Zwycięstwo pod Monte Cassino. Krwawy symbol poświęcenia polskich żołnierzy w walce z nazizmem

Zwycięstwo pod Monte Cassino. Krwawy symbol poświęcenia polskich żołnierzy w walce z nazizmem

Dodano: 
Polscy żołnierze w ruinach klasztoru na Monte Cassino 18 maja 1944 roku
Polscy żołnierze w ruinach klasztoru na Monte Cassino 18 maja 1944 roku Źródło:Wikimedia Commons / domena publiczna
Dokładnie 80 lat temu żołnierze 2. Korpusu Polskiego pod dowództwem gen. Andersa zajęli ruiny klasztoru na Monte Cassino. W ten sposób Polacy przeważyli losy zwycięstwa aliantów w jednej z największych lądowych bitew II wojny światowej.

Brytyjski historyk Matthew Parker napisał o niej, że była największą lądową bitwą w Europie oraz najcięższą i najkrwawszą z walk zachodnich aliantów z niemieckim Wehrmachtem na wszystkich frontach drugiej wojny światowej. Wielomiesięczna zwycięska bitwa o Monte Cassino, bo to o niej mowa, otworzyła wojskom sprzymierzonym drogę na Rzym. Wojskom, w których pełno było żołnierzy z całego świata.

Jednak kluczową rolę w walkach pod Monte Cassino odegrali polscy żołnierze z 2. Korpusu Polskiego pod dowództwem gen. Władysława Andersa. O ile w państwach zachodnich, bitwa jest symbolem daremności wojny, to dla Polaków zwycięskie starcie stało się symbolem ofiarności, dzielności i odwagi polskich żołnierzy w walce z nazizmem. Heroiczną krwawą walkę polskich żołnierzy upamiętnia pieśń Czerwone Maki na Monte Cassino, powstała w nocy z 17 na 18 maja, kilka godzin przed zdobyciem klasztoru. Jak jednak doszło do samej bitwy, a w końcu i upragnionego zwycięstwa?

Bitwa o Monte Cassino – wojna zmierza do prastarego klasztoru

Aby lepiej zobrazować sobie znaczenie opactwa Monte Cassino dla wojsk alianckich podczas II wojny światowej potrzebny będzie krótki rzut oka na mapę Półwyspu Apenińskiego. Teren ten składa się w znacznej mierze z gór. Oprócz głównego pasma Apeninów, będących swego rodzaju kręgosłupem półwyspu, na zachodnim i wschodnim wybrzeżu występują również pojedyncze wzniesienia. Górzysty krajobraz oraz liczne, spływające ze szczytów rzeki, w znacznym stopniu utrudniały rozwój sieci drogowej, która opierała się na traktach wytyczonych jeszcze w starożytności.

Szczególnie istotna była w tym kontekście Droga numer 6, rzymska via Casilina. Pomiędzy Neapolem a Rzymem starożytny trakt napotykał jednak na pewne przeszkody w postaci łańcuchów górskich. Można było je objeść wąskimi, bagnistymi przejściami lub skorzystać z doliny rzeki Liri, do której dostępu broniło przedgórze Monte Cassino. Specyficzne ukształtowanie terenu pozwalało oddziałom broniącym masywu na wzajemną obserwację przedpola oraz krzyżowy ostrzał przeciwnika.

Klasztor benedyktynów na Monte Cassino miał długą i bogatą historię. Na miejscu niegdysiejszej świątyni Apollina Benedykt z Nursji w 529 roku założył opactwo, które z biegiem czasu stało się matecznikiem zakonu benedyktynów, centrum życia religijnego, kulturowego oraz miejscem pielgrzymek. Sam klasztor, na którego ruinach zatknęli flagę polscy żołnierze, powstał w drugiej połowie XIV wieku, a kompleks wszystkich zabudowań miał kształt trapezu o łącznej długości 220 metrów. Bezpośrednie otoczenie benedyktyńskiego opactwa nie było miejscem przyjemnym. Za wyjątkiem rachitycznych drzewek oliwnych brakowało tam zieleni, a więc i żywności, zaś rumowiska skalne nie pozwalały na przygotowywanie okopów oraz schronień.

