Słowianie w Skandynawii epoki wikingów. Archeolodzy wskazują miejsca, gdzie panowała zgoda

Słowianie w Skandynawii epoki wikingów. Archeolodzy wskazują miejsca, gdzie panowała zgoda

Dodano: 
Zalew Wiślany — akwen, którym we wczesnym średniowieczu pływali Skandynawowie
Zalew Wiślany — akwen, którym we wczesnym średniowieczu pływali Skandynawowie Źródło: Materiały prasowe / Robert Korsak / „Goście, kupcy, osadnicy. Kontakty Słowian Zachodnich i Skandynawów w epoce wikingów”
Słowianie byli ważnym żywiołem we wczesnośredniowiecznej Skandynawii. W przypadku trzech duńskich wysp: Lolland, Falster i Møn, możemy mówić nawet o słowiańskim osadnictwie, czytelnym archeologicznie, ale też językowo – do dzisiaj znajduje się tam kilkadziesiąt słowiańskich nazw miejscowych.

Poniższy fragment pochodzi z książki „Goście, kupcy, osadnicy. Kontakty Słowian Zachodnich i Skandynawów w epoce wikingów” autorstwa Jakuba Jagodzińskiego.


Obecność Słowian na wspomnianych wyspach odnotowują też źródła pisane. Z Kroniki „Gesta Danorum” (Czyny Duńczyków), napisanej przez Saxo Gramatyka około 1200 roku, dowiadujemy się między innymi o słowiańskich najazdach na ziemie duńskie, w wyniku których doszło do wyludnienia terenów wschodniej i południowo-wschodniej Danii. Wyjątek stanowić miały wyspy Lolland i Falster, gdzie zamieszkujący je Słowianie i Skandynawowie żyli w zgodzie.

Słowianie, którzy zamieszkali w Skandynawii

Na kanwie badań lingwistyki antropologicznej tworzone są wiarygodne modele językowego obrazu świata, pozwalające opisać tożsamość wspólnotową. Przełomowe były zwłaszcza ustalenia dwóch amerykańskich językoznawców Edwarda Sapira i Benjamina Lee Whorfa, którzy sformułowali hipotezę określaną mianem „prawa relatywizmu językowego”. Do dziś jest ona przedmiotem licznych dyskusji i sporów naukowych, jednak tak zwana słaba wersja tej hipotezy (postulowana przede wszystkim przez Sapira) jest ogólnie akceptowana. Przypisuje ona językowi pewną rolę w postrzeganiu rzeczywistości, określając go jako arbitralny system symboliczny. Sapir zaznaczał, choć raczej jako przypuszczenie, że myśl jest udoskonaloną interpretacją treści językowych, co wskazuje na sprawczą funkcję języka.

W rozważaniach nad kontaktami słowiańsko-skandynawskimi taka teza objaśnia mechanizm przyjmowania obcych nazw. Jeśli bowiem język w jakiś sposób wpływa na myślenie o rzeczywistości, to zapożyczenia nazewnicze spoza własnej wspólnoty językowej mogą dowodzić włączenia/zaakceptowania elementów innej kultury.

Potencjał badawczy toponimii i antroponimii rzadko jest jednak wykorzystywany w archeologii. Pamiętając o teoretycznych ograniczeniach takich badań, przedstawię kilkanaście przykładów nazw miejscowych, które mogą dowodzić znaczącej obecności Słowian w Skandynawii

Większość duńskich miejscowości, których nazwom przypisuje się słowiańską genezę, położona jest na trzech wyspach: Lolland, Falster i Møn. Mimo że nie wszystkie interpretuje się jednoznacznie jako słowiańskie, w niektórych przypadkach ich proweniencja nie pozostawia wątpliwości. „Słowiańskie” nazwy miejscowości z wyspy Lolland mają charakterystyczny sufiks „-itse”, który nie występuje w skandynawskiej onomastyce i topografii. Przykładami takich nazw są: Billitse, Binnitse, Kramnitse, Kuditse i Tillitse, zanotowane w źródłach z XIV wieku. Genezę słowiańską przypisuje się też toponimom: Tilicie, Tiliz oraz Quodevitze. Wyjątkowo jednoznaczne skojarzenie budzi nazwa Ulitse, która w niemal identycznej formie zachowała się w większości języków słowiańskich: w polskim – ulica; czeskim – ulice; rosyjskim – у́лица (úlitsa); chorwackim – ulica; słoweńskim – ulica; słowackim – ulica.

