"Prezydent niepokorny", czyli Stanisław Wojciechowski

"Prezydent niepokorny", czyli Stanisław Wojciechowski

Dodano:   /  Zmieniono: 
Stanisław Wojciechowski (fot. By nieznany. Autor cyfrowej koloryzacji: Piotr Margas [Public domain], via Wikimedia Commons)
15 marca 1869 r. urodził się Stanisław Wojciechowski, działacz Polskiej Partii Socjalistycznej, bliski współpracownik Józefa Piłsudskiego, twórca polskiego ruchu spółdzielczego i drugi prezydent Rzeczypospolitej.
Autorem tego artykułu jest Daniel Wójtowicz. Tekst "Niepokorny prezydent – Stanisław Wojciechowski 1869-1953 " ukazał się w serwisie Histmag.org. Materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.

Stanisław Wojciechowski urodził się w szlacheckiej rodzinie w Kaliszu w roku 1869. Wychowano go w duchu patriotycznym. W jego rodzinnym domu żywe były jeszcze wspomnienia powstania styczniowego. Po ukończeniu kaliskiego gimnazjum wyjechał na studia do Warszawy, gdzie zetknął się po raz pierwszy ze środowiskami polskich nacjonalistów i z socjalistami.

Między nacjonalizmem a socjalizmem

W roku 1890 młody Wojciechowski wstąpił do działającego pod auspicjami Ligi Polskiej tajnego Związku Młodzieży Polskiej, tzw. „Zetu”. Rok później, będąc pod osobistym urokiem Edwarda Abramowskiego, wstąpił do socjalistycznego Zjednoczenia Robotniczego powstałego w wyniku rozłamu w II Proletariacie. Nie kolidowało to z pracą w „Zecie”, ponieważ w ówczesnych realiach nie występowały jeszcze sztywne podziały na „narodowców” i socjalistów. W obu organizacjach działali zarówno ludzie o poglądach demokratycznych, jak i socjalistycznych. Z czasem Wojciechowski zaczął dostrzegać szanse odzyskania niepodległości przede wszystkim w działalności zjednoczonego ruchu robotniczego, potępiając jednak wzorowane na rosyjskich rewolucjonistach metody terrorystyczne. To właśnie terrorystyczne metody stosowane przez Organizację Bojową PPS staną się jedną z przyczyn jego odejścia z ruchu socjalistycznego po gwałtownych wydarzeniach z lat 1904-1905.

Tymczasem w roku 1892, zagrożony aresztowaniem po demonstracjach pierwszomajowych, wyjechał do Szwajcarii. Od lat przebywała tam liczna polska kolonia emigrantów wszystkich prądów politycznych, na czele z Zygmuntem Miłkowskim, Bolesławem Limanowskim i Edwardem Abramowskim. Pobyt w Zurychu trwale ukształtował poglądy Wojciechowskiego i przesądził o sposobie realizacji priorytetowego celu w jego życiu. Celem tym była oczywiście niepodległość Polski. W listopadzie 1892 roku Wojciechowski wziął udział w zjeździe polskich socjalistów w Paryżu jako przedstawiciel Zjednoczenia Robotniczego. Podczas zjazdu zapadła decyzja o zjednoczeniu polskiego ruchu robotniczego w kraju i utworzenia Związku Zagranicznego Socjalistów Polskich (ZZSP). Wojciechowskiego wybrano do ścisłego kierownictwa ZZSP. Równolegle doszło do połączenia Związku Robotników Polskich i Drugiego Proletariatu. W ten sposób w zaborze rosyjskim proklamowano powstanie Polskiej Partii Socjalistycznej, w programie której podkreślono dążenie do powstania samodzielnej, demokratycznej Rzeczypospolitej. ZZSP podporządkował się PPS, jednak od początku współpracy dochodziło do konfliktów ze względu na duże rozbieżności poglądów.

