Trupy z przedwojennej szafy generała

Trupy z przedwojennej szafy generała

Dodano:   /  Zmieniono: 
Gen. Włodzimierz Zagórski
Gen. Włodzimierz Zagórski / Źródło: Wikipedia / Domena publiczna
Przetrzymywane w zbiorach prywatnych dowody na agenturalną działalność sprzed lat wpływały na życie polityczne Rzeczypospolitej już w międzywojniu. Zawartości generalskiej szafy Włodzimierza Zagórskiego bał się sam Józef Piłsudski.

Jest kilka lat przed wybuchem I wojny światowej. Choć nikt jeszcze nie wie, kiedy owa wojna się rozpocznie, wywiady różnych państw intensywnie zbierają informacje o potencjale militarnym i nastrojach społecznych wrogów. Takim wywiadem dysponują m.in. Austro-Węgry, które interesują się sytuacją w Rosji. Chociaż w tamtym czasie nie istnieje niepodległe państwo polskie, to właśnie Polacy odgrywają ważną rolę w strukturach wywiadowczych Austro-Węgier. Tą drogą poznają się kluczowe dla sprawy postacie: gen. Włodzimierz Zagórski (odbiorca korespondencji) oraz marszałek Józef Piłsudski (nadawca). Ich korespondencja jest szczególna. Ten, który ją otrzymywał, nigdy na nią nie odpowiadał. Z kolei autor, Piłsudski, korzystał z pseudonimu „Stefan II”. Urzędników pocztowych zastępowali wojskowi, którzy wspomniane listy wkładali do przegrody z napisem operacja „Konfident R”. Zalakowana koperta z pokwitowaniami odbioru pieniędzy była podobno gruba. Niektórzy mówią o konkretnej kwocie – 2 tys. koron.

W 1911 r. Zagórski miał 29 lat. Pomimo młodego wieku był już świetnie wyszkolonym żołnierzem. Nie ma wątpliwości, że posiadał wywiadowczy gen: znał wiele języków obcych, był inteligentny i odważny. Nic dziwnego, że został skierowany do Evidenzbureau (cesarskiej komórki szpiegowskiej), w której, ze względu na polską narodowość, otrzymał polecenie zbierania informacji dotyczących sił zbrojnych Rosji oraz polskich organizacji paramilitarnych. Zagórski żywotnie interesował się informacjami z pierwszej ręki dostarczanymi do niego z delegatur wywiadowczych znajdujących się we Lwowie, w Przemyślu i Krakowie. To właśnie z Krakowa na stół Zagórskiego spływały meldunki, których autorem był Józef Piłsudski (Stefan II). Wiedza, którą wtedy zdobył Zagórski, miała być nie tylko niezwykle cenna podczas I wojny światowej, ale również jeszcze długo po jej zakończeniu. Piłsudski nawiązał kontakt z wywiadem Austro-Węgier po ucieczce z terytorium Rosji. Do pierwszego spotkania doszło we wrześniu 1906 r. w Przemyślu. Z notatki sporządzonej po rozmowie przez płk. Franza Kanika wynikało, że Piłsudski zaoferował wtedy Austro-Węgrom „usługi wywiadowcze wszelkiego rodzaju przeciwko Rosji w zamian za pewne wzajemne usługi”. Z oferty władze cesarskie skorzystały dwa lata później. Pod koniec 1908 r. kontakt z Piłsudskim nawiązali polscy żołnierze służący w armii Austro-Węgier. – Otrzymałem propozycję bardzo dziwnego charakteru ze strony Wschodu, trochę wieczorowej natury, nalegano bardzo na odpowiedź szybką co do możności lub niemożności przystąpienia do pertraktacji i obiecałem dać ją zaraz po niedzieli – zwierzał się Piłsudski w liście do jednego z partyjnych towarzyszy w 1909 r. Według historyka Ryszarda Świętka ów „Wschód” oznaczał Austro-Węgry, zaś propozycję „wieczorowej natury” należy rozumieć jako współpracę wywiadowczą. Jak zeznał po latach pracownik wywiadu austro-węgierskiego Józef Rybak, podczas pierwszego spotkania Piłsudski miał się przedstawić jako robotnik z Warszawy. Całkiem nieadekwatnie do ambicji, które zwykle mu towarzyszyły. Przyszłemu marszałkowi Polski zaproponowano układ, który rządził się prostymi zasadami. Piłsudski miał dostarczać informacje dotyczące sytuacji militarnej w należącym do Rosji Królestwie Polskim,w zamian za pieniądze oraz przyzwolenie na rozwijanie polskich organizacji bojowych. W sytuacji wybuchu konfliktu zbrojnego pomiędzy Austro-Węgrami a Rosją owe organizacje miały opowiedzieć się po stronie Austro-Węgier. W zamyśle Piłsudskiego miały również stanowić argument na rzecz powstania niepodległej Polski.