Na wyspie Lolland znajdują się również inne miejscowości o słowiańskim pochodzeniu. I tak nazwie Glukse przypisuje się podobieństwo do „głuchowicy”, a Mullese – do „mulicy”. Dla Kramnitse oraz Krambes wskazuje się słowo „Krå”, które nie zostawiło wyraźnych śladów w dzisiejszych językach słowiańskich, ale ma odnosić się do miejsc o wilgotnej ziemi. Billitse zachowało się bardzo czytelnie w terminie „bylica”, Tillitse zaś może być tłumaczone jako „Tilo i jego ludzie”.

Również na wyspach Falster i Møn znajdują się miejscowości wskazujące na ich słowiańskie pochodzenie. Na Falster grupują się głównie w południowo-zachodniej i północno- wschodniej części wyspy. Nazwy: Gorke, Gorge oraz Gaarge, Gaarke Aass i Gorke Hoj prawdopodobnie odnoszą się do topografii terenu poprzez rdzeń „Gorka”. Współcześnie funkcjonuje on w językach słowiańskich jako „wzniesienie” (góra). Zdaniem Friederike Housted wszystkie te nazwy dotyczą naturalnych wzniesień bądź kurhanów. Nazwy Lanker oraz Langerne odnoszą się do terenów podmokłych, natomiast nazwy Glincke Agre i Glindtzetofft zawierają rdzeń „glin”, odnoszący się do ilastej skały osadowej. Paniche Kilde odnosi się z kolei do słowiańskiego nazwiska „Panik”.

Fribrødre, czyli słowiańskie Przybrodzie

Ciekawa jest nazwa Fribrødre. Do wieku XVII miejscowość nosiła nazwę Pribrod, wyraźnie wiążącą się z nazwą „Przybrodzie”, co zapewne oznaczało, że osada została założona przy płytkim przejściu przez rzekę/wodę. Słowiańską genezę tej nazwy wspierają wyniki badań archeologicznych. Podczas prowadzonych tam wykopalisk odkryto około 1700 fragmentów łodzi, dla których wskazano na analogie w szkutnictwie słowiańskim. Były to drewniane kołki, wykorzystywane przez Słowian do spajania klepek poszycia oraz mocowania innych elementów łodzi, podczas gdy dla szkutnictwa skandynawskiego charakterystyczne było łączenie poszycia łodzi za pomocą żelaznych nitów. Kolejnym „słowiańskim” elementem z zakresu technologii szkutniczej było uszczelnianie łodzi za pomocą mchu, choć nie jest to parametr odpowiednio wrażliwy „etnicznie”. Mech wykorzystywano bowiem do uszczelniania pawęży rufowych już w neolitycznych dłubankach z terenu Danii. Uszczelniano nim też północnoeuropejskie łodzie klepkowe z epoki brązu, a także łodzie budowane we wczesnym średniowieczu w Europie Zachodniej. Niemniej w porównaniu ze szkutnictwem skandynawskim, które preferowało sznury z włosia, jest to technika pozwalająca wskazać na słowiańską tradycję budowania łodzi.

Gdyby wziąć pod uwagę wyłącznie materialne świadectwa szkutnictwa, należałoby zachować dużą ostrożność przy wskazywaniu na fizyczną obecność Słowian. Biorąc jednak pod uwagę pozostałe przedmioty odkryte we Fribrødre, identyfikowane z kręgiem kultury słowiańskiej (ceramika, pochewki noży czy biżuteria), możemy z dużym prawdopodobieństwem przyjąć, że mamy do czynienia ze znaczącą obecnością Słowian. Działalność portu we Fribrødre porównywana jest do Paviken na Gotlandii, gdzie dokonywano napraw statków.