Rozłamy i nieudane mariaże

Stanisław Wojciechowski jako emisariusz ZZSP przybył do kraju w połowie 1893 roku, próbując zapobiec nieuniknionemu rozłamowi. Doszło do niego na I Zjeździe PPS w Lasach Ponarskich. Secesjoniści przeciwni decyzjom zjazdu paryskiego utworzyli tam własne ugrupowanie o nazwie Socjal Demokracja Polska, po pewnym czasie zmieniając jego nazwę na Socjal-Demokrację Królestwa Polskiego (SDKP). Wojciechowski dostrzegał narodowe przywary Polaków, uniemożliwiające szersze społeczne porozumienie. Po latach dał wyraz swojej frustracji z tamtego okresu, pisząc we wspomnieniach:

"Ktoś złośliwy powiedział, że jeden Polak to geniusz, dwóch to kłótnia, a trzech to anarchia. Nie uważam tej gadki za trafną ocenę naszego charakteru narodowego. Może ona odnosić się do inteligencji, obciążonej wadami zepsutej szlachty i anormalnymi warunkami życia, powodującymi rozwój neurastenii. W mojej działalności nie miałem wypadku, żeby hasło rozłamu wychodziło od dołu; zawsze gorszący przykład dawała elita, chorująca na egotyzm i doktrynerstwo, w niepodległej Polsce i na karierowiczostwo".

Podczas zjazdu PPS Wojciechowski spotkał się z Józefem Piłsudskim. Wspólnie znaleźli się oni w kierownictwie porozłamowej PPS, całkowicie aprobującej postanowienia zjazdu paryskiego. Wojciechowski otrzymał zadanie zdobycia maszyny drukarskiej, pozwalającej na wydawanie partyjnego pisma „Robotnik”. W tym czasie Wojciechowski regularnie i intensywnie kursował między Anglią a zaborem rosyjskim, przyuczając się zecerki.

W marcu 1895 roku postanowił na stałe przybyć do Królestwa. Wynajął w Wilnie pod nazwiskiem Kazimierz Paszkiewicz mieszkanie, aby osobiście z Piłsudskim zająć się drukowaniem „Robotnika”. Ówczesna sytuacja PPS nie rysowała się optymistycznie, nękana aresztowaniami partia ciągle słabła. Wojciechowski dostrzegał upadek znaczenia PPS, obawiając się, że bez natychmiastowej poprawy stanu organizacji, może dojść nawet do jej upadku.

W tamtym okresie Wojciechowskiego i Piłsudskiego łączyły przyjacielskie relacje. Choć nie zawsze byli zgodni, obydwaj uznawali konieczność walki o niepodległą Polskę i zgadzali się co do generalnej linii działania. Należeli do najbardziej aktywnych członków partii, swoją pracą kolportażowo-polityczną pozwalali na zachowanie ciągłości w działaniu PPS i wyjście z impasu.

Co ciekawe, w tym okresie Wojciechowski pragnął scalenia PPS z nacjonalistyczną tajną Ligą Narodową (spadkobierczynią Ligi Polskiej). Jednak rozmowy prowadzone w tej sprawie z Romanem Dmowskim nie przyniosły rezultatu. Był to okres w którym narodowcy coraz bardziej oddalali się programowo, z biegiem czasu przechodząc na stanowiska otwarcie wrogie ruchowi socjalistycznemu. Po niepowodzeniu negocjacji z LN, Wojciechowski zmienił swoje stanowisko i poparł uchwałę III Zjazdu PPS zakazującą członkom partii należenia równocześnie do innych tajnych ugrupowań politycznych.

Praca konspiracyjna na najwyższych obrotach wyczerpywała całkowicie Wojciechowskiego, w sierpniu 1899 roku postanowił wyjechać do Anglii, a w grudniu wziął ślub z Marią Kiersnowską. Po okresie wypoczynku Wojciechowski kilkakrotnie odwiedzał kraj, biorąc aktywny udział w zjazdach partii. Na przeszkodzie dłuższym pobytom w Królestwie stawała jednak choroba żony. W międzyczasie zaszły poważne zmiany w ruchu robotniczym, odrodziła się SDKP (przemianowana ostatecznie na Socjal-Demokrację Królestwa Polskiego i Litwy), a z PPS wystąpili działacze związani z Ludwikiem Kulczyckim, zakładając Polską Partię Socjalistyczną-Proletariat. W ten sposób PPS utracił monopol w ruchu robotniczym na terenie zaboru rosyjskiego.

