Nocna operacja przy pierwszych lampach naftowych. Tak rozpoczęła się kariera polskiego króla nafty

Nocna operacja przy pierwszych lampach naftowych. Tak rozpoczęła się kariera polskiego króla nafty

Dodano: 
Ignacy Łukasiewicz na portrecie pędzla Andrzeja Grabowskiego
Ignacy Łukasiewicz na portrecie pędzla Andrzeja Grabowskiego Źródło: Wikimedia Commons / domena publiczna
31 lipca 1853 r. we Lwowie dr Zaorski, chirurg, operował swojego pacjenta Władysława Holeckiego. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że operacja odbyła się w nocy, w sali oświetlonej jednymi z pierwszych lamp naftowych Ignacego Łukasiewicza. Pacjent przeżył.

– Panie! Kupmy więcej tego oleju!

– Na co, będziemy go pili?

– Będziemy świecić!

Powyższy dialog miał miejsce na początku 1853 roku i odbył się między Ignacym Łukasiewiczem i jego szefem, Piotrem Mikolaschem, właścicielem znakomitej lwowskiej apteki. Ten drugi jest znanym przedsiębiorcą i farmaceutą, ten pierwszy: świeżo upieczonym magistrem farmaceutyki, pięć lat temu wypuszczonym na wolność z austriackiego więzienia.

Spokojny, skromny młodzieniec o cichych oczach siedział w nim za kontakty z konspiracją Towarzystwa Demokratycznego Polskiego. Mimo to, a może dzięki temu, znalazł pracę w najlepszej lwowskiej aptece i wielką sympatię szefa, dzięki wsparciu którego ukończył studia. Po uzyskaniu dyplomu wrócił do Mikolascha i rozpoczął pracę za kontuarem.

A także przy alembiku.

Oleju skalnego zastosowania wszelakie

Nafta, czyli jedna z lżejszych (0,78-0,81 g/cm3) frakcji ropy naftowej, jest niemal równie stara, co medycyna. Pierwsze źródła dotyczące jej użycia pojawiają się w IX wieku i są autorstwa Abu Bakra Muhammada ibn Zakarijji ar-Raziego, lepiej znanego jako Razes. Opisał on jako pierwszy lecznicze zastosowanie nafty. Stosuje się ją, nawiasem mówiąc, po dziś dzień w leczeniu zapaleń spojówek, sutków, małżowin usznych etc., a także w przypadku mdłości, halucynacji, nudności, choroby lokomocyjnej, przekrwień głowy i tak dalej.

Nic więc dziwnego, że apteki miały naftę w swym asortymencie i mikolaschowa Apteka Pod Złotą Gwiazdą nie była wyjątkiem. Lekarstwo miało pewien zasadniczy feler – trzeba je było, płacąc bajońskie sumy, sprowadzać aż z Włoch. Dążący do obniżenia kosztów Łukasiewicz zaczął pracować nad ulepszeniem metod destylacji. Surowiec sprowadzano ze studni w Słobodzie Rungurskiej.

Historia ruszyła, gdy pewnego dnia (nieznana jest dokładna data) do Apteki Pod Złotą Gwiazdą przyszedł Żyd i zaproponował sprzedaż butelki ropy. Zdumiony Ignacy Łukasiewicz dowiedział się, że pochodzi ona z okolic Borysławia, gdzie chłopi zbierają ją z zagłębień oraz stawów i używają w profilaktyce fascjolozy, zwanej wtedy chorobą motyliczną.

Zaczął ją skupować i następnie, oczyszczoną, sprzedawać jako lekarstwo. Nieznana jest dokładna metoda, jaką się posługiwali Łukasiewicz i jego kolega z apteki, Jan Zeh. Prawdopodobnie była to procedura opisana w Osterreichische Privincial. Pharmacopoea: „Bierze się żółty lub czerwony olej skalny, w dowolnej kolejności i napełnia się nim obszerną szklaną retortę, z kolei dolewa się doń około dziesięciokrotnej ilości wody, zakłada przedłużenie odbieralnika i rozpoczyna destylację na łaźni piaskowej”.

Cała trójka, a więc Mikolasch, Zeh i właśnie Ignacy Łukaszewicz doszła do wniosku, że dzięki niskiej cenie mogą być niezwykle konkurencyjni wobec włoskiego Oleum Petrae alba, jak nazywano specyfik. Aptekarze zawiązali spółkę o kapitale 2500 guldenów, za którą to sumę kupili kilkanaście tysięcy garncy (prawdopodobnie nowopolskich, liczących 4 litry) ropy i przystąpili do destylacji. Otrzymane Oleum Petrae alba zaczęli rozsyłać do coraz dalej położonych aptek… i szybko stanęli na krawędzi bankructwa.

Okazało się, że ich produkt nie wzbudził żadnego zastosowania, gdyż preferowano znany od dawna specyfik włoski. Zamówienia opiewały na drobiazgowe ilości rzędu paru funtów, nie dających najmniejszej szansy na uratowanie przedsięwzięcia. Aż do momentu, gdy nie zadziałał wszechmocny przypadek.

Ignacy Łukasiewicz i jasna noc w szpitalu

W ciągu kolejnych prób Ignacy Łukasiewicz trafił w końcu na właściwą frakcję, odbieraną w temperaturze 250-350 stopni C, pozbawioną lekkich benzyn oraz ciężkich węglowodorów. Otrzymana nafta doskonale się paliła, farmaceuta postanowił więc zastosować ją do oświetlania pomieszczeń.

Pierwsza próba zastosowania nowego paliwa w lampie olejnej omal nie skończyła się poparzeniem aptekarza, bowiem z powodu odmiennych właściwości fizykochemicznych obu substancji lampa po prostu eksplodowała. Łukasiewicz poprosił więc o pomoc lwowskiego blacharza, Adama Bratkowskiego, z którym przerobili lampę olejną na taką, w której można by użyć nafty, z czasem zaś skonstruowali właściwą lampę naftową.