Osobno należy rozpatrywać nazwy, które mogą wskazywać na słowiańską obecność, ale same nie mają słowiańskiego pochodzenia. Dotyczy to nazw, w których występuje człon „Vinde”, odnoszący się do „Wendów”, jak w Skandynawii określano mieszkańców Słowiańszczyzny. Tego typu nazwy prawdopodobnie nadane zostały przez autochtonów, którzy identyfikowali te miejsca ze stałą obecnością Słowian. Wskazać można kilkanaście takich miejsc, które oprócz wyspy Lolland, znajdowały się także na Zelandii, Fionii, wyspach Langeland, Ærø, czy Tåsinge. Warto jeszcze wymienić górę Vindubolgja, znajdującą się w północno-wschodniej Islandii. Na tę nazwę uwagę zwrócił Przemysław Urbańczyk. W tym przypadku nie wypowiadali się jeszcze lingwiści, jednak dobrze poświadczona archeologicznie obecność Słowian w okolicy (na przykład charakterystyczne półziemianki), a także wyraźne podobieństwo członów „Vindu” i „Vinde” stanowią przesłankę do postawienia tezy, że mamy tu do czynienia z takim samym mechanizmem.

W znajdującym się na Zelandii Roskilde funkcjonowała wręcz słowiańska dzielnica, która zachowała się w nazwie Vindeboder. Być może na tę nazwę złożył się element „Vinde”, stanowiący zapożyczenie rdzenia ze słowa Venderne (Słowianie), natomiast „boder” jest morfemem leksykalnym, który można tłumaczyć jako kram/boks/ stragan/halę. W takim razie Vindeboder oznaczałoby tyle co „kram Słowian”, co dobrze pokrywałoby się z handlowym wymiarem tej dzielnicy Roskilde. Także źródła pisane nadmieniają o obecności tam Słowian. Saxo Gramatyk wspomina o nich w kontekście najazdów pirackich na Roskilde, które miały miejsce w drugiej połowie XII wieku. Co ciekawe, jedna ze wzmianek duńskiego kronikarza mówi o tym, że słowiańscy piraci zdołali dotrzeć do brzegu Zelandii. W związku z tym, że nie udało im się dostać do miasta, stworzyli osiedle na przedmieściach. Jak zwraca uwagę Michael Andersen, chodzi tu właśnie o dzielnicę Vindeboder. Andersen przedstawił hipotezę, że Roskilde mogło być podzielone między dwie grupy etniczne, a sam podział znajdował odzwierciedlenie w strukturze miasta i w nazewnictwie jego części.

Kulturową odrębność tych dwóch dzielnic potwierdzają świadectwa archeologiczne, między innymi słowiańskie okucia pochewek noży i przykłady słowiańskiej biżuterii. Gwoli ścisłości, jeden pochodzi nie z samego Roskilde, ale z Veddelev, znajdującego się w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Jest to niewielka brązowa fibula, w kształcie konia z przebitymi kopytami, dla której analogie znane są ze wschodniej Słowiańszczyzny, między innymi z Nowogrodu. Drugie znalezisko to zausznica odkryta w dzielnicy Vindeboder. Analogie znane są z dzisiejszych terenów Niemiec i Polski. Warto przypomnieć, że takie zausznice kojarzone są z biżuterią noszoną przez słowiańskie elity, więc może być to kolejne świadectwo obecności w Roskilde słowiańskich kupców, którzy przybyli tam wraz z rodzinami. Warto jeszcze dodać, że na tle typowych dla skandynawskiego budownictwa długich, naziemnych domów halowych, odkryto tam charakterystyczne słowiańskie ziemianki i półziemianki.

Tak więc świadectwa archeologiczne oraz nazwa osiedla Vindeboder wskazują na funkcjonowanie w Roskilde słowiańskiej enklawy lub przynajmniej znaczącej obecności w tym miejscu jakichś grup Słowian. W świetle tak obiecujących ustaleń należałoby postulować przeprowadzenie badań archeologicznych w pozostałych miejscowościach mających w nazwie „Vinde”. Wyniki wykopalisk mogłyby bowiem pomóc w określeniu znaczenia tych miejsc i ich związku z działalnością Słowian.

Warto rozważyć, czy zapożyczanie obcych nazw świadczy o włączaniu ich we własną strukturę pojęciową widoczną w języku, czy też nazwy obcej proweniencji należy traktować jako świadectwo obecności na danym terenie obcego etnosu. Uważam, że pierwsze założenie należy rozpatrywać jako rozwinięcie drugiego, choć w tym zakresie owocna może być współpraca archeologów i językoznawców.