Haki na marszałka

W praktyce praca Piłsudskiego polegała na zbieraniu i analizowaniu meldunków napływających do niego od terenowych działaczy PPS. Owe donosy dotyczyły lokalizacji wojsk, umiejscowienia składów broni, dostępności telegrafów czy planu zajęć w jednostkach. Opracowane w postaci raportu informacje przesyłał austro-węgierskim wojskowym. To właśnie w cieniu tych szczytnych idei oraz szpiegowskich interesów rozpoczęła się znajomość Zagórskiego z Piłsudskim. Jak wiemy z podręczników, po latach zaborów, dzięki militarnemu zaangażowaniu Polaków w walki wojenne, w 1918 r. utworzono państwo polskie. I wojna światowa przyniosła jednak nowy kształt nie tylko Europie, ale też relacjom między naszymi bohaterami: Piłsudskim i Zagórskim. Po latach listownej znajomości obaj spotkali się w Legionach Polskich. Nie zapałali do siebie sympatią. Zagórski, który w owym czasie był przełożonym Piłsudskiego, choć doceniał jego patriotyzm, często podkreślał brak wykształcenia wojskowego swego adwersarza. Wizja wskrzeszenia Polski roztaczana przez zawodowego wojskowego oraz koncepcja rewolucjonisty Piłsudskiego diametralnie się różniły. Nic dziwnego, że kiedy w listopadzie 1918 r. Piłsudski objął władzę w Polsce, Zagórski został pozbawiony dotychczasowego znaczenia w armii. Mundur polowy zamienił na czapkę pilotkę oraz gogle, współtworzył bowiem w tym czasie polskie lotnictwo. Tylko nieodłączny papieros w ręku oraz charakterystyczny wąs zdradzały, że to wciąż ta sama osoba. No, może jeszcze nie zmieniła się u niego nieskrywana niechęć do Piłsudskiego. Dla Piłsudskiego, który w tym czasie był najpotężniejszym człowiekiem w Polsce, teoretycznie nie był już żadnym przeciwnikiem. Był tylko jeden problem: Zagórski, według licznych plotek i spekulacji, miał dysponować kwitami świadczącymi o agenturalnej przeszłości pierwszego obywatela II Rzeczypospolitej. A wtedy już taka przeszłość uchodziła za wstydliwą. Już w listopadzie 1918 r. rozpoczęło się niszczenie dokumentów mogących świadczyć o współpracy różnych ważnych osób II RP z austro-węgierskim wywiadem. Kluczową rolę w tym procederze odgrywał gen. Maximilian Ronge, który wydał polecenie unicestwienia list współpracowników wywiadu oraz pokwitowań pieniężnych. Przy użyciu żyletek powycinano z dzienników podawczych nazwiska byłych informatorów. Wstydliwe dokumenty polskie władze wydobyły od strony austriackiej, grożąc wstrzymaniem dostaw węgla. Jak sugerował gen. Józef Rybak (w zeznaniach w złożonych w 1949 r.), jednym z celów tej akcji było zatarcie śladów wywiadowczej przeszłości Piłsudskiego.

