Burzliwa historia pierwszej wolnej elekcji. 450 lat temu Henryk Walezy został wybrany królem

Burzliwa historia pierwszej wolnej elekcji. 450 lat temu Henryk Walezy został wybrany królem

Dodano: 
Obraz Jana Matejki: Potęga Rzeczypospolitej u zenitu. Złota Wolność. Elekcja R.P. 1573
Obraz Jana Matejki: Potęga Rzeczypospolitej u zenitu. Złota Wolność. Elekcja R.P. 1573 Źródło: Wikimedia Commons / domena publiczna
Henryk Walezy został ogłoszony wybranym w pierwszej wolnej elekcji królem Polski 11 maja 1573 roku. Szlachta nie dokonała jednak wyboru zgodnie. W czasie elekcji Rzeczpospolita stanęła w obliczu wojny domowej.

Zgodnie z postanowieniami konwokacji warszawskiej zjazd elekcyjny rozpocząć się miał 6 kwietnia 1573 roku w podwarszawskiej wsi Kamień. Nie był to termin zbyt fortunny, na co składały się przede wszystkim dwa czynniki. Był to okres poświąteczny, a na dodatek wybór dokonywać się miał w niekorzystnych warunkach pogodowych związanych z roztopami po długiej i ciężkiej zimie.

Pierwsza wolna elekcja. Zjazd, jakiego Rzeczpospolita nie widziała

Tak wczesny termin tłumaczono jednak zarówno względami bezpieczeństwa (traktując rozmyte drogi jako ochronę przez zorganizowanymi najazdami), jak chęcią jak najszybszego zakończenia okresu bezkrólewia, które coraz bardziej krępowało aparat państwowy. Tym niemniej wspomniane wyżej okoliczności mogły w sposób znaczący ograniczyć liczbę uczestników elekcji – zwłaszcza jeśli chodzi o przedstawicieli odległych ziem. Termin nie przeszkadzał zapewne jedynie mieszkańcom okolic Warszawy. Spodziewano się więc tłumnego przybycia szlachty mazowieckiej, czego obawiali się głównie protestanci, którzy już na konwokacji wysuwali argument, iż przewaga ilościowa katolickiej szlachty mazowieckiej może wypaczyć wynik elekcji.

Pierwsi elektorzy przybyli na pole elekcyjne już 5 kwietnia i zajęli miejsca na rozległych błoniach. Pomimo wspominanych niekorzystnych okoliczności, ilość uczestników elekcji przerosła najśmielsze oczekiwania. Reinhold Heidenstein napisał, iż: „zjechało się do Warszawy takie mnóstwo Senatorów i ludzi rycerskiego stanu, jakiego nigdy razem na jednym miejscu w tym kraju nie było”.

Świętosław Orzelski dodał, że: „zjechawszy się do Warszawy wypełnili całkiem miasto i przedmieścia, a co dzień wzrastał ich napływ, także rozsiedlili się namiotami po polach okolicznych, a gdy i tego było nie dość, przebyli Wisłę po moście […] i zajęli błoń, rozbijając na niej po większej części namioty”. Najbardziej szczegółowe informacje o liczbie przybyłej szlachty zawarł w swoim pamiętniku Jean Choisnin. Szacował on, że na elekcję przybyło około 50 tysięcy ludzi, a w tym około 10 tysięcy Mazowszan.

Były to jednak tylko osoby uprawnione do głosowania. Choisnin uzupełnia swoje obliczenia, wspominając, że: „w biegu 3 mil około Warszawy, znajdowało się pewnie ludzi z końmi nie mniej jak sto tysięcy” – wraz ze szlachtą na pole elekcyjne przybyła masa służby, dworzan i tym podobnych. Do tego dodajmy również zgromadzone pod Warszawą wojsko z Rusi i Podola, które przybyło, aby domagać się wypłaty zaległego żołdu.

Zgromadzenie elekcyjne kilkunastokrotnie przewyższało więc swymi rozmiarami liczbę mieszkańców ówczesnej Warszawy, istotnym problemem stało się zatem zapewnienie miejsca pobytu dla zgromadzonej szlachty, a także zachowanie porządku publicznego, co było trudne w tak dużym, rozgrzewanym temperaturą walki politycznej tłumie. Dlatego też zabroniono przybywać na elekcję pod bronią, a za każde użycie przemocy karać miano śmiercią. W atmosferze potężnego „jarmarku politycznego”, jakiego nie widziała zapewne nie tylko Rzeczpospolita, ale i Europa, przystąpiono do obrad sejmu elekcyjnego.

Kłótnie i spory

Pierwszy dzień pochłonęły sprawy organizacyjne. Przygotowano miejsce obrad senatu, jakim miał być potężny namiot odziedziczony po zmarłym królu, wybrano po 10 posłów z każdego województwa, którzy mieli się przysłuchiwać posiedzeniom senatu, oraz ustalono wstępny program sejmu. Zgodnie z postanowieniami konwokacji na początku wystąpić mieli posłowie zagraniczni, następnie dokonana miała być korektura prawa, na końcu zaś przystąpić miano do elekcji.

Już sam początek obrad pokazał, że konwokacja warszawska, chociaż ustaliła podstawy funkcjonowania państwa w czasie bezkrólewia, a także wyznaczyła termin elekcji, nie spełniła pokładanych w niej oczekiwań. Niemal codziennie ktoś kwestionował kolejne jej postanowienia, często uznając ją za nielegalną. Podważono między innymi opracowane na styczniowym zjeździe zasady elekcji władcy. W szczególności krytyce poddano rozwiązanie nakazujące losowanie, jeśli dwóch kandydatów uzyskałoby podobną ilość głosów. Ostatecznie zdecydowano się wybierać króla aż do osiągnięcia powszechnej zgody.