Sprawa na ostrzu noża, czyli co o Słowianach w Skandynawii mówi archeologia?

Podstawą moich rozważań nie są jednak toponimy, ani źródła pisane, a świadectwa archeologiczne. Przykładów kategorii artefaktów i obiektów identyfikowanych ze Słowianami w Skandynawii jest kilka. To między innymi budownictwo (ziemianki i półziemianki), ceramika, biżuteria czy broń, ale też… zagadkowe elementy ozdobne noży. Mowa o specyficznych okuciach pochewek noży, które identyfikowane są ze słowiańską kulturą materialną. Z uwagi na ich duże znaczenie dla niniejszych rozważań będą tu rozpatrywane jako oddzielna kategoria znalezisk. Większość z nich odkryta została między Łabą a Wisłą, z koncentracją na Pomorzu Gdańskim oraz na Przedpomorzu i w Brandenburgii. Symptomatyczna jest zarówno ich forma jak i obszar występowania, skupiony na terenach położonych na południe od Bałtyku.

Moim zdaniem niewielka liczba grobów, w których je odkryto, skłania do uznania omawianych okuć pochewek noży za przedmioty wyjątkowe. Potwierdzają to niezbyt liczne egzemplarze z bogatym zdobieniem zoo- lub antropomorficznym, które można interpretować jako unikatowy wariant. Co więcej, bogate wyposażenie wielu grobów, w których odkryto omawiane przedmioty, wskazuje na sferę elitarną. Wreszcie warto pamiętać, że przedmioty te nie pełniły użytkowej funkcji – to znaczy były to zdobione blaszki, bez których skórzane pochewki również mogłyby spełniać swoją rolę.

Okucia odkrywane na terenie Skandynawii najczęściej uznawane są za świadectwa kontaktów ze Słowianami, jednak diametralnie różnie określa się ich charakter, co wymaga szczegółowego komentarza.

Pierwsza koncepcja związana jest z Mölleholmen, gdzie zapewne handlowano niewolnikami. Odkryte tam okucia interpretowano jako własność słowiańskich niewolników, co miał potwierdzać brak samych noży oraz innej broni. Tymczasem trudno sobie wyobrazić zezwolenie niewolnikom na zatrzymanie ozdobnych pochewek. Noże razem z pochewkami byłyby im na pewno odbierane już w momencie ich pojmania, bo tylko razem z nożami stanowiły atrakcyjny towar. Co więcej, jeśli zgodzić się z przedstawioną wcześniej interpretacją okuć pochewek noży jako elementu kultury materialnej słowiańskich elit, doszukiwanie się w tych przedmiotach świadectwa obecności niewolników staje się nielogiczne. Czy zatem właściciele pochewek znalezionych w Mölleholmen byli niewolnikami? Moim zdaniem nie, a świadczą o tym odkrycia tego typu przedmiotów na innych stanowiskach, a zwłaszcza ich kontekst.

W przypadku twierdzy Eketorp, gdzie znaleziono 55 słowiańskich okuć, kontekst ich odkrycia nie pozostawia raczej wątpliwości, że ich właściciele mieli wysoką pozycję społeczną w tym zmilitaryzowanym skandynawskim centrum! Mogli być to choćby najemni wojownicy (udział Słowian w skandynawskich drużynach poświadczają źródła pisane), których obecność w miejscu obronnym nie powinna dziwić. Znane są też inne przykłady militarnego kontekstu ich znalezienia, co może poświadczać udział Słowian w toczonych wówczas walkach między skandynawskimi królestwami. Nie można również wykluczyć, że właścicielami tych pochewek byli Skandynawowie, którzy zaadaptowali niektóre cechy słowiańskiego rzemiosła (z Eketorp znana jest między innymi ceramika bałtycka), choć w mojej ocenie występuje tam zbyt mało przedmiotów potwierdzających stałe oddziaływanie Słowian, które mogłoby doprowadzić do akulturacji. W obu założeniach okucia te należy uznać przynajmniej za świadectwo słowiańskich wpływów w Skandynawii, choć według mnie przekonują one wprost o ich obecności tam.

