„Krwawa niedziela” na Wołyniu. Dziś rocznica kulminacyjnego momentu rzezi wołyńskiej

„Krwawa niedziela” na Wołyniu. Dziś rocznica kulminacyjnego momentu rzezi wołyńskiej

Dodano: 
Ekshumacja ofiar rzezi wołyńskiej w miejscowości Gaj
Ekshumacja ofiar rzezi wołyńskiej w miejscowości Gaj / Źródło: Wikimedia Commons / CC BY-SA 3.0 / Leon Popek
11 lipca 1943 roku miała miejsce „Krwawa niedziela”, kulminacyjny moment rzezi wołyńskiej. Oddziały UPA przeprowadziły skoordynowane i brutalne uderzenie na zamieszkane przez polską ludność wioski. W rocznicę tych wydarzeń obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu.

Rzeź wołyńska to brutalne ludobójstwo, którego ukraińscy nacjonaliści dokonali w czasie II Wojny Światowej na polskiej ludności zamieszkującej Wołyń i wschodnią Małopolskę. W latach 1943-1944 Kresy spłynęły polską krwią. Ukraińska zbrodnia na cywilach, w tym kobietach i dzieciach była wyjątkowo brutalna.

Organizacją odpowiedzialną za masowe i wyjątkowo okrutne w swej prymitywnej formie mordowanie Polaków była Ukraińska Powstańcza Armia – zbrojne ramię jednej z frakcji Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, której przywódcą był Stefan Bandera. Jednak sam Bandera w trakcie rzezi wołyńskiej był uwięziony w niemieckim obozie za to, że w 1941 roku ogłosił powstanie niepodległego państwa ukraińskiego.

Do czerwca 1943 roku ofiarą działań OUN-B i UPA padło prawie 10 tys. Polaków ze wschodniej części województwa wołyńskiego. Ukraińscy nacjonaliści uznali, że stopniowe czystki są mało skuteczne, a duża część polskiej ludności pozostała na Wołyniu, uciekając ze swoich domów jedynie do miast lub organizując samoobronę. Dlatego jeden z głównych pułkowników UPA kierujących rzezią wołyńską, Dmytro Klaczkiwski ps. „Kłym Sawur” zdecydował o zorganizowaniu jednego, potężnego uderzenia.

„Powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu. Przy odejściu wojsk niemieckich należy wykorzystać ten dogodny moment dla zlikwidowania całej ludności męskiej w wieku od 16 do 60 lat. Tej walki nie możemy przegrać i za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły. Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi” – rozkazał Klaczkiwski w czerwcu 1943 roku.

Krwawa niedziela na Wołyniu

Propaganda UPA nawoływała do antypolskich czystek zarzucając Polakom udział „w niemieckich rzeziach i katowaniu ludności ukraińskiej” oraz współpracę z partyzantką sowiecką. „Lecz niech nie zapomną sługusy Moskwy i Berlina, ze naród ukraiński potrafi się zemścić” – pisał Klaczkiwski w czerwcowej odezwie skierowanej do ludności ukraińskiej. Część z ukraińskich chłopów dała się przekonać propagandzie i wzięła udział w zbrodni.

Na dzień akcji wybrano niedzielę 11 lipca, tak, żeby jak największą liczbę Polaków móc zaskoczyć w kościołach. Do tego typu ataków doszło w kościołach w Chrynowie, Krymnie, Kisielinie, Porycku i Zabłoćcach. W Chrynowie Ukraińcy ustawili karabin maszynowy w drzwiach świątyni i otworzyli ogień w modlący się tłum ludzi.

W innych miejscach do zbrojnej akcji doszło już w nocy z 10 na 11 lipca. Wyspecjalizowane w tym celu bojówki, podzielone na mniejsze oddziały atakowały po kolei polskie wsie. Najpierw dokonywano rzezi mieszkańców, a następnie rabowano ich dobytek i palono chaty. Następnie oddziały błyskawicznie przenosiły się do kolejnej wioski, zanim informacja o ataku zdążyła się rozprzestrzenić.

Polacy ginęli nie tylko od kul z broni palnej, ale od wszystkich narzędzi, które w tym momencie mogły za broń posłużyć. Między innymi były to siekiery, widły, kosy, piły, noże, młotki. Często śmierć była poprzedzona brutalnymi torturami. Ofiarami mordów byli nie tylko mężczyźni, ale również kobiety w ciąży i dzieci. Polskie chaty grabiono, a następnie palono, żeby raz na zawsze wygnać niedobitków z terenów, które Ukraińcy uznawali za swoje.

Według danych, które podał w swojej książce Grzegorz Motyka, w ciągu kilkunastu godzin Ukraińcy zgładzili 99 polskich wiosek. Timothy Snyder pisze o wymordowaniu nawet 167 miejscowości. Regularne ataki były kontynuowane w następnych dniach. W lipcu 1943 roku celem napadów stało się 520 wsi i osad, zamordowanych zostało około 10-11 tysięcy Polaków.

Zarządzona przez „Kłyma Sawura” Operacja miała charakter zorganizowany. Potwierdzają to ukraińskie dokumenty. Jednym z nich jest fragment sprawozdania OUN z okręgu Włodzimierz-Horochów za lipiec 1943. Mimo swojego krwawego przebiegu akcja przez samo UPA została uznana za „nieudolną”.

