Robotnicy wyszli na ulice po podwyżkach cen żywności. Władza odpowiedziała ogniem

Robotnicy wyszli na ulice po podwyżkach cen żywności. Władza odpowiedziała ogniem

Dodano: 
Pochód mieszkańców Gdyni z ciałem Zbigniewa Godlewskiego
Pochód mieszkańców Gdyni z ciałem Zbigniewa Godlewskiego Źródło: PAP / Edmund Pepliński
17 grudnia 1970 roku w polskiej historii zapisał się jako czarny czwartek. Po tym, jak kilka dni wcześniej władze PRL zaczęły informować o podwyżkach cen, które sięgały nawet kilkudziesięciu procent, wybuchły protesty Grudnia '70. Wystąpienia robotników zostały krwawo stłumione. Symbolem masakry stało się niesione ulicami Gdyni na drzwiach ciało Zbyszka Godlewskiego.

Grudzień 1970 roku rozpoczynał się prawdziwym triumfem I sekretarza Komitetu Centralnego PZPR Władysława Gomułki. 7 grudnia w Sali Kolumnowej Prezydium Rady Ministrów w Warszawie doszło do podpisania układu między PRL a RFN. Tym samym Niemcy zachodni uznawali wspólną granicę na Odrze i Nysie Łużyckiej. Równolegle trwały ostatnie działania, których celem było wprowadzenie drastycznych podwyżek cen.

Grudzień '70. Operacja cenowa

Podwyżka była przygotowywana już co najmniej od 1969 roku. Biuro Polityczne KC PZPR przygotowało na tę okazję specjalny list, w którym informowano o charakterze i rozmiarach podwyżki. Odczytano go 12 i 13 grudnia 1970 roku na zebraniach organizacji partyjnych. Nowe regulacje miały obowiązywać już od niedzieli 13 grudnia. Dość wspomnieć, że ceny ryb wzrosły o 12 procent, mięsa i przetworów mięsnych o prawie 18 procent, mąka o 16 procent, kasza jęczmienna o 31 procent, dżemy, marmolady i powidła – o 37 procent, a ceny kawy – aż o 92 procent. Władze podniosły również między innymi ceny tkanin, węgla i artykułów budowlanych. Obniżono natomiast ceny lodówek, radioodbiorników i telewizorów. Zmiana ta bulwersowała tym bardziej, że została wprowadzona z dnia na dzień i to kilkanaście dni przed świętami Bożego Narodzenia.

Nie bez znaczenia jest tutaj fakt, że na pierwszych stronach „Dziennika Bałtyckiego” i „Głosu Wybrzeża” podawano jedynie wykaz produktów, na które ceny zostały obniżone. Dalsza część tekstu z wyszczególnieniem artykułów o podniesionych cenach znajdowała się w środku numeru. Co ciekawe, pełen komunikat na pierwszej stronie podała „Trybuna Ludu”.

Próbowano wykazać, jakoby skutkiem operacji cenowej było jedynie „przejściowe” obniżenie realnych dochodów na poziomie do 2 procent. Kuriozalnie brzmiało natomiast następujące tłumaczenie:

niski jest u nas poziom spożycia dzianin i wyrobów pończoszniczych oraz tkanin z nowoczesnych włókien syntetycznych. Niedostateczne jest wciąż wyposażenie naszych mieszkań w przedmioty trwałego użytku, które ułatwiają pracę w gospodarstwie domowym lub służą naszym potrzebom kulturalnym i wypoczynkowi po pracy. Większość rodzin nie posiada jeszcze lodówki, 60% rodzin nie posiada aparatu telewizyjnego, wiele rodzin nie korzysta nawet z aparatu radiowego. Tylko co czwarta gospodyni domowa ma maszynę do szycia a zaledwie dwie spośród pięciu gospodyń korzysta z pralek elektrycznych.

Czy podwyżka budziła wątpliwości decydentów z Biura Politycznego? Na jego posiedzeniu w piątek 11 grudnia żaden z obecnych członków nie zgłosił zastrzeżeń. Władze oczywiście liczyły się z możliwością wybuchu niezadowolenia społecznego, dlatego szeregowi członkowie partii otrzymali zadanie uspokajania nastrojów i wytłumaczenia decyzji rządu. W zebraniach na terenie największych zakładów uczestniczyli przedstawiciele władz. Dyskusje miały często burzliwy charakter.

Komuniści zdawali sobie sprawę z ryzyka wystąpień, dlatego jeszcze tego samego dnia, to jest 11 grudnia Służba Bezpieczeństwa rozpoczęła akcję o kryptonimie „Jesień 70”.

Grudzień '70: wybuch

W poniedziałek 14 grudnia nerwowo było w Stoczni Gdańskiej im. Lenina, największym zakładzie w mieście, gdy pracownicy porannej zmiany odmówili podjęcia pracy. Strajk rozpoczął się na wydziale S-4 i szybko rozlał się na pozostałe załogi. Zgromadzono się pod siedzibą dyrekcji zakładu i zażądano rozmowy z I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego oraz wycofania podwyżki. W zaimprowizowanym wiecu wzięło udział przeszło 2,5 tys. stoczniowców. Ponieważ nie udało im się uzyskać deklaracji spełnienia żądań, część robotników (głównie młodych) podjęła decyzję o opuszczeniu miejsc pracy i skierowaniu się pod gmach Komitetu Wojewódzkiego. Na wieść o wyjściu setek pracowników stoczni komendant wojewódzki MO płk Roman Kolczyński zarządził mobilizację sił i środków MSW na terenie całego województwa.

Manifestacja miała początkowo niezwykle spokojny przebieg. Gdy około południa dotarła pod siedzibę KW, zwaną pogardliwie „Reichstagiem”, do zgromadzonych wyszedł II sekretarz Zenon Jundziłł i kilkunastu jego współpracowników. I sekretarz Alojzy Karkoszka był wówczas nieobecny z powodu udziału w VI plenum KC PZPR w Warszawie. Dialog odbywał się przy wykorzystaniu mikrofonów ze zradiofonizowanego samochodu z napisem „Łączność”, jednak rozmowy nie przyniosły rezultatów. Coraz bardziej poirytowani demonstranci, wraz ze „zdobycznym” samochodem, udali się w tej sytuacji pod gmach główny Politechniki Gdańskiej. Studenci, zaskoczeni wizytą robotników, nie zdecydowali się na spontaniczne przyłączenie się do protestu. Próbowano jeszcze nadać komunikat z siedziby znajdującego się nieopodal Polskiego Radia. Bez rezultatu.