Kontruderzenie znad Wieprza. Rocznica przełomowego momentu bitwy warszawskiej

Kontruderzenie znad Wieprza. Rocznica przełomowego momentu bitwy warszawskiej

Dodano: 
Piechota polska w marszu na front przed bitwą warszawską
Piechota polska w marszu na front przed bitwą warszawską / Źródło: Wikimedia Commons / domena publiczna
Był poranek 16 sierpnia 1920 roku. Nad rzeką Wieprz rozpoczynał się właśnie kluczowy dla losów wojny polsko-bolszewickiej manewr oskrzydlający. Skuteczne polskie uderzenie zmusiło armię bolszewicką do odstąpienia od planów zajęcia Warszawy.

Latem 1920 roku Wojsko Polskie znajdowało się w ciągłym odwrocie po nieudanej wyprawie kijowskiej. Wkrótce do ofensywy bolszewickiej w Galicji dołączyło uderzenie z terenów Białorusi. Sytuacja była trudna, Sowieci podchodzili już do Lwowa i Warszawy. Kierując się w stronę stolicy, powtarzali działania Paskiewicza z czasów powstania listopadowego, który usiłował przekroczyć Wisłę od północy — przez Płock i Włocławek. Armią bolszewicką dowodził młody oficer Michaił Tuchaczewski. Tak jak wielu mu podobnych, karierę zaczynał jeszcze za czasów carskich. Nad sobą miał Siergieja Kamieniewa - naczelnego dowódcę Armii Czerwonej, który jednak dawał mu dużą swobodę w operowaniu.

Po stronie polskiej miał przeciwko sobie Naczelnego Wodza Józefa Piłsudskiego. Frontem Północnym dowodził generał Józef Haller. Na Froncie Środkowym znajdował się Edward Rydz-Śmigły. Za koordynację działań odpowiadał jako szef sztabu generał Tadeusz Rozwadowski. Wszyscy mieli za sobą długi szlak bojowy sięgający jeszcze Legionów.

Bitwa warszawska 1920. Plan kontruderzenia znad Wieprza

Polskie dowództwo było zgodne co do tego, że należy przeprowadzić kontrofensywę. Dyskutowano jednak nad sposobem jej przeprowadzenia. Tadeusz Rozwadowski i francuski doradca przy polskiej armii Maxime Weygand wysuwali własne koncepcje, ale ostatecznie przyjęto plan Piłsudskiego, który zakładał oskrzydlenie Sowietów od Południa przy jednoczesnym zatrzymaniu ich na warszawskim przedmościu. Za sprawne opracowanie szczegółów koncepcji odpowiadał Rozwadowski jako szef sztabu.

Plan bitwy pod Warszawą który przyjęło dowództwo polskie był potencjalnie bardzo skuteczny, ale jednocześnie ryzykowny. Na południu od stolicy zamierzano skupić w okolicach Dęblina nad rzeką Wieprz silne zgrupowanie wojska, które miało zajść na tyły armii bolszewickiej i gdyby była możliwość, odciąć jej drogę odwrotu na wschód. Ryzyko polegało na konieczności osłabienia swojej obrony na północy i na warszawskim przedpolu, tam gdzie miał przypaść atak przeciwnika. Istniała też obawa upadku Galicji Wschodniej, której polska linia obrony znajdowała się wtedy w okolicach Lwowa.

Z całą pewnością dowództwo Armii Czerwonej nie spodziewało się tak silnego kontruderzenia. Szef Zarządu Operacyjnego Sztabu Armii Czerwonej Borys Szaposznikow uważał, że polskie wojsko jest wyniszczone ciągłymi walkami, a żołnierze niskiej jakości. Armii Czerwonej udało się nawet przechwycić rozkaz o koncentracji polskich dywizji na południu od Warszawy, ale uznano to za polską prowokację, która miała na celu odciągnięcie Sowietów od stolicy.

Poza tym na niekorzyść Sowietów działał wewnętrzny podział w Armii Czerwonej wśród dowódców radzieckich z Frontu Zachodniego i Południowego. Jegorow razem ze swoim oficerem politycznym Józefem Stalinem bojkotowali rozkaz podporządkowania się Tuchaczewskiemu, który od 2 sierpnia otrzymał władzę nad całym połączonym frontem. Ów buntowniczy duet prowadził wtedy działania dążące do zajęcia Lwowa i rozgrywał tym samym własne interesy polityczne.