Czas zmian

Wybuch wojny rosyjsko-japońskiej w 1904 roku Wojciechowski potraktował, podobnie jak Piłsudski, jako szansę dla sprawy polskiej. Obaj żywili nadzieję na przerodzenie się konfliktu w wojnę światową i klęskę Rosji. Dlatego też Wojciechowski popierał plan Piłsudskiego zakładający utworzenie legionu polskiego z jeńców i dezerterów z armii rosyjskiej. Wobec klęsk wojennych Romanowów, na całym terenie imperium wybuchły żywiołowe strajki, przeradzające się w rewolucję. Jej wybuch zaskoczył tak PPS, jak i samego Wojciechowskiego. Stosunek do rewolucji silnie zantagonizował grupy „starych” wyczekujących na rozwój wypadków oraz „młodych” działaczy PPS. Ci drudzy domagali się wzmożenia akcji i współpracy z rosyjskim ruchem rewolucyjnym. Głosili hasła klasowe a pomijali postulaty patriotyczne. W kierownictwie partii zaczęły dominować „młodzi”, co uwidoczniło się szczególnie po VII Zjeździe PPS w marcu 1905 roku Warszawie. Wojciechowski, zrażony radykalną postawą najmłodszej generacji członków PPS i odsunięciem postulatów niepodległościowych na dalszy plan opuścił jej szeregi. Udał się ponownie do Anglii.

W początku 1906 roku rząd carski ogłosił amnestię, w związku z czym Wojciechowski postanowił powrócić do zaboru rosyjskiego. Rozczarowany negatywną ewolucją PPS i całego ruchu robotniczego w kierunku ideologii rewolucyjnej, poszedł w przeciwną stronę. Wspólnie z Edwardem Abramowskim zaczął ewolucję ku apolitycznemu ruchowi spółdzielczemu, opartemu na wzorcach brytyjskich. Przyszły prezydent postanowił włączyć się do pracy w Towarzystwie Kooperatystów, którego zadaniem było krzewienie wśród ludu podstawowych zasad demokratycznych, w tym ogólne uspołecznianie robotników i chłopów. W tym okresie zajął się również wydawaniem pisma „Społem”. W ruchu społecznym dostrzegał wartości o, które walczył w PPS, a które jego zdaniem zostały pogrzebane w latach 1904-1905.

Wielka Wojna

Aż do początków I wojny światowej Wojciechowski poświęcał się całkowicie działalności społecznej. Unikał działalności politycznej, choć w roku 1912 w spotkał się z Piłsudskim w Zakopanem. Miał wówczas obiecać przyszłemu Naczelnikowi Państwa, że poprze jego ideę zbrojnego powstania przeciw Rosji w razie wojny pomiędzy zaborcami i weźmie udział w tworzeniu rządu narodowego. Gdy jednak doszło do wybuchu walk, od samego początku sprzeciwił się planom Piłsudskiego i jego orientacji proaustriackiej. Wojciechowski był zdania, że sprawy polskiej nie należy wiązać z żadnym z państw zaborczych.

Energicznie zaangażował się za to w pracę w Centralnym Komitecie Obywatelskim, zorganizowanym w Warszawie przez władze carskie. Starał się nieść pomoc aprowizacyjną dla ludności polskiej dotkniętej skutkami działań wojennych i zabiegał o utworzenie armii polskiej walczącej u boku Rosji przeciwko państwom centralnym. Nie wierzył co prawda w realność niepodległości zdobywanej u boku jednego z zaborców, słusznie jednak rozumował, że armia polska może być ważną kartą przetargową i środkiem do poszerzenia swobód wraz z korzystnym rozwojem sytuacji geopolitycznej. Największe szanse powodzenia dawał jednak nie Piłsudskiemu, ale Komitetowi Narodowemu Polskiemu, który wiernie stał u boku Ententy.

Rewolucja lutowa, która w 1917 roku strąciła z tronu cara Mikołaja II, zastała Wojciechowskiego w samym centrum wydarzeń – w Piotrogrodzie. W czerwcu tego samego roku uczestniczył w Zjeździe Wojskowych Polaków w Rosji, gorąco zabiegając o zgodę rosyjskiego Rządu Tymczasowego na zorganizowanie w Rosji armii polskiej do walki z państwami centralnym. Częściowo dzięki jego działaniom udało się sformować I Korpus Polski pod dowództwem gen. Józefa Dowbór-Muśnickiego, ale szanse na dalszą rozbudowę jednostek polskich ostatecznie przekreśliła rewolucja październikowa.

