Polacy wygrali jedną z największych europejskich bitew stulecia. Jednak zwycięstwo było pyrrusowe

Polacy wygrali jedną z największych europejskich bitew stulecia. Jednak zwycięstwo było pyrrusowe

Dodano: 1
Bitwa pod Beresteczkiem, płaskorzeźba z nagrobka serca Jana II Kazimierza w kościele Saint-Germain-des-Prés w Paryżu
Bitwa pod Beresteczkiem, płaskorzeźba z nagrobka serca Jana II Kazimierza w kościele Saint-Germain-des-Prés w Paryżu / Źródło: Wikimedia Commons / CC BY 3.0 / own
Bitwa pod Beresteczkiem rozpoczęła się 28 czerwca 1651 roku. Najważniejsze starcie wojny polsko-kozackiej odbiło się szerokim echem nie tylko w państwach sąsiednich, ale także na zachodzie Europy. Była to jedna z największych bitew XVII wieku. Zwycięstwo Polaków było jednak przegraną Rzeczypospolitej, ponieważ doszło do niego w wojnie domowej.

W jednym czasie zbiegły się dwa nieszczęścia – powstanie Chmielnickiego i bezkrólewie po śmierci Władysława IV. Do tronu pretendowali dwaj Wazowie: Jan Kazimierz i Karol Ferdynand. O zwycięstwie przesądziło zagrożenie kozackie. Chmielnicki oblegał wtedy Zamość, skąd wysyłał listy oznajmiające swoje poparcie dla Jana Kazimierza. Realnie zagrożona była Warszawa, toteż króla obrano zgodnie z wolą hetmana zaporoskiego.

Los zakpił sobie z Polski. Gdy po śmierci Zygmunta III wierny Rzeczpospolitej hetman kozacki Kułaga-Petrażycki wysłał poselstwo domagające się udziału Kozaków w elekcji, otrzymał brutalną odpowiedź ze strony Albrychta Radziwiłła. Porównał on Kozaków do paznokci, a te co jakiś czas „należy przycinać”. W roku 1648 „paznokcie” nie dość, że wyraziły własne zdanie, to jeszcze ich głos okazał się decydujący.

Bitwa pod Beresteczkiem: zaciężni i pospolite ruszenie

Powstanie Chmielnickiego oderwało spod władzy królewskiej ogromne terytorium. Świadczy o tym fakt, że koncentracja wojsk polskich miała miejsce w Sokalu, tuż za obecną granicą na Bugu. W tym miejscu najpierw obóz przygotował hetman Mikołaj Potocki. Tam przybył też Jan Kazimierz. Zgromadziło się pospolite ruszenie i prywatne oddziały magnatów. Dwóch Radziwiłłów: Albrycht i Bogusław oceniali siły polskie na kolejno 100 i 80 tysięcy. Różnicą w rachunkach obu krewniaków była czeladź obozowa. Historycy liczbę wojsk polskich ustalają na około 75-80 tysięcy, z czego ponad połowę stanowiło pospolite ruszenie.

Siły zostały podzielone na 9 pułków jazdy i jeden, najliczniejszy, w którym zgromadzono całą piechotę, kawalerię cudzoziemską i artylerię, dowodzony osobiście przez Jana Kazimierza. Przy ostatnim z Wazów na polskim tronie zawiązano sztab, w którym znaleźli się między innymi Stefan Czarniecki, brat przyszłego króla – Marek Sobieski oraz znany z kart potopu Bogusław Radziwiłł. Z kolei Janusz, drugi z sienkiewiczowskich czarnych charakterów, dowodził wówczas armią litewską, której zadaniem było uderzenie od północy na Kijów.

Zarówno wojska królewskie jak i kozackie znalazły się w trudnym położeniu. Oddziały hetmańskie były długo nieopłacane i słabo zaopatrzone. Jan Kazimierz posunął się do zarekwirowania depozytów w miejscowym klasztorze, co dało bardzo mizerny efekt. W końcu, w wyniku zbiórki pieniędzy wśród możnowładców, udało mu się zebrać po 1000 tysiąc złotych dla każdej chorągwi zaciężnej. To i tak było niewystarczające, ale zdołało odciągnąć żołnierzy od rozejścia się. Standardowo problemy sprawiało pospolite ruszenie, w którym ciągle dochodziło do kłótni, a nawet potyczek całych oddziałów. W obozie polskim zapadały wyroki śmierci. W wojsku kozackim, podobnie jak polskie mającym problemy z aprowizacją, spod władzy hetmana zaporoskiego chcieli wymykać się chłopi. Chmielnicki ogłosił jednak, że Polacy chcą oddać Ukrainę na rabunek Tatarom, co skutecznie zapobiegło dezercjom. Słowa hetmana brzmiały wiarygodne, ponieważ w ostatniej ugodzie w Zborowie Polacy pozwolili powracającemu chanowi na grabież Bracławszczyzny i Podola.

