Wojenne sępy – ludzie żerujący na niemieckiej okupacji. W PRL tropiono ich przez dekady

Wojenne sępy – ludzie żerujący na niemieckiej okupacji. W PRL tropiono ich przez dekady

Dodano: 2
Niemiecka ludność Gdańska wita wojska niemieckie. Po wojnie niektórzy udawali, że byli Konradami Wallenrodami
Niemiecka ludność Gdańska wita wojska niemieckie. Po wojnie niektórzy udawali, że byli Konradami Wallenrodami / Źródło: Narodowe Archiwum Cyfrowe / domena publiczna
II wojna światowa i niemiecka okupacja Polski to czas rodzący wielu oszustów, kolaborantów i innych przestępców. Wśród nich znaleźli się Ernest Raulin, czy Miłosz Colonna-Walewski. Ludzie ci żerowali na hitlerowskiej okupacji, a PRL-owska milicja i sądy tropiły ich przez dekady. Inni, jak Eugeniusz M. po wojnie podawali się za rzekomych kombatantów.

Przez PRL-owskie sądy przetoczyły się trzy fale procesów ludzi żerujących na okupacji hitlerowskiej. Pierwsza, zaraz po wojnie, obejmowała różnego rodzaju kolaborantów, współpracowników gestapo. Po wyzwoleniu ukrywali się, zmieniali nazwiska, gubili tropy ścigających ich ofiar; czasem jednak ktoś trafiał na ich kryjówkę. W latach 70. usiedli na ławie oskarżonych fałszywi synowie pułku. Rozmnożyli się, bo z inicjatywy redakcji „Żołnierza Wolności” rozszerzono szeregi kombatantów o niegdysiejsze dzieci walczące z Niemcami w za dużych hełmach i z pistoletem maszynowym na piersi. Niestety, szlachetna akcja została przeprowadzona bez solidnej weryfikacji. Ostatnią falę, która swój początek miała w PRL i dopłynęła do III RP, wywołała ustawa sejmowa z 1991 r. o rehabilitacji byłych więźniów stalinowskich. Wśród tysięcy niegdyś niesłusznie skazanych znaleźli się i tacy, którzy popełnili przestępstwo i w nowych warunkach ustrojowych usiłowali wśliznąć się do grupy politycznych ofiar.

Ernest Raulin. Znany fotograf chciał być uważany za Konrada Wallenroda

Ernesta Raulina, znanego gdyńskiego fotografika, obsługującego Urząd Morski, zatrzymano na Półwyspie Helskim na kilka dni przed wybuchem wojny, gdy z ukrycia fotografował obiekty wojskowe. Z aresztu wyciągnął go ówczesny dowódca Helu Włodzimierz Steyer. Komandor uwierzył artyście, że wypadł z pociągu jadącego na Hel akurat w miejscu, gdzie cywilom nie wolno było się zatrzymywać. Uwolniony od zarzutu szpiegowania fotografik przeprowadził się do Warszawy.

Po zajęciu Wybrzeża przez Niemców Raulin zjawił się w Gdyni w mundurze gestapowca. Strach padł na Polaków, których znał przed wojną. Obawy okazały się uzasadnione. Ernest Raulin przygotował dla gestapo listę opowiadających się za Polską Kaszubów; wkrótce zostali zamordowani w Piaśnicy pod Wejherowem.

Pod koniec wojny fotograf usiłował uciec do Rzeszy. Najpierw wysłał żonę z dziećmi statkiem ewakuacyjnym Wilhelm Gustloff, który trafiony pociskami zatonął. Raulin został w Gdyni, ukrywał się u kochanki. Kiedy zorientował się, że rodziny zamordowanych w Piaśnicy poszukują go, zmienił nazwisko i wyjechał do Katowic, gdzie zaangażował się jako spiker Polskiego Radia.

Ale ciągnęło go do Trójmiasta i podczas takiej wizyty został zdemaskowany. W 1948 r. stanął przed gdyńskim sądem. Jego linia obrony, że w czasie okupacji był jak Konrad Wallenrod, nie wypadła przekonująco. Został skazany na 15 lat. Zwolniony po kilku latach na przepustkę z powodu rozwijającej się gruźlicy natychmiast uciekł do RFN.

Rzekomy kombatant Eugeniusz M.

37-letni Eugeniusz M. trafił na ławę oskarżonych w 1967 r. Akt oskarżenia zarzucał mu, że kilka miesięcy wcześniej przedstawił się dowódcy pododdziału AK zdobywającego w czasie powstania warszawskiego Polską Wytwórnię Papierów Wartościowych jako jego dawny podkomendny. Stary powstaniec uwierzył, bo młody człowiek barwnie wspominał akcję. Poświadczył mu na piśmie udział w powstaniu.

Następnie Eugeniusz M. zgłosił się do redakcji „Żołnierza Wolności”. Pokazał pismo od dowódcy AK i na tej podstawie otrzymał legitymację i odznakę syna pułku. Z takimi dokumentami poszedł do ZBoWiD po rekomendację w staraniach o komunalne mieszkanie i zameldowanie w stolicy. Wpadł, gdyż sumienny urzędnik ratusza dopatrzył się w papierach protegowanego petenta dwóch dat urodzenia 1935 i 1933. Od tej niejasności zaczęło się dochodzenie…

Artykuł został opublikowany w 35/2016 wydaniu tygodnika Wprost.

Archiwalne wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App StoreGoogle Play.

 2

Czytaj także