Jednak okolice Monte Cassino były miejscem idealnym do obrony. Rozwinięta sieć przeszkód naturalnych nie pozwalała bowiem na użycie broni pancernej czy jakiegokolwiek transportu kołowego. Stąd walczący w środkowych Włoszech żołnierze zmuszeni byli do uciekania się do transportu amunicji czy żywności za pomocą zwierząt jucznych: koni, osłów i mułów.

Warunki terenowe pozwalały na silną obronę, co znalazło odzwierciedlenie w niemieckich planach operacyjnych, opracowanych po zdobyciu Sycylii przez Aliantów oraz kapitulacji Włochów. Starły się wówczas dwie koncepcje: feldmarszałek Erwin Rommel sugerował wycofanie się do północnej Italii i oparcie obrony na dolinie Padu tak, aby chronić cenne gospodarczo obszary. Z kolei feldmarszałek Albert Kesserling, którego pomysł został wcielony w życie, sugerował, by głównym obszarem obrony zostały środkowe Włochy.

Aby działania defensywne były skuteczniejsze, zadecydowano o budowie siedmiu umocnionych w różnym stopniu linii obrony. Monte Cassino stało się punktem oporu na jednym z najsilniejszych łańcuchów fortyfikacji – linii Gustawa. Na zboczach masywu posadowiono ponad 100 schronów bojowych, 76 kazamat pancernych, gniazd karabinów maszynowych i innych dzieł architektury obronnej, które w założeniu miały jak najbardziej opóźnić postępy przeciwnika.

Jak nie zdobywać Monte Cassino?

Operacja przełamania linii Gustawa wymagała od Aliantów stoczenia nie jednej, lecz czterech bitew. Działania wojenne rozpoczęły się już w styczniu 1944 roku, gdy do przełamania obrony pchnięty został Francuski Korpus Ekspedycyjny pod dowództwem generała Alphonse’a Juina. Pierwszymi przeszkodami, z jakimi przyszło zmierzyć się nacierającym, były naturalne bariery wodne: rzeki Rapido i Garigilano.

Do sforsowania tej pierwszej wyznaczone zostały oddziały 2 Dywizji Marokańskiej i 3 Dywizji Algierskiej, jednak czterodniowe natarcie, pomimo pozytywnego wyniku, przyniosło duże straty. Z kolei działania brytyjskiego X Korpusu, który w nocy z 17 na 18 stycznia 1944 roku próbował przekroczyć górny bieg rzeki Garigilano, nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Działania Brytyjczyków związały walką dwie niemieckie dywizje, które nie mogły zainterweniować w trakcie alianckiego desantu pod Anzio.

Powyższe działania były zaledwie wstępem do pierwszej bitwy o Monte Cassino, która rozpoczęła się 19 stycznia i trwała do końca miesiąca. Głównymi siłami, jakie brały udział w walkach, były dywizje amerykańskie, wspierane przez oddziały francuskie. W ciągu pierwszych dwóch dni, pomimo powtarzających się ataków, niemieckie pozycje pozostały nienaruszone, a dwa amerykańskie pułki zostały wręcz zdziesiątkowane. 21 stycznia Amerykanie przeprawili się na drugi brzeg rzeki Rapido (obecnie Gari), ale szybko zostali zepchnięci przez oddziały niemieckie.

Na pomoc Jankesom wysłani zostali Francuzi, którzy mieli ubezpieczać skrzydła nowego natarcia na masyw Monte Cassino oraz na położone u jego podnóża miasteczko Cassino. Bataliony algierskie walczyły o szczyty Colle Belvedere oraz Colle Abate, które zostały opanowane pomimo licznych strat. W dalszych dniach szczęście raz po raz odwracało się od Sprzymierzonych. To forsowali rzekę, to byli zza niej wyrzucani. 30 stycznia zdobyli co prawda miejscowość Cairo, ale ciężka zima i nieugięty opór przeciwników zmusiły Amerykanów do chwilowego wstrzymania działań ofensywnych.

Monte Cassino: Po gruzach do celu?

Po dwóch tygodniach dowództwo alianckie podjęło kolejną próbę zdobycia wzgórz oraz klasztoru na Monte Cassino. Zdziesiątkowane oddziały amerykańskie zastąpili Nowozelandczycy i Hindusi, których zadanie polegało na zajęciu pasma wzniesień oraz opactwa. Aby ułatwić podejście wojskom alianckim zadecydowano o bombardowaniu prastarego klasztoru, które odbyło się 15 lutego 1944 roku.

