publicznie wyrok na Jakuba de Molay i Galfryda de Charney, preceptora Normandii, obaj zakrzyknęli, że niewinni są oni i cały zakon. Tym samym przypieczętowali swój los. Nazajutrz, na jednej z wysepek na środku Sekwany, zapłonęły dwa stosy.

Autorem tego artykułu jest Grzegorz Dumała. Tekst "„Głos z wysokości”. Templariusze i ich upadek" ukazał się w serwisie Histmag.org. Materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.