Polskie czołgi w Normandii. Czołgiści gen. Maczka w bitwie pod Falaise

Polskie czołgi w Normandii. Czołgiści gen. Maczka w bitwie pod Falaise

Dodano: 

Walki w tym dniu tak opisuje Zbigniew Mieczkowski (2. Pułk Pancerny):

Uderzaliśmy na umocnionego, przygotowanego przeciwnika, zupełnie niezmiękczonego bombardowaniem ani nawet nawałami artyleryjskimi. Dwa szwadrony naszego pułku przestały istnieć. Straciliśmy pół pułku w sprzęcie. Ja byłem szczęściarz, jak zwykle. Przebywałem w 3. szwadronie pancernym, który nie uderzył, my tylko strzelaliśmy ogniem z dział i zasłonami dymnymi, żeby osłonić wycofujących się kolegów. Umożliwiliśmy wycofanie się rannym. Mieliśmy pół pułku strat w sprzęcie, dużo zabitych i rannych. Pierwszego dnia. Było to straszne doświadczenie. Następnego dnia staliśmy w Cauuvicourt i otrzymaliśmy uzupełnienia. Później nie mieliśmy już żadnych uzupełnień, do chwili, kiedy zaczęliśmy brać jeńców z Wehrmachtu pochodzenia polskiego.

Po walkach 3. Brygada Strzelców przejęła stanowiska oddziałów 10. Brygady Kawalerii Pancernej, która przeszła na nocny biwak. W tym czasie w Brygadzie wymieniono utracone maszyny oraz uzupełniono straty osobowe.

Ataki na niemieckie pozycje zostały ponowione 9 i 10 sierpnia. Mimo początkowych sukcesów, polscy żołnierze razem z żołnierzami kanadyjskimi nie zdołali przełamać niemieckich linii obronnych. 11 sierpnia dowódca kanadyjskiego 2. Korpusu postanowił zakończył działania w ramach operacji „Totalize”. Dywizja w pierwszym okresie walk straciła 121 zabitych i 499 rannych. Utracono wielu specjalistów. Na skutek ostrzelania lub zapalenia stracono 66 maszyn.

Działania Dywizji w operacji „Tractable”

W dowództwie kanadyjskiego 2. Korpusu przygotowano nowy plan przełamania niemieckiej linii i zajęcia Falaise. Operacja miała kryptonim „Tractable”. W ramach niej 1. Dywizja Pancerna otrzymała zadanie wykonania pomocniczego uderzenia na kierunku Caen-Falaise w celu opanowania wzgórza 206.

Rozpoczęcie działań poprzedził nalot lotniczy wykonany przez amerykańskie lotnictwo. Przyniósł on duże straty po stronie polskiej oraz kanadyjskiej i okazał się całkowicie nieudany. Po rozpoczęciu działań Kanadyjczycy dość szybko przekroczyli rzekę Laison. To spowodowało, że gen. Simonds postanowił, że 1. Dywizja Pancerna zostanie skierowana na lewe skrzydło 2. Korpusu. Dywizja wykonała to zadanie 15 sierpnia 1944 r., jednocześnie zajmując przeprawy na rzece Dives w rejonie Jort. Zajęcie przyczółków na rzece znacząco ułatwiło dalsze działania w tym rejonie walk.

W kolejnych dniach 1. Dywizja Pancerna prowadziła działania mające na celu opanowanie rejonu w dolinie górnego brzegu rzeki Dives. Dowództwo Dywizji postanowiło zająć teren od Norrey-en-Auge przez Les Champeaux do Mont Ormel w pobliżu Chambois.

Zadaniem żołnierzy gen. Maczka 17 sierpnia 1944 r. było opanowanie wzgórz położonych 4 km na północ od Trun. Rozpoznanie na tym kierunku przeprowadził rozpoznawczy 10. Pułk Strzelców Konnych. Tego samego dnia do sztabu Dywizji przyszedł rozkaz o natychmiastowym opanowaniu Chambois. Kluczowym punktem w rejonie miasta było wzgórze 262, nazwane przez polskich żołnierzy „Maczugą”. Rejon Chambois opanować miało zgrupowanie pod dowództwem ppłk Koszutskiego, a rejon wzgórza 262 zgrupowanie taktyczne 10. Brygady Kawalerii Pancernej.

Zgrupowanie ppłk Koszutskiego pomyliło jednak drogę i zamiast zająć Chambois, dotarło w rejon Les Champeaux. Kiedy gen. Maczek dowiedział się o zaistniałej sytuacji, nakazał zgrupowaniu mjr. Zgorzelskiego zająć Chambois (zadanie to wykonano), natomiast wzgórze 262 opanowały pozostałe oddziały Dywizji.

18 sierpnia rozpoczęły się decydujące walki. Wojska niemieckie starały się za wszelką cenę wydostać się z okrążenia w rejonie Trun, Chambois, Coudehard, Ecorches. Wydarzenia te tak opisuje Marian Słowiński z 1. Pułku Pancernego:

Po zorganizowaniu się w okolicy Arromanches, pamiętam, że żeśmy ruszyli w kierunku Falaise, Chambois. Dość daleko. Rozmaicie po drodze było. Wyjątkowo pamiętam 19 sierpnia 1944 roku, kiedy dowiadujemy się, że 2. Pułk nie idzie w tym kierunku na Maczugę, a troszeczkę zbłądził. Alarm rano. Robiłem śniadanie, woda już prawie się ugotowała. Wszystko wylewam, pędzę do czołgu. Lecimy do przodu – 1. Pułk Pancerny idzie na Falaise, Chambois. Mamy dotrzeć tam jak najszybciej. Kiedyśmy dotarli w okolice Chambois, otrzymaliśmy rozkaz zdobycia wzgórza 262. Pamiętam, że pędziłem jeden z pierwszych w tym tłumie czołgów pułkowych. W kurzu jeden drugiego nie widział. Żeśmy pędzili strasznie, nie zważając na nic. Pamiętam jak dzisiaj, wpadliśmy na wzgórze 262 przed godziną trzynastą. Kiedy żeśmy się rozparcelowali na nim, a czołgów było ponad pięćdziesiąt, i kiedyśmy spojrzeli w dół, to żeśmy oszaleli, co się dzieje na dole. Cała masa wojsk niemieckich, cała masa broni pancernej, czołgów, wozów konnych, samochodów – wszystko się przemieszcza: w lewo, w prawo, pogubione, pozamykane. Nikt nie wie, w którą stronę iść. My na górze, a przed nami gdzieś czterysta-pięćset-tysiąc metrów, cała masa tych wojsk niemieckich. Kiedy pułkownik Aleksander Stefanowic dał rozkaz otwarcia ognia, to nie trzeba było nawet celować. Się tłukło strasznie... Okropne to było widowisko, ale muszę coś powiedzieć: tutaj poczułem się wreszcie panem sytuacji. Tym, który jest na górze. Ciężkie były te trzy dni. Okropne. Spać nie mogliśmy. W nocy Niemcy podchodzili nas i kolegom nożami podcinali gardła nawet. Nie wolno było zasnąć w czołgu. Nie było nic do picia. Jedzenia nie było. Zmęczenie było ogromne.

19 sierpnia 1944 Chambois oraz wzgórze 262 zostały opanowane. W dniach od 17-19 sierpnia 1944 szczególnie odznaczyli się żołnierze 10. Pułku Strzelców Konnych, którzy wykonali doskonałą pracę rozpoznawczą na wyznaczonych kierunkach działań, co uchroniło 1. Dywizję Pancerną od poniesienia dużych strat w walkach.

 0

Czytaj także