Serial „Wikingowie” a realia historyczne. Skala nieścisłości jest dosyć szeroka

Serial „Wikingowie” a realia historyczne. Skala nieścisłości jest dosyć szeroka

Dodano: 

Wiąże się to z dziwnym sportretowaniem prawie wszystkich ich przeciwników, jako, co by nie mówić, leszczy i idiotów. Pierwsze określenie wynika chyba znów z oparcia się na klasycznym stereotypie, gdzie mamy starcie silnych i potężnych wikingów z surowej Północy, w kontraście do takich Anglosasów, którzy przy tytułowych bohaterach prezentują się jak wymoczki. Ta dysproporcja czystej siły w walce jest czasem doprowadzona do takiego absurdu, że tylko brakuje, aby wikingowie wszystkich swoich wrogów łamali dwoma palcami.

Ale to nie wszystko, bo jeszcze zaniedbano sposób walki tych przeciwników. W prostych słowach można go opisać, „szturmujemy do końca, albo zwyciężając, albo się wykrwawiając… nawet jeśli ostatnie dziesięć razy się wykrwawialiśmy”. Jest to tak głupie jak brzmi, a ostatecznie także spłyca materiał do prostego schematu – wikingowie wygrywają tylko dlatego, że są więksi i silniejsi, a ich oponenci przegrywają dlatego, że nie są zbyt bystrzy. I cud, że w ogóle umieją trzymać miecze.

I jest jedna rzecz którą, muszę zaznaczyć przy kwestii walki. Nie chciałem tego robić, bo poruszana była pewnie tysiące razy, ale niestety… bez tego się nie da. Bronie i zbroje. Jest to pole do łatwego wynajdywania groteskowych wręcz nieprawidłowości, że pozwolę sobie przytoczyć zaledwie te najbardziej rażące. W scenach bitewnych widać częstą praktykę władania dwoma mieczami lub toporami w walce, a także brak tarcz u głównych bohaterów. Niemniej cieszy to, że jedyną bronią wikinga nie jest tu stereotypowy topór. Duża reprezentatywność mieczy zawsze na plus.

Ale zbroje… Odynie czy ty to widzisz?! Odebranie wikingom różnorakich barw można jeszcze tłumaczyć chęcią utrzymania ciemniejszej, zimnej i bardziej surowej palety serialu. Jednak wpakowanie ich w skórzane zbroje woła o pomstę do nieba. I to jeszcze w skórę wyglądającą jak współczesna! Sprawia to, że bohaterowie serialu w tych ubraniach wyglądają jak pierwszy lepszy skandynawski zespół metalowy.

A zjawisko występowania formacji, które z gołymi klatami wbiegają w tłum wrogów jak berserkerzy, pozwolę sobie przemilczeć. Choć dla mnie i tak prezentuje się to lepiej niż Anglosasi z pierwszych sezonów, w zbrojach których wykorzystano elementy z XVI wieku. Przez to wyglądają jak bohaterowie z gry komputerowej, którzy założyli na siebie taki zestaw tylko dlatego, że będą mieli dzięki niemu większe statystyki.

Nie mam więc zamiaru pastwić się nad departamentem kostiumów, bo i tak już pozbierali cięgi, a i nie to jest clue serii, jeżeli chodzi o dokładność historyczną. Prawdziwy stosunek do historii w „Wikingach” dostrzeżemy w najważniejszej ich części składowej – postaciach.

Czas, w którym trudno się połapać

Postacie to jeden z najjaśniejszych punktów serialu. Bez wątpienia to właśnie ich nakreślenie i relacje między nimi stanowią platformę, na której bazuje opowieść. Próżno szukać tu dwuwymiarowości, a każdy ma swoje zrozumiałe motywy i przechodzi drogę na przestrzeni całego serialu, ewoluując wraz z historią. Tak naprawdę, głównym motywem serialu są tu właśnie postacie i relacje pomiędzy nimi.

Wszystkie wydarzenia są przy tym płaszczyzną do przedstawienia wspólnego braterstwa, koleżeństwa czy zażyłych więzi rodzinnych. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że „Wikingowie” to saga rodzinna. Plejada postaci w serialu jest ogromna, a mimo to twórcom udało się każdą z nich nakreślić w świetny sposób. Jej głównym bohaterem jest Ragnar Lothbrok, któremu wtórują rodzina i przyjaciele. Wymienić tu można chociażby żony Ragnara – Lagerthę i Auslag, jego synów Björna, Ivara, Ubbe’a, Hvitserk’a i Sigurda, brata Rollo czy przyjaciela Athelstana. No dobrze, ale jak to ma się do ukazywania historii?

Pewnie niektórzy zauważyli, że wymienione przeze mnie imiona, pokrywają się w części z zapiskami z kronik i sag o wikingach. Każda znacząca w serialu postać jest mniej lub bardziej wzorowana na figurach, których istnienie jest w przynajmniej częściowo potwierdzone. Chociażby serialowy Ragnar Lothbrok jest kalką Ragnara Lothbroka ze średniowiecznych źródeł, jak „Gesta Danorum”.

Ragnar Lothbrok w serialu „Wikingowie”

Tego typu materiały stanowiły właśnie bazę do utworzenia opowieści w „Wikingach”. Oczywiście trudno je uznać za wiarygodne źródło informacji. Wszak spisywane były wieki po przedstawionych wydarzeniach i to często na podstawie przekazywanych ustnie opowieści, bądź tendencyjnych zapisków. Przez to postać Ragnara jest dosyć wątpliwa historycznie, nawet jeżeli jest inspirowana życiorysami osób, które na pewno chodziły po ziemi. Powiedzmy więc, że jest ona półlegendarna. I właśnie drogą legendy Ragnara postanowili pójść twórcy tworząc szkielet historii serialu.

Ragnar w „Wikingach” jest bazą, wokół której zostały zebrane różne, najbardziej charakterystyczne wydarzenia i postacie całej epoki. Wszystko na potrzeby stworzenia z serialowego protagonisty postaci czysto epickiej – takiej, która ma decydujący wpływ na losy otaczającego go świata. Ragnar jest w serialu ucieleśnieniem epoki wikingów i ich archetypem, jaki twórcy chcieli przedstawić. Jest jednakowo brutalny, waleczny i charyzmatyczny niczym rasowy przywódca, ale też opiekuńczy i lojalny wobec bliskich.