Opactwo Monte Cassino zostało zniszczone, lecz gruzy stanowiły idealną pozycję do prowadzenia działań defensywnych, co stawiało pod dużym znakiem zapytania sens całego nalotu. Niemcy w pełni wykorzystali obronne warunki tego miejsca i przez 13 dni odpierali ataki 4 Dywizji Hinduskiej. W tym samym czasie Nowozelandczycy mieli naprawić zniszczone przez wroga mosty na rzece Rapido, jednak kontratak z wykorzystaniem czołgów doprowadził do licznych strat w ich szeregach. Załamanie pogody zmusiło Aliantów do trzytygodniowej przerwy w działaniach wojennych. Niemcy wykorzystali ten okres do przeprowadzenia dalszych prac fortyfikacyjnych, a także zmiany oddziałów broniących Monte Cassino.

15 marca 1944 roku Alianci przystąpili do kolejnych działań i zbombardowali miasto Cassino. Do gruzów miejscowości usiłowali wedrzeć się Nowozelandczycy, którym dwa dni później udało się zdobyć miejscową stację kolejową. Dalsze działania Aliantów nie przynosiły oczekiwanych rezultatów. 19 marca natarcie nowozelandzkich oddziałów pancernych zostało rozgromione, a kilka czołgów uległo zniszczeniu.

Następnego dnia wojska alianckie: 2 Dywizja Nowozelandzka oraz 4 Dywizja Hinduska poniosły na tyle duże straty, że trzy dni później zadecydowano o wstrzymaniu ofensywy, co oznaczało zakończenie trzeciej bitwy pod Monte Cassino. Stało się jasne, że należy zmienić taktykę, dokonać relokacji oddziałów, uzupełnić zapasy pożywienia oraz amunicji, lecz przede wszystkim należy pozwolić żołnierzom na odpoczynek. Ostateczne zdobycie klasztoru na Monte Cassino oraz otaczających opactwo wzniesień odroczono na połowę maja.

Monte Cassino: gdzie Brytyjczyk nie może, tam Polaka pośle

Dowodzący Aliantami w basenie Morza Śródziemnego generałowie Harold Alexander oraz Henry M. Wilson po przeanalizowaniu trzech poprzednich bitew o masyw Monte Cassino, doszli do wniosku, że ataki były nieskuteczne głównie ze względu na udział w walce niewielkiej liczby słabo wyposażonych dywizji, które działały na zbyt wąskim froncie. Te powody zadecydowały o opracowaniu planów operacji „Diadem”, której celem było kompleksowe oczyszczenie terenu z wojsk nieprzyjaciela.

W założeniach front Cassino miał zostać zaatakowany jednocześnie przez II Korpus Amerykański, Francuski Korpus Ekspedycyjny, brytyjski XIII Korpus oraz 2 Korpus Polski dowodzony przez gen. Władysława Andersa. Na liczącym 40 kilometrów odcinku frontu zgromadzono ponad 300 tys. żołnierzy. Aby zaskoczyć przeciwnika, zaprawiony w walkach górskich Francuski Korpus Ekspedycyjny utworzył korytarz w łańcuchu gór Aurunci.

Głównym zadaniem żołnierzy generała Andersa było opanowanie wzgórza klasztornego oraz przejęcie kontroli nad Drogą nr 6. Aby tego dokonać, Polacy musieli oczyścić wszystkie położone powyżej klasztoru wniesienia, a także zdobyć główną pozycję obronną, którą było wzgórze 593, nie zaś samo opactwo. Układ niemieckich pozycji obronnych był o tyle specyficzny, że przypominał amfiteatr i nie pozwalał na niepostrzeżone podejście.

Dodatkowo, usytuowanie stanowisk niemieckich nie pozwalało na przełamanie pierścienia poprzez zdobycie jednego stanowiska. Nieprzyjaciel ukrywał się też w okolicznych żlebach i jaskiniach, co praktycznie uniemożliwiało wykorzystanie bombardowania jako elementu niszczącego siłę żywą przeciwnika. Między 23 i 28 kwietnia oddziały alianckie, w tym i Polacy, w najściślejszej tajemnicy przegrupowały się oraz zajęły wyznaczone pozycje. 11 maja rozpoczął się atak artyleryjski, który całkowicie zaskoczył Niemców.