Innym miejscem, w którym obecność Słowian potwierdzają okucia pochewek noży, jest Örja, gdzie chyba słusznie interpretuje się je jako materialny wyraz aktywnego udziału przybyszów z południa w połowie i handlu rybami.

Jeśli założymy, że cienki kawałek blaszki przymocowanej do skórzanej pochewki mógł łatwo odpaść, powszechność ich występowania możemy tłumaczyć gubieniem, podobnie jak miało to miejsce w przypadku odważników i monet. Być może zguby te należy wiązać z aktywnością słowiańskich kupców – okucia takie najczęściej odnajdowane są w osadach handlowych.

W ostatnich latach okucia pochewek są licznie rejestrowane także w Danii, głównie za sprawą badań z wykorzystaniem wykrywaczy metali. Odkrywane są na terenie północnej Jutlandii, na Fionii, a także na Zelandii, gdzie koncentrują się w pasie względnie bliskim wybrzeżom Bałtyku. Tak szeroka dystrybucja może oznaczać lokalną produkcję, a nie masowy import. Wskazuje na to osobisty charakter tego typu wyrobów, co ograniczało potencjalnych odbiorców do konkretnej grupy kulturowej, szczególnie w początkowym okresie pojawienia się ich w Skandynawii (XI wiek). W okresie późniejszym, kiedy upowszechnia się w Skandynawii ceramika „bałtycka”, obie kategorie przedmiotów mogły być wytwarzane zarówno przez Słowian, jak i Skandynawów na miejscu.

Na taką możliwość zwróciła uwagę Magdalena Naum, sugerująca ewolucję znaczenia tych przedmiotów – od obiektu obcego kulturowo, przez rozpoznawalny pośród podróżników i kupców przedmiot o znaczeniu prestiżowym, aż do upowszechnienia się go wśród miejscowych i nadania mu nowych znaczeń. Pierwotnie obok lokalnych form ceramiki występowały niewątpliwie słowiańskie importy, które stanowiły technologiczną inspirację dla nowego typu naczyń, określanego eufemistycznie mianem ceramiki bałtyckiej. Okucia znalezione w Skandynawii pochodzą z okresu między XI a XIII wiekiem, co dobrze koreluje z chronologią ceramiki bałtyckiej, która upowszechniła się w Skandynawii w XI wieku. O ile jednak ceramika bałtycka powstawała wyłącznie w Skandynawii, o tyle omawiane pochewki znane są po obu stronach Bałtyku.

Najstarsze egzemplarze odkrywane w Skandynawii były najprawdopodobniej słowiańskimi importami lub wyrobami miejscowymi tworzonymi przez słowiańskich rzemieślników. Ta druga możliwość pasuje do koncepcji Adama Bolandera, że część Słowian miała w Skandynawii wysoką pozycję społeczną. Późniejsze, bardzo powszechne występowanie tych przedmiotów na wielu stanowiskach w Danii wyklucza raczej tezę, że wytwarzali je wyłącznie słowiańscy rzemieślnicy. Wydaje się, że doszło tu do transferu pewnych wzorców stylistycznych, które podobnie jak w przypadku ceramiki bałtyckiej przyjęły się i upowszechniły w Skandynawii.


Powyższy tekst stanowi fragment książki Jakuba Jagodzińskiego pt. „Goście, kupcy, osadnicy. Kontakty Słowian Zachodnich i Skandynawów w epoce wikingów”. Więcej na temat obecności Słowian w Skandynawii, ale też odwrotnego wektora wzajemnych relacji, czyli obecności Skandynawów na Słowiańszczyźnie dowiecie się, czytając tę bogato ilustrowaną książkę.

Okładka książki Jakuba Jagodzińskiego „Goście, kupcy, osadnicy. Kontakty Słowian Zachodnich i Skandynawów w epoce wikingów”Czytaj też:
Mieli rogate hełmy i armie pełne kobiet? Rozprawiamy się z 5 popularnymi mitami o wikingach
Czytaj też:
„Neolityczna Wieliczka”, „karpacka Troja”, „polskie Stonehenge”. 6 miejsc na majówkę dla pasjonatów historii

Źródło: Jakub Jagodziński, „Goście, kupcy, osadnicy. Kontakty Słowian Zachodnich i Skandynawów w epoce wikingów”