Marazm w obozie polskim zmuszał do wyruszenia w nierozpoznany teren. Kozacy czekali wówczas na Tatarów w rejonie Tarnopola. Za radą Stefana Czarnieckiego, wówczas zaledwie porucznika, wyruszono w miejsce, w którym musiałby przejść Chmielnicki chcąc atakować. Tym miejscem były rozlewiska Styru, nieopodal Beresteczka.

Rozpoczął się marsz. Według niektórych źródeł przez górzysty i trudny do przebrnięcia teren przeprowadzono nawet 130-150 tysięcy wozów (sic!). W tym czasie wojska polskie były narażone na atak, którym Kozacy mogliby ich zmieść nawet znacznie mniejszymi siłami. Pospolite ruszenie odmawiało posłuszeństwa, wysuwało żądania, groziło nawet obraniem sobie "generalissimusa". Z kolei hetman Potocki wobec zastosowania nieznanych nowości w wojsku miał narzekając na swój los powiedzieć: „dajcie mi pokój, bo się nożem pchnę”. Król zlekceważył zarówno groźby możnego, jak i średniozamożnych, wiedząc, że żadna z nich nie znajdzie pokrycia w rzeczywistości.

Król-taktyk

25 czerwca wojska stanęły pod Beresteczkiem. Teren jaki zajęto nie pozwalał Tatarom na rozciągnięcie szyków, a Kozakom uniemożliwiał rozłożenie taboru i ustawienie artylerii. Z kolei Polacy korzystali z dużej i równej przestrzeni, na której mogli swobodnie manewrować. Wybór miejsca starcia był pierwszą wygraną tej kampanii. W dotychczasowych starciach Polakom przychodziło mierzyć się z taborem kozackim wspartym lekką jazdą tatarską, co uniemożliwiało znalezienie słabego punktu przeciwnika i było jedną z głównych przyczyn głośnych przegranych.

Rozpoznanie było słabe, podjazdy przynosiły szczątkowe informacje. Za to w przeddzień bitwy oddział Stefana Czarnieckiego przyprowadził do obozu kilka tysięcy sztuk bydła, co z pewnością poprawiło morale głodnych żołnierzy. Tego samego dnia doszły informacje o nadciąganiu Chmielnickiego i chana pod Beresteczko., zatrzymano więc pierwsze oddziały opuszczające obóz królewski.


Następnego dnia, 28 czerwca o dziewiątej rano rozpoczęła się bitwa pod Beresteczkiem. Pierwszy dzień upłynął na obustronnych podjazdach. Polacy rozproszyli w pewnym momencie Tatarów, lecz zapędzili się zbyt daleko od obozu i stracili osłonę ogniową. Sytuację, uderzeniem pancernych z lewego skrzydła, uratował Jeremi Wiśniowiecki. Około godziny 22. Polacy wrócili do obozu.

Pierwsze starcie, choć nie zadało żadnej ze stron poważnych strat, nadwątliło zaufanie między Kozakami i Tatarami. Chan przystąpił do wojny pewny słabości Polaków, o czym zapewniał go Chmielnicki. Z kolei hetman zaporoski, rozpiwszy się z powodu zdrady swojej żony, nie był już tym, kim był pod Żółtymi Wodami i Korsuniem. Udało mu się jednak zatrzymać chana, który zdecydował się następnego dnia na czele kozacko-tatarskiej jazdy zdobyć przeprawę na rzece Plaszówce. Starcia przypominały te z pierwszego dnia. Zaangażowane w nie były jednak zdecydowanie większe oddziały. Przełamanie stojącego w centrum pułku polskiego, zachęciło Tatarów do podejścia pod obóz. Tam jednak dała o sobie znać polska siła ogniowa. Kolejne salwy odpychały Tatarów, ale ostatecznie strzelców i artylerię wesprzeć musiała kawaleria. Kontrnatarcie kontynuując pogoń dało się wpędzić w okrążenie – zgodnie ze starą taktyką. Zawiódł sam Stefan Czarniecki. Po raz drugi tego dnia wykazał się za to Jeremi Wiśniowiecki, przychodząc z pomocą okrążonym. Mimo większych strat udało się stronie tatarsko-kozackiej osiągnąć cel, którym były przeprawy na rzece.

Trzeciego dnia wojska polskie ustawiły się w szyku holenderskim – w szachownicy, którą przeplatały oddziały piechoty i jazdy. Pod pozycje podeszły oddziały jazdy tatarskiej i kozackiej. Za nimi przesuwał się tabor. Jeźdźcy na pierwszej linii wzywali do wyjścia harcowników, jednak podjazdów zabronił król pod karą gardła. Zamierzeniem Jana Kazimierza było powolne przesuwanie się wszystkich oddziałów, co było taktyką nieznaną zarówno Kozakom, jak i Tatarom. Po długim ostrzale polskie centrum zaczęło przesuwać się powoli do przodu. O godzinie 15. zgodę na atak otrzymał faktycznie dowodzący prawym skrzydłem Jeremi Wiśniowiecki. Zaatakowane skrzydło jazdy kozackiej zostało wsparte przez Tatarów. Na nich król wysłał odwód, jednak i on wpadłby w pułapkę, gdyby nie przegrupowanie walczących oddziałów i ponowny atak na skrzydło. Po zachodzie słońca ordyńcy zaczęli uciekać – pozostawiono rannych. Chan zostawił nawet na polu bitwy swój namiot.