Niepodległość

14 listopada 1918 r. powrócił do Warszawy. Niedługo później, po spotkaniu z Piłsudskim otrzymał nominację na Ministra Spraw Wewnętrznych w rządzie Ignacego Paderewskiego, utworzonym w styczniu 1919 roku. Było to wyraźną oznaką zaufania ze strony dawnego przyjaciela z PPS. Jednocześnie jednak Wojciechowski został postawiony przed bardzo trudnym zadaniem. Ministerstwo Spraw Wewnętrznych było w tamtym okresie kluczowym resortem, zwłaszcza w chwili, gdy kraj pogrążony był w anarchii, a walki o kształt przyszłych granic trwały w najlepsze. Na barki Wojciechowskiego spadł ciężar zorganizowania pierwszych wyborów do Sejmu Ustawodawczego, z czego zresztą wywiązał się znakomicie. Jego dużym sukcesem było także przeorganizowanie prowizorycznej milicji ludowej w policję państwową, opartą w głównej mierze na wzorcach brytyjskich. Gabinet Paderewskiego podał się do dymisji 9 grudnia 1919 r., jednak sam Wojciechowski pozostał na swoim stanowisku, wchodząc do rządu sformowanego przez Leopolda Skulskiego.

W czasie wojny z bolszewikami największe kłopoty sprawiało Wojciechowskiemu powstrzymanie komunistycznej agitacji i utrzymanie bezpieczeństwa wewnętrznego w kraju, stojącym nad przepaścią. Do samej wojny Wojciechowski był ustosunkowany sceptycznie. Nie zgadzał się z koncepcją federacyjną Piłsudskiego i był zdania, że konflikt z Rosją Sowiecką należy rozstrzygnąć w oparciu o tzw. Linię Dmowskiego, ograniczającą granice niepodległego kraju do terenów zamieszkałych przez etnicznych Polaków.

Gdy w czerwcu 1920 roku upadł rząd Skulskiego, Wojciechowski otrzymał od nowego premiera Władysława Grabskiego propozycję kontynuowania pracy w MSW, której jednak nie przyjął. Postanowił na jakiś czas odsunąć się od polityki. Najbliższe jego poglądom staje się stronnictwo Wincentego Witosa PSL–„Piast”. Jego członkiem zostaje pod koniec 1921 roku, aby w grudniu następnego roku zostać kandydatem „Piasta” na fotel prezydenta. Wojciechowski odpadł w czwartej turze głosowania, a na pierwszego prezydenta II Rzeczpospolitej Zgromadzenie Narodowe wybrało Gabriela Narutowicza. Wybór ten wzburzył polską prawicę. Rozpoczęła się ogromna nagonka na pierwszego prezydenta II RP, głosząca, że nie dość iż został narzucony Polsce głosami mniejszości narodowych, to jeszcze jest niewierzący. Atmosfera nienawiści przyniosła owoce, doprowadzając do niespotykanego w polskich dziejach mordu politycznego. 16 grudnia 1922 roku w warszawskim Towarzystwie Sztuk Pięknych ginie Gabriel Narutowicz. Jego mordercą był malarz Eligiusz Niewiadomski, związany przez lata z Ligą Narodową.

Drugi prezydent

Obowiązki głowy państwa objął Marszałek Sejmu Maciej Rataj. Na 20 grudnia 1922 roku zwołał on Zgromadzenie Narodowe, które miało wybrać nowego prezydenta. Już w pierwszej turze Stanisław Wojciechowski uzyskał większość zdobywając 298 głosów, a jego rywal Kazimierz Morawski tylko 221 głosów. Nowego prezydenta poparły te same kluby parlamentarne co i Narutowicza. Gdy więc ogłoszono wyniki wyborów z ław lewicy padł znamienny okrzyk pod adresem prawicy: „Kiedy go zabijecie?”. Jednak prawica skompromitowana zabójstwem Narutowicza, nie protestowała przeciwko wyborowi Wojciechowskiego. On sam zaś nie skorzystał z prawa łaski przysługującego mu wobec zabójcy swojego poprzednika.

