Kastracja i samokastracja. Dawniej była karą, ale wierzono też w jej zdrowotne działanie

Kastracja i samokastracja. Dawniej była karą, ale wierzono też w jej zdrowotne działanie

Dodano: 
Średniowieczna miniatura. Bóbr uciekający przed myśliwym dokonuje samokastracji
Średniowieczna miniatura. Bóbr uciekający przed myśliwym dokonuje samokastracji Źródło: Wikimedia Commons / domena publiczna
W średniowieczu wierzono, że kastracja może mieć zbawienne działanie dla cierpiących na przepuklinę, padaczkę, czy nawet trąd. Jednak przede wszystkim była ona uznawana za skuteczny sposób na uwolnienie od pożądliwych myśli, czy karę dla cudzołożników i gwałcicieli.

Wątek kastracji przewijał się w kompendiach wiedzy przyrodniczej późnego antyku. Już wówczas nadawano jej głęboki sens etyczny, odwołując się do przykładu bobra. Panowało przekonanie, że ścigany przez myśliwych bóbr (po łacinie zwany castor, właśnie z powodu przypisywanej mu czynności) wiedząc, że myśliwi polowali na niego z uwagi na lecznicze właściwości jego jąder, odgryzał je sobie i rzucał prześladowcom, aby uratować życie. Co więcej, jeśli pozbawiony już jąder bóbr zobaczył, że ścigał go kolejny myśliwy, zwierzę stawało przed nim pokazując, że porzuciło już poszukiwaną przez łowcę część ciała, zatem dalszy pościg był pozbawiony sensu.

Za Fizjologiem, anonimowym dziełem z II wieku n.e. (źródłem inspiracji średniowiecznych bestiariuszy poświęconych zwierzętom) późnoantyczni i średniowieczni teologowie powtarzali parenetyczną (to znaczy – pouczającą) interpretację zachowania bobra, nadając mu głębokie znaczenie symboliczne. W takim duchu wypowiadał się w XI wieku Piotr Damiani. Tłumaczył on, że podobnie jak bóbr, który chcąc ocalić życie porzuca pożądaną przez swoich prześladowców część ciała, również człowiek (nękany przez zakusy szatana) powinien porzucić swoje grzechy, wycinając z duszy i serca nieprzyzwoite zamiary, a następnie pokazać, że pozbawił się wszelkich narzędzi lubieżności i wobec tego nie warto już go prześladować.

Kastracja w średniowieczu. Remedium na problemy ciała i duszy

Niezależnie od domniemanych cudownych właściwości jąder bobra, kastracja funkcjonowała w średniowiecznej medycynie jako skuteczne remedium na rozmaite dolegliwości. Przy pomocy wspomnianego zabiegu antyczni i średniowieczni medycy usiłowali zwalczać: łysienie, artretyzm, przepuklinę, jak również trąd czy padaczkę – wierzono, że pożądanie seksualne może być przyczyną dwóch ostatnich, a w niektórych przypadkach nawet pogłębia związane z nimi dolegliwości.

O skuteczności kastracji przekonywał w XIII wieku św. Tomasz z Akwinu tłumacząc, że jest ona dopuszczalna tylko w sytuacji, kiedy chodzi o uratowanie całego ciała. Jest to o tyle istotne zastrzeżenie, że w pewnym momencie ubezpłodnienie zaczęło być postrzegane jako najskuteczniejsza metoda ograniczenia pożądania seksualnego, a zatem również gwarancja zachowania czystości.

Dokonywanie samokastracji z pobudek religijnych mogło się wiązać ze sposobem rozumienia przywołanych w Ewangelii według św. Mateusza słów Jezusa:

Bo są niezdatni do małżeństwa, którzy z łona matki takimi się urodzili; i są niezdatni do małżeństwa, których ludzie takimi uczynili; a są i tacy bezżenni, którzy dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni. Kto może pojąć, niech pojmuje! (Mt 19,12)

Radykalna interpretacja ewangelicznej myśli na temat tych, którzy „dla królestwa niebieskiego sami zostali bezżenni”, skłaniała niektórych duchownych i teologów do pozbawienia się narządów płciowych. Jak podaje Euzebiusz z Cezarei w Historii Kościoła, Orygenes (185–254), jeden z najsłynniejszych Ojców Kościoła miał opłacić chirurga, by ten go wykastrował.

Wskutek zabiegu mógł nauczać nie tylko mężczyzn, lecz także kobiety, wolny od wszelkich pożądliwych myśli. Wydaje się jednak, że z czasem przyszło mu pożałować swojego rozumienia słów Jezusa – w Komentarzu do Ewangelii św. Mateusza przestrzega bowiem przed interpretowaniem ewangelicznych myśli „według ciała i według litery”.

Radykalna interpretacja fragmentu biblijnego skłaniała również do poddawania się kastracji członków działającej w połowie III wieku w Rzymie sekty walezjan. Takim praktykom sprzeciwiono się w 325 roku w czasie I soboru nicejskiego. Postanowiono wówczas, że jeśli ktoś zostanie eunuchem nie z przyczyn zdrowotnych ani nie z powodu kastracji dokonanej przez barbarzyńców, nie może pozostać w stanie duchownym. Kastracja nie może być bowiem substytutem samokontroli: można odczuwać popęd seksualny, lecz trzeba się mu przeciwstawiać dzięki sile woli, nie zaś dokonując samookaleczenia.

Kastracja mistyczna i rzeczywista

Mimo soborowych postanowień kastracja jako gwarancja zachowania czystości wciąż wydawała się być kuszącym rozwiązaniem. Nie tylko dlatego, że dawała pewność. Odsuwała również wszelkie podejrzenia. Wiedząc, że pozbawienie się narządów płciowych nie spotkałoby się z aprobatą Kościoła, niektórzy teologowie znajdowali pocieszenie w koncepcie tzw. mistycznej kastracji – symbolicznego, duchowego aktu, mającego uwalniać od pożądania.

Symbolicznej kastracji miał doświadczyć Hugo z Avalon, biskup diecezji Lincoln (1140–1200). Zanim to się stało, Hugo miał przeżywać ogromne katusze z powodu wszechobecnych pokus i targających nim żądz. Pewnej nocy miał sen, w którym odwiedził go zmarły przeor kartuzów, Bazyli, i widząc udrękę Hugona pozbawił go organów płciowych. Biskup Lincoln postrzegał ten symboliczny zabieg jako boski dar, uwalniający go od ziemskich pokus. Odtąd miał już nigdy nie cierpieć z powodu seksualnych żądań swojego ciała i mógł przebywać w towarzystwie kobiet bez ryzyka, że jego zachowanie wywoła skandal.