Podział wśród Sowietów uniemożliwił im prowadzenie skoordynowanych działań i tym samym znacznie ułatwił Polakom kontruderzenie. Co więcej mimo odesłania Stalina i pozbawienia Jegorowa realnego dowodzenia armią, ciągłe problemy sprawiał dowódca Konarmii Siemion Budionny, który faktycznie podporządkował się Tuchaczewskiemu dopiero 20 sierpnia – w momencie kiedy front bolszewicki uległ już całkowitemu załamaniu.

Mimo tych czynników, polski manewr odbywał się w stanie ciągłego zagrożenia załamania frontu. Za jego wykonanie powziął odpowiedzialność sam Piłsudski. By zwiększyć kontrolę nad armią i móc lepiej orientować się w sytuacji kontruderzeniem, zdecydował się dowodzić osobiście. Przejął on również bezpośrednią kontrolę nad 600-osobowym oddziałem jazdy majora Jaworskiego. Ruch ten doprowadził do pewnego chaosu organizacyjnego i skomplikowania w łańcuchu dowodzenia, ponieważ Piłsudski piastował już funkcję Naczelnego Wodza, a więc dowódcy całych polskich sił zbrojnych.

W dniu 15 sierpnia, gdy prowadzono ostatnie przygotowania do kontruderzenia, jednocześnie m.in. w okolicach Radzymina, Ossowa i Nasielska toczyły się ciężkie walki. Kontrofensywę planowano początkowo na 17 sierpnia, ale w obliczu ryzyka klęski na froncie Józef Piłsudski zdecydował się na rozpoczęcie operacji dzień wcześniej. Aby zwiększyć morale wśród żołnierzy, dowódcy uzyskali pozwolenie na nadawania odznaczeń Virtuti Militari IV i V klasy.

Kontruderzenie znad Wieprza: przebieg

Nad ranem 16 sierpnia siły polskie przekroczyły rzekę Wieprz. Do uderzenia zgromadzono około 47-49 tysięcy żołnierzy, 759 karabinów maszynowych i 179 dział. Docelowo miały się zetrzeć z ewentualną obroną tzw. Grupy Mozyrskiej, która osłaniała lewe skrzydło armii Tuchaczewskiego. Jej stan ciągle pozostawał swego rodzaju zagadką dla polskiego rozpoznania.

W rzeczywistości Polacy mieli przeciwko sobie tylko 11 tysięcy czerwonoarmistów, 27 dział i 138 karabinów maszynowych. Przewaga była więc przytłaczająca. Tempo operacji i szybkie sukcesy przeszły najśmielsze oczekiwania Piłsudskiego. Jak stwierdzał Naczelnik, większość dywizji szła właściwie bez żadnego kontaktu z wrogiem i jedynie 21 dywizja przeprowadziła „lekki i bardzo łatwy bój” przy zajmowaniu Kocka. Wojsko Polskie kończyło pierwszy dzień operacji pełnym sukcesem. Do dobrych wiadomości doszedł jeszcze fakt, że Polacy odnieśli znaczne sukcesy na północ od Warszawy, wygrywając bitwę o Nasielsk.

Armii Czerwonej groziło ogromne niebezpieczeństwo - mogła zostać wzięta w kleszcze od zachodu i południa. Siły polskie dokonujące manewru nad Wieprzem były po całodniowej operacji rozciągnięte na linii Garwolin-Żelechów-Radzyń-Komarówka-Włodawa. Plan na pierwszy dzień został wykonany całkowicie. Następnego dnia miało pójść uderzenie na Mińsk Mazowiecki. Piłsudski nadal był pod wrażeniem łatwości manewru. Spodziewał się natrafić na zdecydowany opór i ciężko było mu uwierzyć w tak łatwy sukces. Jak sam pisał we wspomnieniach, ciągle zadawał sobie pytanie, gdzie znajduje się główne zgrupowanie wojsk bolszewickich. Wszelkie świadectwa i rozwój sytuacji świadczyły jednak, że Armia Czerwona była w pełnym odwrocie:

Gdzież więc jest 16. armja? Gdym jechał do Mińska, świadczyły o niej armaty, zostawione bez zaprzęgów i bez obsługi w polu, świadczyły o niej dość liczne trupy ludzi i koni obok szosy, świadczyła wreszcie ludność, która z zachwytem opowiadała mi, zatrzymując auto, gdy mnie poznawano, że "bolszewiki uciekały w bezładzie i w popłochu na wszystkie strony.

 0

Czytaj także