Konstytucja 3 maja przyjęta bezprawnie? Nawet jeśli, to szybko poparła ją szlachta w całym kraju

Konstytucja 3 maja przyjęta bezprawnie? Nawet jeśli, to szybko poparła ją szlachta w całym kraju

Dodano: 
Sejmik w kościele, rys. Jana Piotra Norblina
Sejmik w kościele, rys. Jana Piotra Norblina / Źródło: Wikimedia Commons / domena publiczna
Procedura przyjęcia Konstytucji 3 maja wzbudzała uzasadnione kontrowersje. Krytycy zarzucali, że Ustawa Rządowa była dziełem spisku, że przy jej uchwalaniu złamano zasady sejmowania, a jej zapisy godzą w wolności obywatelskie będące fundamentem Rzeczypospolitej. W lutym 1792 roku odbyły się sejmiki, których opinia na temat Konstytucji mogła zaważyć na jej dalszych losach.

Wbrew powszechnej opinii przyjęcie Konstytucji 3 maja nie było efektem ponadnarodowej zgody. Atmosfera tego majowego dnia daleka była od nużącej rzeczywistości obrad sejmowych. Jak zarzucali później krytycy, Ustawa Rządowa przyjęta została dzięki złamaniu procedur sejmowania lub z ich wyraźnym naruszeniem.

Spisek warszawskiego salonu

Zarzuty kumulowały się w trzech obszarach. Po pierwsze stwierdzano, że konstytucję przyjęto bez dyskusji nad jej zapisami, niemal gwałtem opuszczając ten ważny fragment staropolskiej kultury politycznej. Po drugie, twierdzono, że obrady toczyły się pod zbyt dużą presją mieszczańskich stronników obozu trzeciomajowego, którzy nie tylko otoczyli Zamek Królewski, ale też tłumnie zasiedli na widowni.

Dodatkowo przypominano, że w pobliżu miejsca obrad stacjonowało wojsko. Wreszcie twierdzono, że wszystko to było możliwe dzięki wykorzystaniu przez zwolenników reformy przerwy świątecznej i zbyt wczesnym rozpoczęciu obrad sejmowych po jej zakończeniu. Przyjęcie Ustawy Rządowej w opinii krytyków miało być więc efektem spisku.

Pojęcie spisku przypisywano też zresztą samemu tworzeniu Konstytucji. Trzeciego maja jej tekst był dla wielu zaskoczeniem. Przygotowywana w tajemnicy, przez wąskie grono osób związanych z królem i Ignacym Potockim, była efektem nie gorących debat sejmowych, ale tworem idei i myśli kilku wybitnych jednostek życia parlamentarnego.

W publicystyce przeciwników konstytucji określano ich jako „warszawski salon” lub „towarzystwo ludzi gotowych na wszystko”, którzy szyli ustawę zasadniczą nie dla narodu, ale przeciw niemu, służąc jedynie interesom rzekomej oligarchii. Elity warszawskie przeciwstawiano więc szlacheckiej prowincji, a twórców konstytucji całemu narodowi.

Powoływano się tutaj przede wszystkim na nieuszanowanie przez twórców Ustawy Rządowej woli sejmików z 1790 roku, których większość opowiedziała się przeciwko wszelkim postanowieniom dotyczącym sukcesji tronu. Było to oskarżenie poważne, bo sięgające najgłębszych tradycji polskiego parlamentaryzmu, w których poseł był przede wszystkim przedstawicielem, wyrazicielem woli i mężem zaufania swoich współobywateli obdarzających go odpowiednimi instrukcjami, a nie reprezentantem całego narodu bądź też wolnym prawodawcą oderwanym od elektoratu.

Krytycy, podważając demokratyczność uchwały przyjmującej Konstytucję, stwierdzali, że była ona wybrykiem nielicznych, którzy licznym narzucili swoją wolę. Argumentacja ta mogła trafiać do szlachty nieuczestniczącej w obradach Sejmu Wielkiego. Stała za nią potężna moc podejrzeń, że za plecami rycerstwa toczy się brudna gra o ograniczenie ich wolności, co mogło być równe zamianie obywateli w poddanych. Propaganda przeciwników Ustawy Rządowej trafiała więc na prowincji na podatny grunt.

O rząd dusz

Przez pierwsze miesiące po jej uchwaleniu toczyła się więc walka o rząd dusz i przekonanie prowincjonalnej szlachty o zasadności reform ustrojowych i ich korzystnym charakterze. Niewystarczające były huczne manifestacje urządzane przez stronników Konstytucji w pierwszej połowie maja. Dobra atmosfera dla zmian, jaka panowała w Warszawie, nie musiała się przecież udzielać mieszkańcom dalekiej Rusi.

Zdecydowano się więc na szeroką akcję informacyjną. W dalekie zakątki ówczesnej Rzeczypospolitej słano listy, omówienia i broszury dotyczące Ustawy Rządowej. Przedstawiano ją jako gwaranta niezależności i rozkwitu państwowości, a także brutalnie rozprawiano się z atakami opozycji.

Ta konfrontacja przeciwników i zwolenników Konstytucji nie była jedynie sporem ideowym. Chodziło o coś znacznie ważniejszego, co z punktu widzenia formalnego mogło mieć niebagatelne znaczenie.

W lutym 1792 roku na terenie całej Rzeczypospolitej odbyć się miały sejmiki mające charakter zgromadzeń deputackich (ciążył na nich wybór deputatów do Trybunałów), gospodarskich oraz elekcyjnych (wybór sędziów i komisarzy). Początkowo termin sesji sejmikowych miał być różny dla Korony i dla Litwy: sejmiki koronne wyznaczone zostały na 15 lipca 1791 roku, litewskie na luty 1792.

Ruch reform opowiadał się jednak za odbyciem zgromadzeń w jednym terminie – lutowym. Wynikać to miało zarówno z założeń Konstytucji, która zacieśniała związki Polski z Litwą, jak i z przyczyn czysto pragmatycznych. Obawiano się, że zbyt wczesny termin rozpoczęcia obrad sejmikowych będzie szansą dla opozycji na atak na nieugruntowaną jeszcze Ustawę Rządową.

Słusznie dostrzegano, że opozycjoniści otrząsnęli się już po ataku stronnictwa reformatorskiego i są gotowi do rewanżu. Sejmiki były na to doskonałą okazją.

Uchwalenie Konstytucji 3 maja

Konstytucja 3 maja, pomimo, że co do sposobu procedowania można mieć pewne wątpliwości, była aktem legalnym z punktu widzenia prawno-ustrojowego. Sejmiki nie mogły podważyć jej legalności, ale poprzez wyrażenie dezaprobaty doprowadzić do jej obalenia.

Oczywiście w przypadku entuzjastycznego przyjęcia efekt obrad sejmikowych zmyć mógł z Ustawy Rządowej podejrzenie o brak legalizmu przy jej uchwalaniu, a w wymiarze propagandowym pokazać realną skalę poparcia. Obozowi reform zależało więc, żeby sejmiki odbyły się jak najpóźniej, aby przez ten czas oswoić rodaków z nowym dokumentem oraz przedstawić jego wartość. Opozycji zależało z kolei na szybszym terminie procedowania.

-
 0

Czytaj także