Antypolska akcja w większości wypadków przeprowadzona nieudolnie. Padali nie niepotrzebni, a aktywny element antyukraiński, oczywiście zorganizowany i uzbrojony albo uciekł, albo stawił zbrojny opór, zadając nam straty. Najlepiej przeprowadzono akcję w rejonie Poryckim, dobrze w Horochowskim, zadowalająco w centralnym, ale w Beresteczku i Oździutyczach, całkiem nie odbyła się w miastach Włodzimierz, Horochów oraz w rejonie Uściuług i Werba. W prowadzonej akcji brała udział w niektórych miejscowościach ludność, a w rejonie poryckim melnykowcy (jedna z frakcji OUN – red.).

Jak pisze historyk Grzegorz Motyka w swojej książce „Wołyń '43. Ludobójcza czystka, fakty, analogie, polityka historyczna” okrucieństwo akcji nie było przypadkowe. Masowe mordy ludności polskiej były jego zdaniem celowo dokonywane z tak dużą brutalnością, ponieważ ukraińscy nacjonaliści zakładali, że nic lepiej nie ukryje charakteru dokonanych przez nich czynów, jak „ubranie ich w szaty” okrutnego chłopskiego buntu.

Bezwzględność UPA polegała dodatkowo na dezinformacji polskiej ludności. Ukraińcy, nawet w trakcie akcji zapewniali, że nie przeszkadza im narodowość i katolicyzm Polaków, a atakują wyłącznie tych, którzy mieli negatywny stosunek do kwestii państwa ukraińskiego. Gwarantowali, że pozostałym przy życiu mieszkańcom nic się nie stanie i nie ma potrzeby, żeby uciekali. Dzięki tej dezinformacji kolejne, sierpniowe uderzenie również zaskoczyło polską ludność, która nie uciekła z atakowanych terenów.

Nie wszyscy Ukraińcy brali udział w morderstwie na Polakach dobrowolnie. Znane są przypadki, w których banderowcy zmuszali do zbrodni ukraińskich chłopów. Jeden z Ukraińców, który ukrywał przed oddziałami UPA polskich sąsiadów, został potem zmuszony do zabijania innych Polaków siekierą, pod groźbą utraty własnego życia. Znane są również relacje ukraińskich chłopów, którym za ukrywanie Polaków „współbracia” spalili domy.

W całej rzezi wołyńskiej zginęło 100 tys. z półtora miliona Polaków zamieszkujących te tereny. Kolejne 300-400 tys. osób zostało zmuszonych do ucieczki. Była ona jedną z najkrwawszych zbrodni na ludności cywilnej popełnionych w czasie II wojny światowej. Co ważne, tak potworna zbrodnia została dokonana przez nieregularną partyzantkę.

W polskich akcjach odwetowych w latach 1943-1947, czyli aż do przesiedleń ukraińskiej ludności w ramach akcji Wisła zginęło według danych podawanych przez Motykę od 10 do 15 tys. osób. Ukraińcy mówią nawet o 20 tysiącach swoich ofiar, jednak część z nich została zamordowana przez samych ukraińskich nacjonalistów za pomoc Polakom.

Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa na Wołyniu

Na pamiątkę ofiar rzezi wołyńskiej, w 2016 roku sejm uchwalił nowe święto, „Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej”. Obchody ustanowiono na rocznicę krwawej niedzieli 11 lipca. Święto czci pamięć nie tylko Polaków, ale i zamordowanych obywateli II RP innej narodowości, w tym Żydów, Ormian, czy Czechów.

Przyjmując uchwałę o świecie sejm wyraził wdzięczność również tzw. „Sprawiedliwym Ukraińcom”, którzy odmawiali udziału w mordach i ratowali Polaków. Posłowie wyrazili także uznanie dla żołnierzy Armii Krajowej, Samoobrony Kresowej, Batalionów Chłopskich, którzy podjęli heroiczną walkę w obronie zagrożonej atakami ludności cywilnej.

Zbrodnia wołyńska spełnia wszystkie przesłanki, żeby móc ją nazwać ludobójstwem. Zdaniem Motyki zbrodnia miała charakter ludobójczej czystki etnicznej, to znaczy akcji, w której założeniach są wpisane masowe mordy na ludności cywilnej. Jednak do tej pory oficjalne użycie słowa „ludobójstwo” wywołuje wiele kontrowersji na Ukrainie.

Czytaj także:
Parlament w Kijowie ostro o uchwale ws. rzezi wołyńskiej. „Histeria antyukraińska”

O losach swojej rodziny, naznaczonej tragedią Rzezi Wołyńskiej, w rozmowie z tygodnikiem „Wprost” opowiadał Krzesimir Dębski, muzyk jazzowy i kompozytor.

Czytaj także:
„To cud, że jestem na świecie”

Na wiele lat przed rzezią wołyńską na Ukrainie doszło do rzezi humańskiej.

Czytaj także:
Zanim zapłonął Wołyń... Rzeź humańska, czyli bestialski mord Polaków i Żydów na Ukrainie

Źródło: WPROST.pl / G. Motyka, Wołyń '43. Ludobójcza czystka, fakty, analogie, polityka historyczna

Czytaj także

 0

Czytaj także