Wojciechowski poparł „kryzysowy” gabinet Władysława Sikorskiego, od samego początku swojego urzędowania próbował też pozyskać prawicę. Jego wysiłki zakończyły się podpisaniem 15 maja 1923 r. porozumienia pomiędzy narodowcami a „Piastem”, zwanego paktem lanckorońskim. Oznaczało to koniec rządu Sikorskiego – misję tworzenia gabinetu Wojciechowski powierzył liderowi chłopskiemu Wincentemu Witosowi.

Niedługo później Piłsudski demonstracyjnie przeniósł się do willi w Sulejówku, a jego relacje z Wojciechowskim uległy znacznemu pogorszeniu. Marszałkowi szczególnie nie podobała się nominacja gen. Stanisława Szeptyckiego na Ministra Spraw Wojskowych. Ten ruch kadrowy przerodził się następnie w otwarty konflikt o ustawę o najwyższych władzach wojskowych. Wojciechowski w tym sporze poparł Szeptyckiego, co wzbudziło wielkie niezadowolenie Piłsudskiego.

Potęgujący się kryzys gospodarczy a wraz z nim krwawo stłumione przez rząd społeczne niepokoje w listopadzie 1923 roku przyniosły kres gabinetu Witosa. Należało powstrzymać szalejącą inflację i poprawić sytuację gospodarczą państwa. Wojciechowski zdecydował powołać gabinet pozaparlamentarny, na czele z Władysławem Grabskim. Okazał się on najtrwalszym rządem w okresie przedmajowym. Grabski aktywnie napędzał koniunkturę gospodarczą, a przede wszystkim dokonał reformy waluty zastępując markę złotym polskim. Gestem w stronę Piłsudskiego było powierzenie teki Ministra Spraw Wojskowych jego najbliższemu współpracownikowi gen. Kazimierzowi Sosnkowskiemu. Jednak Wojciechowski nie zgodził się na powołanie Marszałka na oficjalnego wodza sił zbrojnych, popierając pomysł Grabskiego reformy władz wojskowych. Przyniosło to dymisję Sosnkowskiego. Jego następcą został niechętny Piłsudskiemu Władysław Sikorski.

Pozycję prezydenta Wojciechowskiego osłabiał fakt, że według konstytucji marcowej parlament zajmował centralne miejsce w systemie państwowym. Jednak w systemie zwanym pogardliwie „sejmokracją”, wykonywanie zadań przez Sejm było bardzo utrudnione w razie niewyłonienia trwałej większości i braku stabilnej większości. Dlatego też w pierwszej połowie lat dwudziestych dochodziło do bardzo częstych zmian gabinetowych

Chwiejność i kunktatorstwo partii sejmowych dobrze obrazuje sytuacja po dymisji Władysława Grabskiego, wraz z którą doszło do poważnego kryzysu rządowego. Wojciechowski zamierzał powierzyć misję tworzenia gabinetu pozaparlamentarnego Stanisławowi Grabskiemu, a następnie Władysławowi Raczkiewiczowi, lecz nie uzyskali oni aprobaty większości ugrupowań. Dopiero powołanie 20 listopada 1925 roku na premiera Aleksandra Skrzyńskiego pozwoliło choć na chwilę powstrzymać parlamentarny zamęt.

Tymczasem sprawy polskie na forum międzynarodowym rozwijała się szczególnie niekorzystnie. Niemcy coraz śmielej domagały się rewizji granic Polski, nazywając ją „państwem sezonowym”. Gdy w październiku 1925 roku podczas układu z mocarstwami zachodnimi w Locarno Niemcy zagwarantowali nienaruszalność swoich zachodnich granic, otwartą pozostawili kwestię granic wschodnich. Co gorsza, z całą mocą wybuchła wówczas polsko-niemiecka wojna celna. Wojciechowski doskonale rozumiał przed jakimi zagrożeniami stoi państwo polskie. W Republice Weimarskiej dostrzegał głównego wroga dla jej niepodległego bytu.