Uwięziona pamięć

W targanej politycznymi intrygami II Rzeczypospolitej wiedza o współpracy wywiadowczej mogła załamać niejedną polityczną karierę. Już wtedy teczki uważano więc za wyjątkowo skuteczną broń. Legendy krążyły zwłaszcza o domniemanym prywatnym archiwum Zagórskiego, którego „szafa” miała kryć haki na Marszałka. A konkretnie pokwitowania odbioru pieniędzy ukryte w grubej, zalakowanej kopercie. Widział ją podobno mjr Marceli Kycia, opowiadał o niej również premier Wincenty Witos. Ale nie ma wątpliwości, że najbardziej zainteresowany jej zdobyciem był sam Piłsudski. Bez wątpienia, gdyby owe materiały ujrzały światło dzienne, stałyby się orężem walki politycznej. Przeciwnicy Piłsudskiego, chociażby ci skupieni wokół Romana Dmowskiego, mogliby wykorzystać je w próbach zdyskredytowania go w oczach opinii publicznej. Choć sam Piłsudski w prywatnych listach wspominał o swoich kontaktach z przedstawicielami austro- -węgierskiej armii, a w przemówieniach wskazywał na rolę agentur podczas działań wojennych, nigdy wprost nie przedstawiał swoich relacji z zaborcami w charakterze współpracy wywiadowczej. Okazja do unieszkodliwienia Zagórskiego nadarzyła się sama – w 1926 r. w wyniku przewrotu majowego pełnię władzy w kraju uzyskał Józef Piłsudski. Pod zarzutem zbombardowania wojsk podległych Marszałkowi niewygodny generał został wtedy aresztowany. W dniu zatrzymania Zagórskiego odebrano mu klucze do mieszkania 1927 r. rybak z Jastrzębiej Góry wyłowił z Bałtyku butelkę z karteczką: „Do wszystkich, którzy się mną interesują. Pocałujcie mnie w nos. (…) Generał Zagórski”.

Strzeżcie się agentur!

Sprawa zaginięcia generała wzbudzała sensację. Część prasy przedstawiała Zagórskiego jako zbiega. 29 sierpnia 1927 r. w „Gazecie Śledczej” ukazał się list gończy za gen. Zagórskim. Na podstawie zdjęcia zrobionego w czerwcu 1927 r. (podczas pogrzebu jego matki) przedstawiono nawet możliwe kamuflaże generała. Zobaczyć można było na nich, jak wyglądałby generał bez włosów, z brodą czy bujnym zarostem. Rozpisywano się o napływających z różnych miejsc listach, które miały poświadczać tezę o jego rzekomej dezercji. Uwadze dziennikarzy nie umknęła również misja wywiadowcza kpt. Handta, który został wydelegowany do poszukiwań generała w Austrii, we Włoszech i w Afryce. Na przeciwległym biegunie znajdowała się prasa endecka, która wskazywała na rozbieżności w zeznaniach świadków. Kwestionowała oficjalne szczegóły zaginięcia generała. Sugerowała inny przebieg spraw niż dezercja. W sprawę zaangażowano nawet słynnego jasnowidza Stefana Ossowieckiego, który na łamach „Słowa Pomorskiego” w połowie sierpnia 1927 r. stwierdził, że gen. Zagórski jest żywy, lecz nie może opuścić miejsca, w którym się znajduje. Nigdy nie udało się wyjaśnić, co tak naprawdę stało się z gen. Zagórskim. Drugi z bohaterów tej historii dożył 68 lat. Krótko po zaginięciu gen. Zagórskiego na Zjeździe Legionistów w Kaliszu Józef Piłsudski wygłosił płomienne przemówienie. „Naród polski jest tak słaby wewnętrznie, że łatwo służy obcym, dlatego nie widzi wstrętu do służby obcemu” – grzmiał Marszałek. I na koniec dodał: „Idźcie swoją drogą, nienawidząc tych, co służą obcym. Powtarzam: strzeżcie się agentur!”. 

Artykuł został opublikowany w 14/2016 wydaniu tygodnika e-Wprost.

Archiwalne wydania Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 0

Czytaj także