Maki czerwone od krwi

Polacy wyruszyli z pozycji wyjściowych 12 maja o 1 w nocy. Nieszczęśliwie natarcie przeprowadzone zostało w momencie luzowania oddziałów nieprzyjacielskich, więc późniejsi zdobywcy Monte Cassino musieli walczyć z podwójną siłą wroga. Żołnierze gen. Andersa mieli naprzeciw siebie m.in. 1. Dywizję Pancerno-Spadochronową „Hermann Göring”, która później brała udział w tłumieniu Powstania Warszawskiego i współodpowiadała za rzeź Woli.

Czołowe bataliony, z uwagi na specyficzne, pozbawione możliwości schronienia położenie, zostały niemal rozstrzelane przez nieprzyjacielski ogień. Liczne straty nie zgasiły jednak w Polakach chęci zemsty na niemieckich najeźdźcach. Żołnierze generała Andersa przejściowo opanowali wzgórze 593, jednak osiem niemieckich ataków doprowadziło do wycofania się z zajmowanego obszaru. Brytyjski XIII Korpus przekroczył rzekę i posunął się 1,5 kilometra w głąb opanowanego przez nieprzyjaciela terytorium.

W dniach 13 i 14 maja żołnierze 5. Kresowej Dywizji Piechoty mieli przejąć kontrolę nad północnym pierścieniem obronnym, wierzchołkiem San Angelo oraz wzgórzem 575. Aby odizolować oddziały niemieckie, Polacy powinni byli również nawiązać styczność z prawym skrzydłem Brytyjczyków z XIII Korpusu. 17 maja o godzinie 7:00, po wcześniejszym, godzinnym przygotowaniu artyleryjskim, rozpoczął się główny atak polskich żołnierzy na Monte Cassino. Do godziny 7:30 niemal całe wzgórze San Angelo znalazło się w rękach Polaków, jednak znajdujące się na zachodnim stoku niemieckie gniazda karabinów maszynowych pozostały niezdobyte.

W tym samym czasie ściśle współpracujący piechurzy, saperzy i czołgiści z 3 Dywizji Strzelców Karpackich mozolnie przedzierali się w kierunku farmy Albaneta oraz wzgórza 593. Szczególnie zacięte i krwawe walki toczone były o to ostatnie. Rankiem 18 maja oddziały karpatczyków zdobyły szczyt wzgórza 593, a przed południem kontrolowali już jego stoki. Tymczasem oddziały niemieckie, także te broniące się w klasztorze, wycofały się ze swoich pozycji. W opactwie pozostało tylko 16 rannych żołnierzy niemieckich, którzy oddali się do polskiej niewoli. Na ruinach klasztoru benedyktynów na Monte Cassino ułani z 12 Pułku Ułanów Podolskich zatknęli proporczyk pułkowy. Nieco później nad zgliszczami powiewała biało-czerwona flaga, do której później dołączył brytyjski Union Jack.

Walki o San Angelo

Zdobycie klasztoru nie kończyło działań Polaków w tamtym czasie. 18 maja trwały jeszcze zmagania o szczyt San Angelo. Na skutek olbrzymich strat, dowodzący 5. Kresową Dywizją Piechoty płk Klemens Rudnicki zmuszony był do sięgnięcia po najgłębsze rezerwy: saperów, artylerzystów oraz jednostki taborowe. Dzięki napływowi świeżych żołnierzy, po ciężkich walkach, późnym popołudniem 18 maja odbity został szczyt San Angelo.

Następnego dnia toczyły się natomiast ciężkie walki o wzgórze 575, którego Niemcy bronili do samego końca. Czteromiesięczne zmagania zdziesiątkowały 2 Korpus Polski. Zginęło 281 oficerów i 3503 żołnierzy. 2 Korpus Polski nie zakończył jednak swojego szlaku bojowego i walczył dalej o Anconę, na Linii Gotów czy pod Bolonią.


Autorką tekstu Monte Cassino: krwawo okupione zwycięstwo jest Izabela Śliwińska-Słomska. Tytuł, lead i wstęp pochodzą od redakcji Wprost.pl. Materiał został opublikowany na licencji CC BY-SA 3.0.

Czytaj też:
Niedźwiedź, który brał udział w bitwie pod Monte Cassino. Niezwykła historia kaprala Wojtka
Czytaj też:
Polski weteran zmarł w Edynburgu. Niedźwiedź Wojtek był jego „towarzyszem broni”

Źródło: Histmag.org