Zamach

Wojciechowski lekceważył docierające do niego sygnały o zamachu stanu przygotowywanym przez piłsudczyków. Nie wierzył w to, że Piłsudski pójdzie drogą pozaparlamentarnego zdobycia władzy. Z perspektywy czasu poważnym błędem Wojciechowskiego okazała się również zgoda na powierzenie Ministerstwa Spraw Wojskowych gen. Lucjanowi Żeligowskiemu, jawnemu zwolennikowi Piłsudskiego. To właśnie on bardzo skutecznie obsadził funkcje kierownicze w wojsku piłsudczykami, co przyniosło poważne konsekwencje.

Kolejne przesilenie gabinetowe nastąpiło na początku maja 1926 roku wraz z upadkiem rządu Skrzyńskiego. Ugrupowania prawicowo-centrowe zgłosiły kandydaturę Wincentego Witosa. Wojciechowski miał jednak obawy przed powołaniem rządu, który poprzednią kadencję kończył w niesławie. Prezydent forsował na premiera Józefa Chacińskiego z Chrześcijańskiej Demokracji lub Jana Dębskiego z PSL „Piast”, lecz wobec odmowy obu i niemożliwości sformowania gabinetu pozaparlamentarnego, zdecydował się poprzeć Witosa. Jego gabinet został sformowany 10 maja 1926 roku. Przy tej okazji kolejną nietrafioną decyzją okazało się powołanie na Ministra Spraw Wojskowych gen. Juliusza Malczewskiego. Słabo orientował się on w nastrojach w armii i lekceważąco podchodził do wpływów jakie miał w wojsku Piłsudski.

Piłsudczycy rozpoczęli pucz 12 maja. W prasie pojawiła się wówczas sfingowana wiadomość o ostrzelaniu willi Marszałka w Sulejówku, mająca na celu pozyskać przychylność opinii publicznej. W planach Piłsudskiego prezydent Wojciechowski odgrywał ważną rolę. Miał legitymizować obalenie rządu Witosa i stać się bezwolnym narzędziem w rękach Marszałka. Planowano, że oddziały wierne Piłsudskiemu zajmą kluczowe urzędy państwowe i mosty w Warszawie, a sam Piłsudski rankiem 12 maja uda się do Belwederu na spotkanie z prezydentem. Ten jednak był nieobecny w stolicy, wyjechał bowiem do Spały. Piłsudczycy utracili w ten sposób element zaskoczenia, dając czas na przygotowanie się do obrony wojskom wiernym legalnemu rządowi. Gen. Malczewski mianował gen. Tadeusza Rozwadowskiego komendantem obrony Warszawy, a w stolicy, województwie warszawskim i powiatach siedleckim oraz łukowskim województwa lubelskiego, ogłoszono wprowadzenie stanu wyjątkowego.

O godzinie 17.00 12 maja 1926 roku na warszawskim moście Poniatowskiego doszło do spotkania Wojciechowskiego z Piłsudskim. Inicjatorem spotkania był Prezydent. Według relacji Wojciechowskiego rozmowa przebiegała w nerwowej atmosferze: Stoję na straży honoru wojska polskiego – miał powiedzieć Wojciechowski. No, no! Tylko nie w ten sposób – nerwowo odpowiedział Piłsudski. Reprezentuje tutaj Polskę, żądam dochodzenia swych pretensji na drodze legalnej, kategorycznej odpowiedzi na odezwę rządu – nie ustępował Prezydent. Na to Marszałek odrzekł krótko: Dla mnie droga legalna zamknięta.