Pozostał tylko tabor kozacki dowodzony przez pułkownika Filona Dziadziałę. Chmielnicki miał pognać za chanem, by nakłonić go do powrotu. Prawdopodobne jednak jest, że szukał schronienia przede wszystkim przed swoimi podkomendnymi, którzy mieli w zwyczaju mordować przegranych dowódców. Chan nie okazał się jednak wyrozumiały dla hetmana i wziął w niewolę niedawnego sojusznika.

Druga ucieczka

Tymczasem tabor okopał się w zakolu rzeki, skąd miał dogodną pozycję do obrony, lecz nie uchroniło to przed problemami z aprowizacją. Zarówno po polskiej stronie, jak i po kozackiej dochodziły do głosu najróżniejsze koncepcje wyjścia z patowej sytuacji. 6 lipca do obozu zawitało poselstwo kozackie. Niejaki Krysa, pułkownik czehryński i jeden z posłów pozostawiony jako zakładnik przeszedł na stronę polską. Doradzał zbudowanie grobli na rzece i zatopienie swoich dawnych towarzyszy. Planu nie zrealizowano, jednak doceniono dobrą wolę dawnego watażki i rok później został nobilitowany.

W obozie kozackim brakowało autorytetu, który spoiłby wojsko w trudnej sytuacji. Chłopi nie ufali starszyźnie gotowej na ustępstwa. Władzę objął pułkownik Iwan Bohun. Postanowił zbudować przeprawę przez rzekę, jednak czerń nie znając jego planów uznała, że próbuje wymknąć się wraz z innymi pułkownikami. Wywołało to panikę. Dziki tłum zaczął w jednej chwili uciekać. Gdy Polacy zorientowali się w sytuacji, za uciekającymi wyruszyła pogoń. Kozacy topili się w czasie chaotycznej przeprawy przez bagna. Zabijano nie tylko żołnierzy, ale także duchownych, kobiety i dzieci, które znalazły się w obozie. Nie można określić strat kozackich. Jedne źródła mówią o trzech, a inne o trzydziestu tysiącach zabitych.

Pospolite ruszenie rozeszło się pod nieobecność króla. Kampania miała jednak swój dalszy ciąg. We wrześniu połączone siły Janusza Radziwiłła i hetmana Mikołaja Potockiego starły się z Kozakami pod Białą Cerkwią. Jednak Mikołaj Potocki odmówił wsparcia hetmanowi litewskiemu, twierdząc, że jego zadaniem jest przyniesienie pokoju, a nie wojny. Tam też doszło do nowych układów, które zresztą nigdy nie weszły w życie.

Beresteczko otwierało nowy etap konfliktu, do którego zaproszeni zostali Rosjanie. Car, co prawda z pewnym opóźnieniem, skorzystał z okazji i okazał się sojusznikiem bardziej słownym od Tatarów. Na nieszczęście i Polaków, i Kozaków.

Autorem tekstu Bitwa pod Beresteczkiem – pyrrusowe zwycięstwo Rzeczypospolitej jest Szymon Aleksander Grzegrzółka. Materiał został opublikowany na licencji CC BY-SA 3.0.

Czytaj także:
Piastowski książę, który dążył do zjednoczenia Polski. Niedługo po koronacji został zamordowany

Źródło: Histmag.org

Czytaj także

 1
  • bez-nazwy   IP
    Na początku chciałbym zwrócić uwagę na tytuł powyższego artykułu, który już sam w sobie zapowiada, że artykuł ten nie będzie przedstawiał faktów historycznych. Widać, że autor nie ma pojęcia czym jest pyrrusowe zwycięstwo. Pojęcie to używane jest w odniesieniu do bitew, które strona zwycięska okupiła ogromnymi stratami, niemal uniemożliwiającymi jej prowadzenie dalszych działań. Pod Beresteczkiem strona polska odniosła miażdżące zwycięstwo nad Kozakami i Tatarami, sama tracąc wg. różnych źródeł od 700 do 1000 ludzi. Straty po stronie przeciwnej wyniosły ok. 30 do 40 tysięcy. Czy w tej sytuacji król Jan II Kazimierz mógłby wzorem króla Pontu Pyrrusa powiedzieć "Jeszcze jedno takie zwycięstwo i będziemy zgubieni"? Mógłbym również zwrócić uwagę na błędy w dalszej części tekstu, takie jak czas trwania bitwy, faktyczna sytuacja polityczna tamtych czasów, czy definicja tzw. szyku szachownicowego i jego wykorzystanie przez króla Jana Kazimierza, jednak prostowanie tychże błędów zajęło by mi więcej miejsca niż sam artykuł. Zakończę więc mój komentarz prośbą do właścicieli strony. Zostawcie proszę opisywanie wydarzeń z przeszłości historykom.
    Dodaj odpowiedź 0 0
      Odpowiedzi: 0

    Czytaj także