Nieugięta postawa Wojciechowskiego zaskoczyła Piłsudskiego. Bezkrwawy do tej pory zamach przerodził się w walki uliczne. Piłsudczycy nie mogli się już cofnąć. Do wieczora 12 maja opanowali Pragę i kontrolowali kilka ważnych obiektów w mieście, tymczasem wojska rządowe zgrupowały się w rejonie Belwederu. Piłsudski próbował akcji mediacyjnej, ale spotkał się ze stanowczą odmową Wojciechowskiego. Prezydent był przekonany, że przy pomocy posiłków ściąganych do Warszawy uda mu się opanować sytuację. Zamach Piłsudskiego poparły jednak PPS i KPP ogłaszając strajk na kolei, uniemożliwiający szybkie przybycie jednostek wiernych rządowi. W takiej sytuacji 14 maja zamachowcy zaczęli uzyskiwać przewagę, Rada Ministrów zaproponowała prezydentowi przeniesienie najwyższych władz państwowych do Poznania, aby tam prowadzić dalszą walkę. Wojciechowski odmówił. Gdy jednak oddziały Piłsudskiego zdobyły lotnisko i pociski zaczęły padać niedaleko Belwederu postanowił przenieść się do Wilanowa. Na miejscu doszło do narady w sprawie dalszego kontynuowania walk. Przeciwni byli członkowie gabinetu na czele z Witosem, natomiast za dalszą walką opowiedzieli się generałowie. Po wysłuchaniu tych opinii Wojciechowski podjął decyzję o rezygnacji ze stanowiska, nie chcąc dopuścić do eskalacji walk. Konstytucyjny następca prezydenta, Marszałek Sejmu Maciej Rataj rozpoczął formowanie nowego rządu. Bilans trzydniowych walk był tragiczny: zginęło 379 osób w tym 164 osób cywilnych, a rany odniosło 920 osób.

Bilans

Prezydenturę Stanisława Wojciechowskiego mimo wszystko można oceniać pozytywnie, pomimo ostatecznej politycznej porażki. Jego kadencja przypadła w trudnym okresie, w czasach kryzysu gospodarczego i dramatycznego pogorszenia się sytuacji Polski na arenie międzynarodowej. Nie był on może wytrawnym politykiem pokroju Piłsudskiego, w niektórych decyzjach przesadnie ulegając presji klubów parlamentarnych. Należy jednak podkreślić, że winny takiemu stanu rzeczy był przede wszystkim wadliwy system polityczny przyjęty przez konstytucję marcową. Nieprzejednana postawa Wojciechowskiego podczas wydarzeń majowych jako nieugiętego obrońcy legalizmu zaskoczyła wszystkich. Jemu samemu dała jednak trwałe miejsce w historii.

Wojciechowski trafnie orientował się w meandrach polityki międzynarodowej. Nie znosił komunistów, lecz największe zagrożenie dla państwa polskiego dostrzegał ze strony Niemiec. Po przejęciu władzy przez Piłsudskiego, Wojciechowski wycofał się zupełnie z działalności politycznej. Prawica proponowała mu kandydowanie w wyborach prezydenckich bezpośrednio po przewrocie majowym, jednak stanowczo odrzucił taką możliwość. Wojciechowski powrócił do pracy spółdzielczej i publicystycznej. Krytykował sanację za próby podporządkowania spółdzielczości organom administracyjnym. Wyraz swojego zaniepokojenia dał w artykule pt. „Nowe zakusy” w roku 1933, w którym przyrównał Piłsudskiego do Mussoliniego.

Wybuch II wojny światowej zastał siedemdziesięcioletniego Wojciechowskiego w Warszawie. Naziści aresztowali jego syna Edmunda, domagając się od ojca podpisu pod dokumentem potępiającym polski rząd na emigracji. Wojciechowski kategorycznie odmówił, a jego syn umarł w Auschwitz w 1941 roku. W stolicy przebywał także podczas powstania warszawskiego. Utracił cały dobytek, ale miasta nie opuścił. Po przejęciu władzy przez komunistów, otrzymał kilka propozycji współpracy z rządem, lecz nie zdecydował się na jakiejkolwiek rozmowy z komunistami. Stanisław Wojciechowski umarł w zapomnieniu 9 kwietnia 1953 r. w Gołąbkach. Pochowano go w Alei Zasłużonych na warszawskich Powązkach.

Stanisław Wojciechowski pozostaje postacią niedocenioną. Tymczasem można go zaliczyć do panteonu najwybitniejszych polityków II Rzeczpospolitej. Był nie tylko ideowym socjalistą i niestrudzonym działaczem polskiego ruchu spółdzielczego. Był wielkim patriotą i prawdziwym mężem stanu.

Autorem tego artykułu jest Daniel Wójtowicz. Tekst "Niepokorny prezydent – Stanisław Wojciechowski 1869-1953 " ukazał się w serwisie Histmag.org. Materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
 0

Czytaj także